Facebook i cechy narzędzi społecznościowych – wykorzystanie w edukacji

autor: Jakub Aleksandrowicz
Gdańsk – Warszawa -Wrocław, czerwiec 2014, licencja CC BY NC SA

Część I Plusy i minusy (zalety i niestosowność) zastosowania Facebooka w dydaktyce
Część II Problemy dydaktyczno-metodyczne, na jakie nauczyciel może się natknąć pracując „z Facebookiem”
Część III Jak angażować uczniów (i nie tylko uczniów) przy pomocy narzędzi społecznościowych
Część IV Poza narzędziami społecznościowymi – ogólniej

Zamiast wstępu

Niniejszy tekst powstał na bazie refleksji po 2-letnim kursie e-learningowym realizowanym dla 5 grup (łącznie prawie 900 nauczycieli) w częstochowskim WOM-ie. Trzech (z czterech) trenerów uczestniczących w projekcie związanych jest na co dzień z Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli gdańskiej Fundacji NetEdukator. Kurs wszystkich 5 edycji e-learningowych zajęć (średnio po 140 osób) – stał się wprost kapitalnym terenem doświadczalnym, zarówno dla samych nauczycieli jak i dla prowadzących.
Podstawową konkluzją wyprowadzaną po ukończeniu zajęć przez większość uczestników było mocne przekonanie, że tych kilkadziesiąt godzin spędzonych z nauczycielami-pasjonatami sieciowej edukacji – niezwykle ośmieliło ich w działaniach, które dotychczas wydawały się wprost nieosiągalne. Świadomość wyraźnych różnic w umiejętnościach „przed” i „po” – była najczęściej podkreślaną wartością szkolenia, stając się miarą uznania dla prowadzących i organizatorów.

Część I. Facebook w dydaktyce – zalety i ograniczenia

Od społeczności do nauczania – niedaleko. Milionowe ilości użytkowników „fejsa” trudno dzisiaj lekceważyć. Zważywszy, że jest wśród nich już niemal 25 % wszystkich naszych uczniów (i prawie połowa ich rodziców) – lekceważyć tego się wręcz nie da.
Włączenie narzędzi społecznościowych w proces uczenia – powinno się jednak odbywać pod pewnymi warunkami, bowiem na skuteczne ich wykorzystanie w edukacji wpływa wiele zmiennych i łatwo… przeszarżować. Są wśród nich tak ważne czynniki, jak: osobowość nauczyciela, nawyki i doświadczenie wykorzystywania rozwiązań technologicznych w domu czy też analogiczne – nawyki korzystania z narzędzi społecznościowych w pracy: na lekcjach, kołach zainteresowań i terapiach. Jednym z „krytycznych” czynników wpływających na swobodę korzystania z narzędzi społecznościowych w dydaktyce jest minimalna ogólna znajomość aplikacji wykorzystywanych bezpośrednio w belferskiej pracy (nie o MS Word i PowerPoint tu oczywiście chodzi), co wymaga czasu, wielu prób i cierpliwości. Na to często – nie starcza już nam sił w codziennej pracy.
Korzystanie z Facebooka i jemu podobnych narzędzi staje się wtedy pochodną tych cyfrowych niedostatków.

A. Mój osobisty profil… wszędzie

Ze względu na postęp technologiczny widać już wyraźnie tendencje, gdzie personalizacja kształcenia żywi się rozwiązaniami zaciąganymi z takich właśnie narzędzi jak Facebook. Indywidualizacja 1:1 będzie tam szukała dynamiki i motywacji do wdrażania metod sprawnego nauczania. Nie znaczy to oczywiście, że dzisiaj taki portal jest narzędziem dla systemowej edukacji. Z pewnością nie – i raczej takowym nie będzie. Dlaczego więc budzi aż takie fascynacje?

