Szkoła marzeń – gotowiec

Szkoła nie uczy. Szkoła nie przygotowuje do życia. Szkół jest zbyt dużo, nauczycieli też. Ogólna mizeria – tylko zburzyć, zaorać i kisiel zasadzić.

Takie mniej więcej nastroje panują w całej „branży szkolnej“ na wszystkich forach dotyczących wszystkich szczebli edukacji. Nie pomaga cyfryzacja, nowe podstawy programowe, urzędnicze pomysły. My, nauczyciele, znamy przyczyny, mamy pomysły – tylko kto je wdroży i gdzie? Ministerstwo nie zniża się do edukacyjnych portali i publikacji – urzędniczy moloch żyje własnym życiem. Na konferencji EduCamp we Wrocławiu od prof. M.Sysło usłyszałem zdanie podsumowujące: edukacji nie robią nauczyciele ale urzędnicy – dlatego niewiele się udaje. Kolejne programy, miliony topione w nieefektywnym systemie w imię pomysłów ekspertów zza biurek – i nie działa. Ba! Mamy wrażenie cofania…

Uczniowie niczego się nie uczą, a już na pewno nie potrzebnych do życia rzeczy: bezmyślnie rozwiązują testy, myślenie = 0 – taka teza przyświeca wszystkim ostatnim wypowiedziom prasowym. Szkoła jest nieprzystosowana do nowoczesnej rzeczywistości i jeszcze nie wiadomo jakiej przyszłości – to kolejna. Szkół jest za dużo – pozamykać niepotrzebne (!)– to z kolei teza  – woda ma młyn – większości debat budżetowych w samorządach prowadzących szkoły. Znieść Kartę Nauczyciela i z głowy! – wrzeszczą domorośli reformatorzy… Trochę mam już dość.

Ten tekst to pewna idea. Idee mają to do siebie, że czasami pozostają w sferze marzeń, ale marzyć wolno. Niektóre jednak się materializują z pomocą przyjaciół. Ten pomysł chciałbym jednak kiedyś zrealizować – jak każde marzenie.

Zbudujmy sobie sami naszą wymarzoną, nową szkołę. Nie dostańmy. Nie „niech nam zbudują“. Zbudujmy siłami tych „ nic nieumiejących“ studentów, tej „skostniałej“ kadry uniwersyteckiej i politechnicznej. Siłami tych szkół zawodowych w zapaści, leniwych nauczycieli i „niechętnych do nauki“ uczniów. Siłami „niepotrzebnych“ nauczycieli i zagubionej młodzieży z niżu demograficznego „bez perspektyw“.

Dlaczego NOWĄ szkołę?

Jeśli chcemy zmian dogłębnych – zmieńmy dogłębnie rzeczywistość „odbioru“ edukacji. Zmieńmy przestrzeń nauczania, sprawmy, by była inna niż sławne lamperie a`la ZOZ. Zmieńmy postrzeganie samego miejsca jako takiego (http://inspireteachers.org), z katorgi codziennego obowiązku do miejsca gdzie dzieje się ważna rzecz – NAUKA jako niepodzielna jedność w wielości dyscyplin. Potraktujmy uczniów poważnie – całkowicie nowym, całkowicie innym, całkowicie odlotowym, przestrzennym budynkiem. Poważnie: od toalet z mydłem i ciepłą wodą, nie kończącym się papierem toaletowym aż do otwartego Internetu, wielojęzyczności jako standardu wykładowego KAŻDEGO przedmiotu, najlepszych pomysłów w nauczaniu. Potraktujmy tak bardzo poważnie, aż uczniowie poczują, że dzieje się tam ICH przyszłość. 

Skąd wziąć miejsce na taką inwestycję?

