Koszmar zdalnego testowania

„Ludzie zapomną o tym, co powiedziałeś, zapomną o tym, co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną, jak sprawiłeś, że się czuli” – Maya Angelou

Wiele dyskusji na temat testowania zdalnego na stronach internetowych, na forach dyskusyjnych Facebooka, podcastach (polecam ostatnie odcinki Edugadek – podcastu edukacyjnego). Z jednej strony rozżaleni, sfrustrowani rodzice, nierzadko też nauczyciele-rodzice, wypowiadają się na temat tego, jak stresujące i bezsensowne jest testowanie z punktu widzenia ich i ich dzieci. Z drugiej rozpaczliwe pytania równie zestresowanych nauczycieli jak sprawdzać, jak testować, jak nie dać ściągać. No i po trzecie pojawiają się mniej liczne, ale jednak pozytywne przykłady, że da się inaczej.

https://pixabay.com/pl/illustrations/badanie-badania-naukowe-laboratorium-5552818/

Zestresowany uczeń (i rodzic)

Zacznijmy od punktu widzenia uczniów i rodziców.  Opatrzony niezbyt cenzuralnymi słowami post o sprawdzianie z polskiego z 20 sekundami na odpowiedź Adama Jurkiewicza na Facebooku doczekał się blisko 50  komentarzy. Dodałam i swoją historię.

Test z historii w Formsach – ustawione zadanie na … 30 minut i ani sekundy dłużej. Nie przyjmuje odpowiedzi po czasie. Punktów … 67, zadań 28. W tym zadania z mapą i tekstami źródłowymi, całkiem sporo czytania. Do tego czytanie poleceń, różnego typu, również z instrukcją, żeby wpisać odpowiedź w określony sposób, wiadomo Formsy nie ocenią automatycznie, jak zapisze się inaczej. Mniej niż połowa to zadania zamknięte, ale wśród nich też takie wymagające zaznaczenie kilku poprawnych odpowiedzi, takie za 5 punktów, bo 5 odpowiedzi i takie za 1 punkt, bo jedna odpowiedź do wyboru.  Wypada średnio po pół minuty na zdobycie punktu, może 1 minuta na zadanie. Nawet jeśli się dobrze umie, zadanie jest niewykonalne z czytaniem tekstu i zastanowieniem się choć trochę nad poleceniem. No i nie można wysłać pustych odpowiedzi, czyli trzeba wpisać chociaż „nie wiem” albo cokolwiek.  Rezultat: 3 osoby na 30 wysłały. Dla kolejnych nauczycielka wysyłała jeszcze raz, ustawiając czas na 10 minut, bo przecież odpowiedzi już znacie! Ale test trzeba było robić od początku, przy wymieszanej kolejności poleceń. Już nie mówię o fakcie, że obrazki się nie ładują tak szybko, jak by się chciało i że mimo, że czas już biegnie, zadania jeszcze nie widać na stronie!!!  Moje dziecko umarło wczoraj ze stresu!

Doceniam pracę nauczycielki, bo przygotowanie tego testu było na pewno pracochłonne, musiała też połowę zadań sprawdzić „na piechotę”. Zadania były ciekawe, wymagały i umiejętności czytania tekstów, i znajomości faktów, ale też łączenia różnych informacji. Tylko po co ten limit czasowy i stres?!!

Moim zdaniem, to  jest problem zupełnego braku zaufania! Oczywiście po części uzasadnionego. Jasne, że uczniowie ze sobą współpracują, ale zamiast piętnować, należałoby to wykorzystać. Powinniśmy się cieszyć z tego, że wymieniają się informacjami, wspierają i uczą nawzajem.  

Nauczyciel czy tester

Czy w ogóle trzeba testować? Czy nie jest tak, że nauczyciele mylą uczenie z testowaniem? Dlaczego w ogóle testujemy? Czy jako nauczyciele zadajemy sobie to pytanie? A może to uczniowie chcą testowania, rodzice czy dyrektor? Czy czujemy się zobligowani do testowania w obliczu czekających nas egzaminów? Czy wynika to z naszej praktyki nauczycielskiej? Mamy do przerobienia jakiś dział i musimy go zakończyć sprawdzianem?