B. Motywowanie

Najczęściej zauważalną funkcją społecznościowych portali jest realizacja emocjonalnych potrzeb ich użytkowników: bycia w nieformalnych, ale silnych grupach, i w aktywności online, pozwalających na natychmiastową reakcję. Facebook zapewnia to niezwykle sprawnie, czasami nawet – wbrew naszej woli i pomimo, że nas na nim już (jeszcze 🙂 ) nie ma. Nawet jeśli tę siłę tkwiącą u podstaw piramidy Maslowa oceniamy źle – warto zastanowić się, jakie środki wykorzystuje, skoro odnosi sukces.

Drugim istotnym czynnikiem, dla którego warto o „fejsie” rozmawiać – jest wielozadaniowość współczesnego ucznia. Możliwość „sprytnego” zamieszczenia treści o wyraźnie dydaktycznej funkcji obok komunikacyjnego „wieloczatu” – to rozwiązanie bliskie potrzebom i praktyce wielu z nich. Traktując rozsądnie możliwości i portalu, i uczniów – narzędzie potrafi wesprzeć „systemowe” okazje do skuteczniejszego komunikowania się uczeń – nauczyciel. O ile treści postów (jako element dydaktyczny) – choć ciekawe – nie budzą naszego zachwytu, to już (przy okazji) motywowanie i pretekst do zmiany postaw – odpowiadają nam, nauczycielom, jak najbardziej.

Jest oczywiście pewna grupa uczniów (a nauczycieli – z pewnością spora) odporna na te psychoinżynieryjne zabiegi. Należy mieć w stosunku do takich postaw stosunek akceptujący, by nie rzec – całkowitej wręcz aprobaty i zrozumienia. Będzie o tym gdzie indziej, w tym kontekście warto jedynie pamiętać, że brak zapotrzebowania na Facebook jako narzędzie dydaktyczne – nie jest ułomnością żadnej ze stron, ułomnością są jedynie postawy tłumaczone frazą „bo tak mi się wydaje”.

C. Korzyść – łatwo i szybko…

Facebook – to grupa (słowo-klucz). To właśnie „grupotwórcze” cechy społecznościowych narzędzi sieci pozwalają nauczycielowi wspierać się nimi we własnej dydaktyce. I tak, kiedy mam „zadanie” – przekazuję je „społeczności” klasy bez wysiłku i skomplikowanej organizacji obiegu informacji. Treść „rozprzestrzenia” się sama tak, jak to zaplanowaliśmy, a nawet lepiej. Tego jako nauczyciele niewątpliwie potrzebujemy, i to może się nam podobać. Czego potrzebujemy, by z tego skorzystać?

D. Warunek metodyczny i… zagrożenia (do ominięcia)

Wykorzystywanie narzędzi społecznościowych w sieci wiąże się w edukacji ze zmianami własnej metodyki pracy, w szczególności z rezygnacją z dominującej formy – wykładowej, gdzie np. zadania domowe to tylko utrwalenie pozyskanej w klasie informacji. Facebook – to inna sytuacja, to uczeń „poza klasą”. Najlepsze korzyści z prowadzenia uczniów „zdalnie” w sieci mamy więc dopiero, kiedy posłużymy się innymi metodykami nauczania – „odwróconą lekcją” czy generalnie – nauczaniem problemowym.

W edukacji wyraźnym „zagrożeniem” korzystania z narzędzi społecznościowych jest głównie nierozumienie ich natury. I tak, jeśli decydujemy się na budowanie zasobów informacyjno-zadaniowych przy ich pomocy – powinniśmy konstruować treści i obieg informacji zwrotnej, nieustannie i małymi krokami. Nieustannie – to znaczy, że co dzień (ub dwa) nasi uczniowie powinni otrzymywać małe zadania, ale też co dzień czy dwa – otrzymają informację zwrotną, jak im się powiodło, a co najmniej – od siebie wzajemnie – jaki mają do tego stosunek, jak zostało to ocenione i ile w tym sensu (uczniowskiego oczywiście). W tradycyjnej metodyce nie podważą „tak” oficjalnie działań nauczyciela, nie sygnalizuje się przecież na lekcji tak, jak na forum – tak wyraźnie własnych emocji. Poza klasą, kiedy więcej wolno niż w szkolnym budynku na „naszych” 45 minutach – sygnalizuje się czasami nawet… za mocno, niesprawiedliwie, mało wnikliwie.
Jeśli wykorzystując Facebooka – nie założymy takich reakcji, jeśli się ich obawiamy lub nie mamy na czasu na systematyczne reagowanie – nie tylko nie wykorzystamy potencjału samego narzędzia, ale też narazimy się na efekty… niezamierzone, z których uczniowska bierność – jest jeszcze najmniej bolesna.