Któraś z gmin, co to nie ma pomysłu kompletnie na siebie, będąc satelitą jakiegoś dużego miasta, które wielkością ją przytłacza, sprowadzając do roli sypialni i sezonowego kąpieliska – mogłaby rzutem na taśmę przekazać teren pod budowę kompleksu szkolnego. Teren uzbrojony. Niechciany z powodu kryzysu, za dużych wymagań, czegoś tam jeszcze nieokreślonego. Albo kompletnie gołe pole – ale z wizją zaplecza. Bo jeśli uzbrojenia nie będzie (bez dojazdu, wody, prądu, kanalizacji, łącz telekomunikacyjnych) – to da się załatwić. Wszędzie wszak pracują ludzie, którzy BYLI uczniami i wiedzą, że chcieć to móc. A dziś mają po –dzieści lat i już mogą! BO WSZYSCY KIEDYŚ BYLIŚMY UCZNIAMI.

Kto zaprojektuje szkołę marzeń XXI wieku od fundamentów? 

Czyż nie mamy studentów architektury nie skażonych „kwadratowością“? Oni zaprojektują, pod okiem swoich mistrzów, wzorując się na najlepszych projektach świata to, co odbiorcy edukacji najpierw wymyślą w zarysach,. Nie: komercyjne biura projektowe, ale studenci w ramach programu „Szkoły dla szkoły“. To będzie ich pierwsza realizacja. Wszak studentów mamy, a wykładowcy to – w ich własnym mniemaniu – klasa światowa. Czas to udowodnić organoleptycznie! Gdybyśmy jednak nie poradzili (a poradzimy! A jakże! MY nie poradzimy?!) na Ziemi jest jeszcze kilku innych studentów architektury i profesorów chętnych do takiej realizacji. W zamyśle miało być „Polak potrafi“ ale nic nie stoi na przeszkodzie hasłu „Europa górą“ czy innemu w tym stylu (oczywiście w języku absolutnie europejskim).

To oni zaprojektują szkołę jak z klocków Lego: piękną i doskonałą w każdym pojedynczym elemencie i w wielości tych elementów zebranych w projekt, szkołę rosnącą od jednego budynku do całego kompleksu, spójną od początku do końca w architektonicznym ładzie. Szkołę doskonałą. Szkołę marzeń każdego z nich, każdego z nas. W tej wszechogarniającej niemocy – szkołę MOCY. (http://progg.eu/?p=2752http://progg.eu/?p=2817)

A kto i kiedy ją wybuduje? Szkołę tę?

Uczniowie pod okiem mistrzów – nauczycieli zawodów! Obrys wytyczy przyszły geodeta – w końcu gdzieś wytyczać w ramach praktyk musi; wykop zrobi przyszły operator maszyn budowlanych w ramach praktyki – on też musi nauczyć się ryć realne dziury na wymiar. Fundament uzbroją i wyleją przyszli betoniarze – zbrojarze. Mury wzniosą przyszli murarze – teraz jeszcze uczniowie szkół zawodowych. Posadzkami zajmą się posadzkarze – dziś uczniowie, jutro następcy swoich mistrzów. Kanalizację wg projektu wykonają słynni hydraulicy – hit eksportowy Polski pożądany we Francji jak nasze winniczki. Wszystko w ramach praktyk zawodowych – dla włąsnej wiedzy i umiejętności i przyszłych pokoleń uczniów. Uczniowie – uczniom, oczywiście pod fachowym nadzorem mistrzów z najbardziej innowacyjnych zakładów produkujących materiały budowlane i wykończeniowe oraz swoich nauczycieli. Cała praca, umiejętności mistrzowskie, których koszt jest najwyższy w procesie budowy (kto budował dom, ten wie….) byłaby darmową INWESTYCJĄ FIRM, UCZNIÓW I NAUCZYCIELI w przyszłość, a jednocześnie zrealizowaną praktyką zawodową.