Wielu nauczycieli zmaga się z problemami technicznymi, wielu musi się dopiero nauczyć obsługiwać Teamsy czy Google classroom lub inną platformę, nie bardzo sobie radzą z wysyłaniem zadań czy układaniem testów w formularzach. Czują presję, by wykazać się, że sobie radzą. Ci, co już wcześniej stosowali testportal, cieszą się, że współdziała on z Teamsami. Inni wypróbowują dostępne w Teamsach Formsy, część przygotowuje sprawdziany w formularzach Google, część wysyła PDF lub sprawdziany w Wordzie.

Językowcy na facebookowej stronie Nowoczesne lekcje proponują poza Testportalem i Formsami czy formularzami Google,  Liveworksheets, Socrative czy Moodle albo płatne Wizer.me. Do sprawdzania znajomości słówek może przydać się Lingos.pl, a także program InstaLing. Jednak warto wykorzystać te narzędzia przede wszystkim do uczenia się , uczenia systematyczności i współpracy. Narzędzia Google czy Microsoft 365 pozwalają na tworzenia wspólnych dokumentów przez uczniów, na obserwację ich wspólnej pracy w czasie rzeczywistym, na korektę, komentarze i ponowną redakcję wysyłanej pracy, na wysyłanie informacji zwrotnych. Zamiast typowych testów możemy wykorzystać uczniowski projekt, tworzenie wspólnej prezentacji, ale właściwie pomysły wymagają tylko … kreatywności nauczycieli.

Czego uczniowie się uczą, kiedy się nie uczą

Wiele czynników pewnie ma wpływ na to, że chcemy mieć również w edukacji online dobre narzędzie  do sprawdzenia wiedzy. Jednak okazuje się, że w większym stopniu niż w edukacji stacjonarnej, boimy się niesamodzielnej pracy uczniów. Boimy się, że jak nie będziemy mieć ich pod swoim czujnym okiem, to pozwolimy im na ściąganie.

A przecież wiadomo, że uczniowie ściągali od zawsze i robią to też podczas tradycyjnych sprawdzianów. Nie dotyczy to wszystkich uczniów, na pewno jednak są wśród nich eksperci od ściągania, dla których żaden stacjonarny test nie jest przeszkodą. W czym więc problem, czy zakładamy, że teraz każdy uczeń będzie ściągał? Bo w edukacji zdalnej łatwiej jest ściągnąć? 

 Uczenie jest naszym naturalnym stanem i potrzebą. Każdy z nas się uczy tego, co uważa za potrzebne lub przydaje mu się w danej chwili. Jeśli uczniowie staną przed wyborem: jak nie ściągniesz, to nie napiszesz; jak nie ściągniesz, to dostaniesz jedynkę, to nawet jeśli nie są tymi, którzy chcieliby ściągać, zdecydują się na takie rozwiązanie. Nasi uczniowie nauczą się ściągać i oszukiwać, jeśli takie rozwiązanie będzie najprostsze, by uniknąć problemów. Tego się uczą, stając w obliczu nieustannego testowania.

Koszmar oceniania

Wydaje się, że kolejnym problemem jest ocenianie. No, bo czy testujemy, żeby sprawdzić wiedzę, czy raczej żeby wystawić ocenę? A uczniowie piszą sprawdzian, by się sprawdzić, czy by zaliczyć i zapomnieć? Czy interesuje ich, gdzie popełnili błąd i jak mogą go poprawić, czy tylko jaką ocenę dostali? Czy dajemy im możliwość poprawiania do skutku? Czy przekazujemy im konstruktywną informację zwrotną?