Część II. Problemy dydaktyczno-metodyczne, na jakie nauczyciel może się natknąć pracując „z Facebookiem”

Sygnalizowana potrzeba zmiany metod nauczania jest podstawą przy korzystaniu z narzędzi i mediów społecznościowych w edukacji. Jej pochodną – jest konieczność zmiany stosunku do rozwiązań wspierających te metody, zwłaszcza tych z grupy „wysokich technologii”. Specjalnie unikam słowa „nowych” – bowiem w tej dziedzinie odległość od tego co „nowe” – do do tego, co „zapomniane” – to zaledwie kilka lat.

A. Własność a wartość wspólna – uwagi dla dyrektorów i nie tylko

Oferowane przez portal społecznościowy systemy powiązań w sposób naturalny wyrzucają dydaktykę poza system klasowo lekcyjny, odsłaniając kulisy naszych „prywatnych”, belferskich metod pracy. Nie zawsze jesteśmy z siebie zadowoleni i pewni jakości własnej pracy (jak wszyscy). Obawiamy się więc krytyki: i tej merytorycznej, i tej społecznej (np. ze strony rodziców). Często też nie chcielibyśmy ujawniać własnych pomysłów na uczenie, traktując wypracowane w toku lat materiały i rozwiązania jako dydaktyczną „ars poetica”, uważając, i słusznie, za intelektualną własność.

Psychologia i prawo rynku pozwalają to zrozumieć i akceptować w skali, że tak powiem, ogólnoludzkiej. Niemniej zgoda na traktowanie dydaktycznych zabiegów i własnych materiałów jako wspólnego dobra – mojego i najbliższego mi środowiska pracy – jest jednak nieodzowna przy akceptacji posługiwania się rozwiązaniami typu Facebook. W sposób jak najbardziej świadomy możemy „ograniczać” rozprzestrzenianie się naszego know how, nie powinniśmy jednak traktować go jako wyłącznie osobistego dobra. I nie chodzi tutaj w żadnym razie o pojęcie źle rozumianej „misyjności” przypisywane naszemu rzemiosłu, bardziej o fakt docenienia współpracy jako wartości dodanej dla zakładu pracy i jednocześnie – warunku przenoszenia zasad współpracy na środowisko uczniów. Nie damy rady nauczyć pracy zespołowej uczniów, jeśli zdarza nam się traktować ją jako zagrożenie dydaktycznej autonomii we własnej szkole! Eliminacja rozdźwięku między wymaganiem od nauczycieli postawy współpracy a uczeniem tej postawy – jest konieczna, a włączenie w ten proces narzędzi które nas tego uczą – niezmiernie to ułatwia. W każdym innym przypadku będziemy sfrustrowani otwartością narzędzia i niemożnością „pełnego” panowania nad skutkami posłania naszych pomysłów w świat uczniów i… internetu.

Niewątpliwie warto zacząć myśleć o budowaniu dydaktycznych zasobów w środowisku własnej szkoły, traktując je, podobnie jak w korporacji, jako dobro wypracowane „na rzecz firmy” i będące jej własnością. To bardzo dobry test na istnienie rzeczywistej wymiany informacji w szkole. Współczesna technologia (np. w postaci wirtualnych dysków) ucina w tej sferze wszystkie nasze nauczycielskie „ale…”. Z perspektywy zarządzania przepływem dydaktycznej informacji wśród własnych pracowników – budowanie środowiska, w którym wiedza jest wspólną i cenną dla szkoły własnością – jest opłacalne i w sferze finansowej, i w sferze zarządzania zespołem. Zmienia się w wymierne korzyści, tworząc jednocześnie specyficzną i niezwykle skuteczną wartość dodaną placówki. Z tej perspektywy wykorzystywanie narzędzi typu Facebook czy vd (virtualdisc) – pozwala sprawdzać poziom gotowości na tę wymianę wprost modelowo.