Materiały budowlane zapewniłyby w ramach reklamy technologii i w ramach INWESTYCJI w przyszłe pokolenia liczne firmy produkujące w Polsce najwyższej jakości materiały budowlane i elementy wykończeniowe. Naprawdę mamy tego mnóstwo: okna, regipsy, cegły, dachówki, cement, farby, chemia budowlana, przewody – tu, w Polsce,  mają siedziby największe firmy naszego globu. Oczywiście fajnie byłoby, żeby były to firmy polskie, ale nie upierałbym się. Byłoby to też pole do pokazania wyjątkowych i niepowtarzalnych rozwiązań technologicznych – bo tylko takie będą w „naszej“ szkole. I od razu te najbardziej high-tech rozwiązania przyswajaliby uczniowie – przyszli wykonawcy rozwiązań w tychże technologiach.

Oczywiście sam budynek powinien być jak najbardziej „eko“. Ekologicznie ogrzewany (np. pompą ciepła), z rekuperacją, energooszczędny do granic norm UE – tak jak domy pasywne.

A kiedy zbudują tę szkołę? Na wakacjach. W czasie śródrocznych praktyk. W czasie kursów doskonalących, w jednym, w dwa sezony.

Kabelki – my love…

Każdy inteligentny budynek ma w sobie kilometry kabli (w miedzi jesteśmy potęgą przypomnę tylko…), światłowodów, sieci. Ktoś to wszystko projektuje. Zgadnę (walę w ciemno) – gdzieś chyba tego uczą. Może w Technikach Elektrycznych? Może na Politechnikach? Może w wiodących firmach instalatorskich i produkcyjnych? Może więc znajdzie się ktoś, kto będzie chciał postawić pomnik ku chwale swojego rzemiosła lub firmy w postaci projektu okablowania najnowocześniejszej szkoły w Polsce? Projektu super wydolnej sieci? Projektu idealnego rozprowadzenia zasilania (Energia Pro?)?

No dobra. Czas na wnętrza.

Meble też się projektuje i wykonuje pod konkretnego klienta – i chyba da się w Twardogórskim Zagłębiu Meblowym znaleźć szkoły, które tego uczą; jeśli nie projektowania to porządnego wykonania – wszak w meblach jesteśmy potęgą na skalę Europy. Pewnie też są kierunki na ASP, które tym się zajmują – np. formy przemysłowe. Oglądając inwencję studentów na wystawach prac dyplomowych, jestem pewien – da się!

Kolory wnętrza szkoły i elewacji zewnętrznej też musiałyby być wyjątkowe – wyjątkowo piękne  wyjątkowo inspirujące. Ktoś może się uczy o kolorach w architekturze wnętrz? I zewnątrz?

Kto to wszystko ogarnie?

Oczywiście, że studenci zarządzania projektami budowlanymi czy zasobami ludzkimi, logistyki, i innych cudów nawet przeze mnie nie nazwanych – bo się nie znam – pod okiem swoich mistrzów. To oni zepną wszystkie procesy tworzenia nowej edukacyjnej jakości w jeden idealnie zaplanowany nurt – czy potrafią? No właśnie powinni się nauczyć! Ale ich mentorzy potrafią! Więc…

A co z promocją projektu?

Duża rzecz.

…no ale mamy chyba jakichś studentów od reklamy, od projektowania stron www, grafików, filmowców, animatorów, kompozytorów, itd. itp …i co tam jeszcze wymyślicie. A właściwie ONI wymyślą.

Patronaty medialne – nie sądzę, że byłby kłopot, ale nimi też trzeba by zarządzać. Pi-ar`owców też kształcimy? No pewnie!

Od razu zaznaczę – w mojej koncepcji nie ma patronatu Rządu RP, Prezydenta, instytucji i partii politycznych. Więc MEN też się nie łapie. To miałoby być kompletnie bez zobowiązań. Ideowo-honorowo.