Wielu uczniów koszmar kartkówek przeżyło jeszcze przed ponownym zamknięciem szkół. Nauczyciele chcieli w najszybszy z możliwych sposobów zdobyć jak najwięcej ocen przed spodziewanym przejściem na zdalną edukację. Dochodziło do takich absurdów, że kartkówek z jednego przedmiotu było kilka w tygodniu, a z różnych przedmiotów kilka dziennie. Ocena pojawiała się w dzienniku elektronicznym a uczeń nie dostawał kartkówki do ręki ze względów epidemiologicznych! I miał pisać poprawę, choć nie miał pojęcia, dlaczego dostał ocenę niedostateczną.  

No właśnie, zamiast zastanawiać się nad tym, jak skutecznie przeprowadzić sprawdzian i uniemożliwić ściąganie, warto zastanowić się po co w ogóle uczymy, testujemy i oceniamy. I czy na pewno musimy zabezpieczyć się na wszelkie sposoby przed niesamodzielną pracą? Czy skuteczne jest dawanie limitu czasowego, czy może są inne efektywne sposoby?

Kreatywne pomysły na sprawdzanie

Nauczycielka francuskiego, Katarzyna Fligier,  opowiada o swoim pomyśle. Do każdego zagadnienia, nad którym pracowali w ostatnim dziale,  napisała 1-2 najbardziej typowe, krótkie zdania, po czym poprosiła, aby każdy uczeń nagrał filmik lub plik dźwiękowy, na którym mówi te zdania w języku francuskim, a także to, co udało mu się zapamiętać, czyli słówka i ciekawostki. Wyznaczonym czasem była lekcja przeznaczona na sprawdzian. Żadna odpowiedź się nie powtórzyła, nawet jeśli uczniowie sobie pomagali, to ostatecznie musieli wystąpić indywidualnie.

Anna Konarzewska pisze o swoim sprawdzianie w formularzach MS Forms:

„Miałam w formsach sprawdzian z problematyki lektury po jej omówieniu, oczywiście jako podsumowanie – 10 zadań otwartych, dwie godziny lekcyjne mogli pisać, żeby się nie stresowali. Poprosiłam, aby sprzedali mi swoją wiedzę. Na następnej lekcji wspólnie omówimy polecenia, które sprawiały problem- w ten sposób utrwalą to, co ważne, ale pouczą się od siebie… wybiorą zadanie najłatwiejsze i najtrudniejsze. Podyskutujemy jeszcze o tym, co ważne. Dla mnie to też istotne – bo sprawdzę, czy wszystkie polecenia były dla nich jasne.”

Innym świetnym pomysłem jest opisany przez Joannę Waszkowską pomysł pisania wypracowania. Polecam tekst w całości na blogu.

http://uczycielnica.blogspot.com/

Tu fragment wpisu:

„Nadszedł piątkowy sprawdzian. W Teamsach ustawiłam assingment na 110 minut (90 na pracę własną i rezerwa czasowa dla tych, którzy potrzebują, bo pracują wolniej oraz na ewentualne trudności techniczne). W zadaniu treść polecenia, w załączniku docx do edycji wraz z fragmentem „Antygony” wymaganym do odniesienia.

Witamy się, wklejam jeszcze raz na czacie plan wypracowania, ten sam, omówiony wcześniej wspólnie. Każdy wstawia na czat zabawną emotkę, lub po prostu pisze „dzień dobry” i wyłączają się ze spotkania, a zajmują pracą. Ja czuwam na spotkaniu, sprawdzam, kto zobaczył zadanie. Czasem wchodzą i zadają pytania, na które odpowiadam. Czy można wysłać zdjęcie, bo łatwiej pisze im się tradycyjnie? Czy można skan przesłać, bo do połączenia używają komórki? Czy można dać dwa przykłady własnych tekstów, bo nie potrafią wybrać? Robią to po raz pierwszy, bardzo mi zależy, by od początku „wdrukować” im schemat dowodzenia (…). Zależy mi, by czuli się w tej pracy bezpiecznie. Mamy w końcu cztery lata na naukę pisania wypracowania.

Nadchodzi koniec czasu. Wysyłają, pytają, czy doszło i po moim zapewnieniu żegnają się szczęśliwi. Niektórzy mają problem z wysłaniem, pomagam. W końcu wszystkim się udaje. Uff. Jestem bardzo zmęczona, czuję, że zrobili jakiś milowy krok.