Czy to jedyne wskaźniki – oczywiście nie, ale wyjątkowo przejrzyste i łatwe do weryfikacji. Równie skuteczne, jeśli nie bardziej – jest już tylko lokalne środowisko uczenia się i nauczania, pozwalające moderować i śledzić ruch przepływu informacji i wiedzy (sic!) zarówno w relacji nauczyciel – uczeń, jak i pomiedzy samymi nauczycielami.

B. Facebook jako nieustannie kontaktująca się grupa

Sam Facebook nie nadaje się do form wykładowo-archiwistycznych, jak często chcielibyśmy traktować zasoby i zabiegi realizowane np. w uczniowskich zeszytach. Narzędzie jest niezwykle dynamiczne – wymaga zatem równie dynamicznego „zarządzania” dydaktyką własnego przedmiotu. Krótkie, najczęściej problemowe polecenia dla małych, 2-5 osobowych grup – są podstawą efektywnego wykorzystywania jego typowych funkcjonalności. Uczniowie w krótkim czasie powinni wykonywać zadania o otwartym i problematycznym (dla nich) charakterze, zadania wymagające… kolejnych kontaktów i poszukiwań. Nie jedno źródło i nie zamknięty przekaz, ale ciągłe śledzenie informacji, poszukiwanie wiedzy, wielozadaniowe poszukiwania „po linkach” – a nie po raz zadanym tekście. Co zyskujemy?: współpracę w grupie (już o tym wspomniałem: grupa – to słowo klucz Facebooka), dynamikę informacji, ale co może najważniejsze – umiejętność i odwagę do stawiania różnorodnych pytań oraz… prawo do błędu.

Co tracimy – tak, tak, są i takie skutki. Często niestety – gruntowność i rzetelność samej informacji, stabilność źródeł, pewność co do oczekiwań zarówno nauczycieli, jak i uczniów, wobec siebie. Te „zagrożenia” pokazują jednak tylko, jak ważna jest rozwaga i właściwe przypisywanie znaczeń takim rozwiązaniom jak Facebook w edukacji (i pewnie – nie tylko w edukacji). Ćwiczymy zadania, po których za chwilę nie będzie śladu – nie odnajdziemy ich w natłoku zwrotnych informacji (oby tyle ich było). Tutaj bez inteligentnych systemów LCMS – ani rusz, Facebook ich nie zastąpi. Tylko za nimi będzie szło, latami uporządkowane i łatwe do odzyskania, tak potrzebne i uczniowi, i nauczycielowi – uczniowskie portfolio. Czyż nie fascynują nas kiedyś napisane teksty: ja tak pisałem, ja tak myślałem?
Nie należy się spieszyć, zapominając przy tym o dydaktycznej wartości własnych doświadczeń i własnych, ciężko wypracowanych dokumentów. Scrollowanie postów na Facebook – to jednak nie to, czego bym oczekiwał.