Reklama musiałaby być wielojęzyczna (już widzę nauczycieli języków przekładających to wszystko na Europejski…), prowadzona na bieżąco i to pewnie na długo przed położeniem kamienia węgielnego. Sama promocja – czyli zebranie listów intencyjnych od firm, instytucji edukacyjnych, nauczycieli, wykładowców – słowem wszystkich, którzy chcieliby przyłożyć rękę do całej inicjatywy to również poważne zadanie. Ktoś musiałby zacząć – a właściwie biznes-plan napisać, może wpasować się w środki UE w którymś z planów rozdawania pieniędzy na zatracenie, ale tym razem na chwałę UE.

Mamy może jakichś uczniów od biznesplanów…?

A teraz nauczanie…

W grupie, nie tak dawno stworzonej na facebook`u – Superbelfrzy RP (uch – już widzę fochy za to RP…), na pytanie czego chcielibyśmy w szkole padło mnóstwo odpowiedzi, które jasno pokazują: czego innego niż stan obecny.

Chcemy uczyć niesztampowo, nowocześnie, efektywnie. Chcemy akceptacji metod i form akceptowanych również przez uczniów. Chcemy przywrócenia zapomnianych przedmiotów. Chcemy wolności wyborów dla siebie i dla uczniów. Chcemy nauczania permanentnego.

Co cieszy najbardziej? Tworzenie. Chcemy, by uczniowie tworzyli własną wiedzę i mieli do tego wszystkie niezbędne warunki. Tworzenie daje radość, budzi ciekawość i uczy lepiej niż odtwarzanie. A my chcemy tylko odpowiadać na miliony pytań. I na połowę nie znać odpowiedzi, ucząc się razem z naszymi uczniami.

Szkoła miałaby być miejscem doświadczeń, przełamywania barier myślenia i postrzegania, miejscem nauki nauczycieli, miejscem konferencji, zjazdów i wrzenia koncepcji edukacyjnych. Prawdziwą świątynią Nauki, przez wielkie „N“.

… i nauczyciele.

Doświadczeni i nowocześni, młodzież po studiach, zapaleńcy, ideowcy, konstruktywni entuzjaści – słowem najlepsi z najlepszych, wielojęzyczni, wieloprzedmiotowi, prawdziwi, a nie papierowi MAGISTROWIE w swoich dziedzinach. A może i doktorzy? A może Profesorowie? Czemu nie?…

Szkoła byłaby prowadzona i doglądana przez najlepszych organizatorów, metodyków i praktyków, mogąca codziennie liczyć na wsparcie wszystkimi doświadczeniami pokoleń nietuzinkowych nauczycieli, kształconych w nauczaniu przez najlepszych – dla przyszłych pokoleń. Kadra związana byłaby ze szkołą za pomocą kontraktów dla konkretnych projektów – nigdy na stałe i na zawsze. Najlepsi byliby bardzo długo, najmniej kreatywni – tylko rok. Marzę, że linijka w CV – pracował w szkole Superbelfrów – byłaby zaświadczeniem ważniejszym niż świadectwa doskonalenia zawodowego. Ta linijka znaczyłaby – absolutna awangarda w świecie belfrów. Bo jeśli jesteś słabszy – odpadasz. Straszne i nieludzkie – ale na pewno bardzo uczciwe wobec uczniów. Kto by to oceniał? Rada Starszych Superbelfrów (jak u Indian), która wybierałaby dyrektora i rozliczała go z realizacji IDEI. Środki na tę realizację musiałaby zapewnić już sama: dyrektor zarządzałby szkołą w sensie dydaktycznym, a nie materialnym wydając pozwolenie – lub nie – na zakup domestosa.

Teraz sobie pomyślałem: jeśli można z dobrego serca – jako firma – utrzymywać w ZOO żyrafy, może możnaby część dochodu od czasu do czasu (1% PIT?) przeznaczyć na szkołę marzeń?

Na jakim poziomie szkoła miałaby uczyć?