C. Praca zespołowa ponad wszystko

Co więc pozostaje, co jest korzyścią z „wrzutek na fejsa”? Najważniejszą jest oczywiście… sama społeczność: grupa, którą tworzą uczniowie między sobą i z nauczycielem. To właśnie praca z wieloma zespołami 2-5 uczniów, ich „zdystansowane” prowadzenie, stałe re-organizowanie materiału, budowanie dialogu i moderowanie wymiany, dzielenie pracy i korzyść z jej dedykowania – stają się zarówno największą siłą, ale też największym wyzwaniem „zapracowanego” innymi metodami nauczyciela.
Czy trzeba zrezygnować z jednych, by posługiwać się innymi? To chyba zwykła „ekonomia” pracy. Ale w trakcie zmiany – to niebagatelny wysiłek, ani bezpieczny, ani gwarantujący natychmiastowe zadowolenie.
Pracy z wieloma zespołami jednocześnie – trzeba się nauczyć, to nie wartość nabyta przedmiotowego pedagoga :-). Piszę to jako przedmiotowiec, z pełną świadomością ciążącego na nas stereotypu, jakoby ta umiejętność była przypisana „doświadczonemu” nauczycielowi. Nic bardziej błędnego. Techniki pracy z małymi zespołami na poziomie klasy (i poza nią) – wymagają wielu miesięcy „twardych” warsztatów, a i wtedy może się okazać, że tego nie potrafimy. Po nabyciu podstawowych, rzeczowych, rzemieślniczych kompetencji – będziemy jednak potrafili sobie organizować pracę zespołową zupełnie inaczej, traktując ją jako nowe, belferskie doświadczenie. Niektórzy z nas – już przy tym pozostaną.

D. Projekty, problemy, symulacje rzeczywistości

Wykorzystanie narzędzi sieciowych, w tym społecznościowych w szczególności – najlepiej daje się realizować w metodach nastawionych na prace zespołową w projektach lub szeroko rozumianej strategii problemowej. Realizacja w roku szkolnym 3 projektów na semestr w pracy grupowej, w kilku klasach – wymaga konkretnej reorientacji metod: z wykładowej i operacyjnej (zadania i ćwiczenia w klasach i do domu) – na szeroko rozumiane kompetencje kluczowe, gdzie te same umiejętności można wprowadzać w tej samej grupie – różnymi środkami – i w różnych grupach – tymi samymi metodami, i mimo tego – wciąż mieć czas na indywidualizowanie nauczania (znaczy… się nie zarobić).

Część III. Jak angażować uczniów (i nie tylko uczniów) przy pomocy narzędzi społecznościowych

A. Grywalizacja i nie tylko

Im bardziej spontaniczne i grywalizacyjne działania wymyśli nauczyciel – tym łatwiej będzie mu zaangażować swoich „milusińskich”. Badania dotyczące skutków (pozytywnych 🙁 oczywiście) wykorzystania narzędzi nowych technologii (np. tabletów) w nauczaniu pokazują w początkowym okresie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent wzrostu jakości kształcenia. Dzieci są motywowane do działań edukacyjnych w sieci analogicznie, jak ma to miejsce w grach komputerowych: dźwięk, ruchomy obraz i interaktywność doskonale wspiera przez jakiś czas zapotrzebowanie na ich naturalną ciekawość. Po okresie roku systemowych działań aktywność uczniów spada, aż po regres, związany z dysproporcją wykorzystania narzędzi przez nauczyciela i uczniów: uczniów wzrasta, nauczycieli przeważnie pozostaje na wcześniej wyuczonym poziomie lub „przyrasta” na tyle wolno, że uczniowie wykorzystują oferowane narzędzia – poza kontrolą i do własnych celów. Czy tak po roku ma wyglądać „klasa z tabletami”? 7-10 tabletów i praca zespołowa – tak; 30 tabletów po roku – jak najbardziej nie.

B. Personalizacja procesu nauczania – personalizacja edukacji

Jak można z tego wnioskować, to nie nowe narzędzia wspierają edukacje i nie czynią ją nowoczesną, tylko… nowe metody. Świadome korzystanie z oferty technologicznej wspiera je i czyni możliwymi. „Odwrócona lekcja” na platformie e- learningowej z podręcznikiem na tablecie do nauki angielskiego czy matematyki – z czasem wymaga takiego samego zaangażowania po stronie ucznia jak tradycyjny podręcznik i tradycyjna lekcja. Niemniej umieszczenie podręcznika w sieci umożliwia zarządzanie procesem uczenia w modelu: „najpierw się zapoznaj z informacją – potem w klasie i ze mną uporządkuj swoją wiedzę – potem (ponownie poza klasą) ją powtórz i utrwal”. W obu dydaktykach uczeń powinien spędzić pewną ilość czasu nad materiałem zadanym przez nauczyciela, ale tylko w tej drugiej można na bieżąco – globalnie (wszyscy uczniowie, którymi się opiekuję) i indywidualnie (z każdym, którego uczę) aktywnie zareagować na braki. Średnia jako miara porównawcza – nie jest miarą tej dydaktyki.

C. Uwaga na wielozadaniowość

Podłączenie wielosensorycznych materiałów (obraz, film czy audio, czasami alternatyw tego samego materiału) pozwala skutecznie docierać do uczniów o różnych predyspozycjach uczenia się. Taka „wielomedialność” jest bliska postępującej wielozadaniowości uczniów, wyrabianej we współczesnym środowisku technologiczny a przez młodzież traktowana jako integralna część ich umiejętność (jednocześnie oglądają krótki materiał na Youtube, tweetują i rozmawiają).
Czy to jest bardziej efektywne – można wątpić (potwierdzają to zresztą współczesne badania), czy można z tym walczyć – tak (chociaż nie jest to proste i chyba nie taki jest cel nauczania). Właściwe wykorzystywanie nowych technologii może wspierać nowoczesne rozwiązania dydaktyczne, jest bowiem jednym z motywatorów uczniowskiej aktywności (przynajmniej przez jakiś czas). Technologiczna alfabetyzacja edukacji pełni też jeszcze jedną rolę, – jest też formą… komunikowania się z uczniami, którą ci z pewnością docenią. Tak długo, jak nie będą odczuwali zbyt boleśnie narastającej kontroli – będzie język technologii wspierał belferskie starania o skuteczniejsze merytorycznie i bardziej refleksyjne uczenie.

Część IV. Poza narzędziami społecznościowymi – ogólniej

Jeśli mamy inne cechy charakteru niż te „społecznościowe” (a możemy, i to nam, nauczycielom, wciąż oczywiście wolno) – Facebook nie jest narzędziem dla nas. Jeśli nie wybieramy dużej ilości metod projektowo-problemowych – Facebook także nie jest nam potrzebny. Jeśli jednak wybieramy – on i jego specyficzne „cechy” na platformach edukacyjnych (w rzeczywistych środowiskach uczenia się i nauczania) – są dobrym narzędziem wspomagającym współpracę i organizację w szkole. Nie wahałbym się postawić tezy, iż ze względu na ewolucję nowoczesnych form komunikacji i technologicznych przyzwyczajeń – wykorzystywanie prawdziwej platformy edukacyjnej z jej zgrywalizowanymi technikami motywacyjnymi (także wobec nauczyciela) – jest najprostszym sposobem umożliwiającym zmianę metod nauczania nadążających za społecznymi potrzebami. Bez takich narzędzi nie da się pracować „grupowo, problemowo i projektowo” z współczesną młodzieżą, bowiem zwyczajna polska szkoła (nauczyciel) jak na razie nie uczestniczy w kształtowaniu „tych” przyzwyczajeń i postaw, chociaż ma takie zadania i aspiracje. I nie wystarczą tutaj zapewnienia, że jest inaczej, kojarzone bardziej z zaklinaniem rzeczywistości.

Należy jednak pamiętać, że to nie „jej wina”. Uczymy, jak zostaliśmy nauczeni, a zmiana edukacyjnych metod i postaw – wymaga profesjonalnego wsparcia, w którym umiejętności pedagogiczne – nie są wcale na pierwszym miejscu. Pracy problemowej czy realizacji treści programowych w pracy w małych grupach – trzeba się uczyć, bo to wiedza trudna, nie intuicyjna, i oczekiwanie jej po „doświadczeniu” kilkunastu lat belferki – jest grubym nieporozumieniem. Możemy być dobrymi nauczycielami „ex katedra” – i nieporadnymi w pracy projektowej, wymagającej precyzyjnego zarządzania grupą. Być może, gdyby docenić pierwsze i wymagać, dając ku temu wystarczające wsparcie, drugiego – może byłoby nam łatwiej traktować zmianę postaw jako potrzebę wewnętrzną, a nie regularnie powtarzający się zarzut (także ze strony tych „aktywnych” cyfrowo nauczycieli, co jest najbardziej przykre.