Idea jest pojemna. To pomysł na szkołę w ogóle. Może być podstawowa, a może gimnazjalna, albo średnia. Może być zawodowa, a może być szkołą „rosnącą“ wraz z uczniami – otwierającą kolejne stopnie wraz z promocją swoich uczniów zaczynając od przedszkola i klasy I – i pierwszego budynku. Oczywiście powinna działać w istniejącym systemie jako szkoła publiczna – ale system ten przez samo istnienie i jakość pracy – deprecjonować.

Fundacja Superbelfrzy. A może Stowarzyszenie?

Ktoś to musi firmować – w końcu w czyimś imieniu trzeba to wszystko skoordynować, potem szkołą zarządzać… Wydaje mi się, że na miejscu byłaby fundacja mająca to wszystko wpisane w statucie. Ale w procesie zakładania fundacji widzę pewien zgrzyt – należy wskazać właściwego celom statutowym ministra. Od tego jak najdalej. Podpinanie się polityków pod takie inicjatywy w końcu zabije wszystko, a sama inicjatywa stanie się kartą przetargową i solą w oku kolejnych partii. A może inna forma prawna? Stowarzyszenie? 15 pozytywnie zakręconych Superbelfrów – i jazdaaaa…. Potrzeba prawnika.

Ktoś studiuje prawo? A może ktoś chciałby postudiować budowanie projektów Unijnych? Bo jakby wpisuje się to w Europejskie priorytety… Społeczeństwo obywatelskie, etc, etc…

Print Friendly, PDF & Email

7 thoughts on “Szkoła marzeń – gotowiec

  • 24 listopada 2012 o 10:30
    Permalink

    Jestem stary, starszy niż INTERNET (chociaż młodzy niż węgiel brunatny). Rosłem z internetem, uczyłem się bazwładu centralnego zarządzania mając okazję z bardzo bliska patrzeć od środka (czasami od wewnątrz) na ,,realizowane (???”) centralnie prjekty dostosowania edukacji do nowych technologii (kiedyś system EMIS, potem Interkl@sa, Scholaris, Polska Biblioteka Internetowa (TO OSTATNIE – zgrozą wieje – lepiej nie wiedzieć ja się to działo). Teraz jest CYFROWA SZKOŁA – życzę jej jak najlepiej i jeszcze nie zgasła iskierka nadzielji, że może się uda…

    Ale ja jestem bardzo blisko młodzieży (blisko, jak najbliżej – ryzykowna sprawa, bo ciekawe kiedy mnie ktoś wrobi w pedofial – ostatnio bardzo modne). W szkole jestem z nimi za pan brat, bo mi na ich rozwoju zależy i oni to wiedzą. Tylko jestem bezsilny, bo oni są na tyle inni, że w praktyce są CHODZIKAMI (od: ,,chodzić do szkoły”) a nie UCZNIAMI (od: ,,uczyć się”). A obecny system szkolny sprzyja najbardziej chodzeniu a nie uczeniu się…..

    Jak ktoś nie ma bezpośredniego kontaktu z uczniami to mnie rozśmiesza jak mi dyktuje co mam z nimi robić….’
    Nie ma metody jeszcze (nie tylko w Polsce) jak pracować z uczniem aby sie uczył SAM i CHCIAŁ SIĘ UCZYĆ, miał motywację autorozwoju. Istnieje pilna potzreba znalezienia metody=,,klucza” by do nich dotzreć i ich zmotywować….
    Dlaczego jeszcze pracuje z młodzieżą i dziećmi? Bo po podduszeniu się roczną praca w szkole mogę się podratować w wakacje edukacją pozaformalną na kreatywnychy obozach INTERKAMP. (jak dwa miesiące rehabilitacji na ,,oi-omie”)
    Cały rok mamy kontakt pzrez Internet i teraz wiem, że można inaczej niz to się robi w szkołach… Tam gdzie uczeń jest najprawdziwszym podmiotem. Czasami mam wrażenie, że u nas podmiotem jest system oświaty. CAŁYM SERCEM jestem z grupą inicjatywną. Myślę tak samo.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.