A. Już nie TIK, a WT (wysokie technologie)

Wykorzystanie Facebooka wiąże się z bardziej ogólnymi zasadami korzystania z technologii informacyjnych na lekcji.
Dzisiaj w edukacji należałoby już raczej mówić o „wysokich” technologiach (informacyjno-komunikacyjnych też), bowiem postęp w samych narzędziach i środkach medialnych wielokrotnie przewyższa akceptacyjne możliwości współczesnej polskiej szkoły. Jeśli 4 lata temu mówiło się o wyposażeniu szkół w tablice interaktywne czy tablety – to ze względu na postęp technologiczny w obszarze sieci, zasobów na tzw. chmurze i w sprzęcie telefoniczno-wizualnym – za 2 lata będziemy mięli każdego ucznia zdolnego zarejestrować każde słowo swojego nauczyciela niezależnie od tego, czy szkoła zgadza się czy też nie na posiadanie tychże smartfonów czy tabletów na lekcji.
W roku 2018 będzie w Polsce 40 mln smartfonów o możliwościach, których jeszcze dzisiaj nie jesteśmy w stanie przewidzieć, a każde dziecko będzie miało tablet (co trzeci mieszkaniec Polski) bez specjalnego udziału programów „zapewnianych” przez MEN.
Poza infrastrukturą sieciową – absurdalne wydaje się zatem traktowanie nasycenia sprzętem informatycznym szkoły jako klucza do jej cyfryzacji bez wyraźnego akcentowania zmiany metod nauczania, na co powinna iść większość środków. Oczywiście łatwiej jest „wdrożyć” (a czemu nie po prostu „sprzedać”?) 2 146 tablic interaktywnych, traktując to jako „widzialny” symbol informatyzacji polskiej szkoły. Czy tak trudno przewidzieć, że wesprze to jedynie posługiwanie się metodą wykładową, właśnie „ex katedra”, od której tak bardzo chcielibyśmy odejść? A jeśli nauczyciel wejdzie „w klasę”, utworzy grupy i zmarginalizuje posługiwanie się tym urządzeniem – czyż nie będzie to traktowane jako społeczne „marnotrawstwo” zaoferowanych mu możliwości? A może uczniowie i doświadczą skrzywienia kręgosłupa, bo wg sanepidu odwróceni bokiem czy tyłem do tablicy będą mieli „niewygodna pozycję”. Tylko czemu tak niewielu jest w stanie pomyśleć, że w pracy zespołowej – to nie tablica jest centrum klasy? I nadal nauczyciel, ale „pomiędzy uczniami, a nie „przed szeregiem”?

B. Świadomy… technomentor

Posługiwanie się nowymi technologiami wymaga od nauczyciela świadomości celu jego wykorzystania, a w szczególności – wykorzystanie wartości dodanych wynikających z rozpoczęcia pracy na rozwiązaniach sieciowych. To w szkole powinien zapewnić system zarządzania (dyrektor i OP), a nie „sobie” – indywidualnie każdy nauczyciel. Należy podkreślić, że nie mówimy tu o infrastrukturze sprzętowej, tylko „oczywistym” szerokopasmowym łączu w każdej klasie i zarządzaniu wykorzystaniem istniejących zasobów (platformy edukacyjne jako środowiska uczenia się i nauczania). Więc nie sprzęt – a sieć i metody.
Aktualnie podstawową trudnością w korzystaniu z TIK w edukacji jest brak dostępu do zasobów dydaktycznych skonstruowanych z innego powodu niż zapotrzebowanie na wykład czy testy ucząco-sprawdzające. Do części podawczej mamy wiki, za drzwiami stoją wirtualne środowiska edukacyjne, do których dostęp i których wykorzystywanie będzie podstawową umiejętnością nowoczesnego nauczyciela. Z tej perspektywy same ćwiczenia w posługiwaniu się Facebookiem, szybkie przycięcie filmu na własnym koncie YouTube czy tworzenie stałego bloga archiwizującego najważniejsze treści do naszych lekcji a nawet geogebra i Google Earth – to dopiero wstęp do budowania własnego warsztatu posługiwania się rzeczywiście „wysokimi” technologiami.

C. Nie tworzymy, tylko zarządzamy – inżynieria zgrywalizowanej informacji

Powstawanie interaktywnych, ogólnie dostępnych i spójnych dydaktycznie materiałów (nie Google i nie Scholaris) w ciągu najbliższych 3-5 lat pozwoli nauczycielom rozpocząć proces udostępniania tych materiałów i śledzenia korzystania z nich w sposób bardzo spersonalizowany. Już dzisiaj możemy śledzić niemal każdy ruch ucznia (super) i nauczyciela (:( ) w sieci. Te same mechanizmy wykorzystują wirtualne środowiska uczenia się i nauczania. Dzisiaj więc „planować” wykorzystanie wysokich technologii – znaczy nie tyle tworzyć zasoby, co zarządzać nimi. Jako nauczyciele będziemy musieli wiedzieć, jaki materiał „podpiąć” z istniejących źródeł „do przerobienia” tak, by na lekcji mógł się do niego odwołać nie nauczyciel, tylko uczeń (sic!), i by te „zaoferowane” treści odpowiadały jego potrzebom i możliwościom w danym momencie edukacji. To ta „inżynieria zgrywalizowanej informacji” oraz właściwe kompetencje w motywowaniu pozwolą uczniowi „wykorzystać” ją do… robienia własnych materiałów. Nauczyciel w K12 nie ma produkować informacji – ma nią zarządzać, a jeśli naprawdę ma coś „produkować” – to spersonalizowaną wiedzę i twórcze jej wykorzystanie podczas zespołowej współpracy uczniów. Nikt wcześniej przed nami nie stawiał nigdy takich wymagań.

D. Zarządzamy – technikami grywalizacji

Niemniej – to dopiero połowa motywacji – bowiem druga – powinna dotyczyć umiejętności takiego zarządzania tymi treściami, by użytkownicy (uczniowie) traktowali je jak część świata ich otaczającego. Powinni zatem: za przeczytanie – uzyskać pochwałę (punkty, ocenę), za minimalne opanowanie wybranego materiału – uzyskać ważny dla siebie „status” lub inne korzyści. Na porządku dziennym powinny się tez pojawić korzyści wynikające z docenienia współpracy w grupie, zdolności do twórczych rozwiązań, staranności w realizacji ról, także tych nietypowych i niechętnie ocenianych pozytywnie (twórczy często znaczy niezdyscyplinowany, a cichego i sprawnego „analityka” – często nie zauważamy).
Taki system – łączy w sobie zarówno praktyczne wartości świata dorosłych, jak metody zachęty wykorzystywane w planszowych czy sieciowych grach, tradycyjnie kojarzonych z „niedorosłą” częścią populacji. System może wysłać na bazie przeczytanego tekstu czy zrobionego zadania – test sprawdzający nabytą wiedzę lub informacje dla grupy, że można rozpoczynać kolejny etap projektu. Taka organizacja materiału na dostępnych platformach – pozwala indywidualizować zarówno nadzór, jak i wspierać wyraźne trudności, i to nie tylko te najgorsze i najlepsze, ale także pośrednie.

Czy ta inżynieria motywowania jest potrzebna? Pytanie retoryczne.Czy jest trudna – tak. Czy dehumanizująca proces uczenia – nie, jeśli to wiedzę, nie wychowanie, postawimy na pierwszym miejscu.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Facebook i cechy narzędzi społecznościowych – wykorzystanie w edukacji

  • 20 czerwca 2014 o 08:56
    Permalink

    Ciekawy artykuł, chociaż zgodzić się z autorem w niektórych kwestiach trudno…:)

    Odpowiedz
    • 24 czerwca 2014 o 20:17
      Permalink

      A które kwestie są tymi „trudnymi” do zgody. Chętnie się wytłumaczę
      Pozdrawiam JA

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.