Czy zrobili sobie gotowce? Nie wiem. Nikt nie odesłał po 5 minutach, wszyscy niemalże na ostatni moment. Wiedzieli, że tracenie czasu na wcześniejsze wykonywanie pracy jest bez sensu, bo sprawdzam plagiatorem, a poza tym, po co pisać gotowca, nie posiadając tego konkretnego fragmentu lektury, do którego trzeba się odwołać? Zapewne nie przeszkadzałoby to wcześniej się przygotować. Nawet wskazałam im przy opracowywaniu planu, które strony podręcznika mogą się przydać, gdzie szukać wskazówek. Dlaczego? Cenniejsze są dla mnie prace przemyślane, głębokie, pełne zrozumienia problemu.”

Uczniowie mogą współpracować!

Innym pomysłem jest praca w grupach. Tym razem sprawdzian z matematyki na Teamsach. 

„Na sprawdzian przewidziałam 2 lekcje. Podczas tych godzin uczniowie pracują w Kanale (utworzyłam im prywatne – jedna drużyna to jeden kanał). Tam dostają pusty dokument w One Note. No i dostaną jedno zadanie: wymyślcie zadania tekstowe (im bardziej życiowe tym lepiej), ułóżcie do tego zadania równanie a następnie je rozwiążcie (możecie używać zapisu matematycznego w One Note, dzięki niemu możecie sprawdzić poprawność rozwiązań. (…) Jest jeden warunek: tych zadań mam nie znaleźć w internecie. Podczas lekcji połączcie się i rozmawiajcie ze sobą jak na lekcji, ja dołączam co chwilę do innego kanału i innej rozmowy i przysłuchuje się rozmowom. I powiem Wam, że uwielbiam ten sprawdzian. Na lekcjach w szkole też tak robię. I to są te lekcje, gdzie uczniowie, którzy normalnie weszliby pod ławkę są tak aktywni, że fantastycznie się ich słucha i aż chce się jeszcze i jeszcze. Oceny wpisuję tak jak za sprawdzian.” (Agata Idczak-Józefowicz)

Inne pomysły to układanie testów dla siebie nawzajem:

„Tworzą własne testy w oparciu o podany materiał, a następnie się wymieniają. Ocena za zrobienie testu.” (Ada Krajewska)

Jeszcze jeden przykład na to, jak nie trzeba sprawdzać znajomości lektur, a można zachęcić do pracy z tekstem i współpracy:

„Gdy pracowaliśmy w liceum z „Cierpieniami młodego Wertera”, stworzyłam dokument zatytułowany „50 twarzy Wertera”. Celem zajęć była praca z fragmentami, wyszukiwanie cytatów lub ich interpretowanie w taki sposób, by pokazać całą złożoność bohatera. Werter to przecież nie tylko nieszczęsny kochanek. Dzięki usłudze OneDrive wszyscy uczniowie mogli w czasie rzeczywistym pracować z dokumentem a ja na bieżąco widziałam postępy edycji. Klasę podzieliłam na grupy a każda z nich była odpowiedzialna za opracowanie jednej strony. Zadanie wymagało pracy z tekstem.” To pomysł Justyny Jędrzejczak z facebookowej grupy Budzący się poloniści.

I jeszcze głos profesora Lecha Mankiewicza: „Powoli przyzwyczajam moich uczniów do współpracy online. Osoba, która przyśle dobrze zrobione zadanie, może zgodzić się zostać ekspertem od tego zadania. Ogłaszam to w Strumieniu (Classroom) i inni uczniowie mogą udać się do niej na konsultacje”.  Efektem takiej otwartości jest uczciwe wyznanie uczennicy, że ona sama nie zrobiła zadania, więc nie zasługuje na bycie ekspertem.

To co wyłania się z wypowiedzi tych nauczycieli to tworzenie atmosfery bezpieczeństwa, takiej przyjaznej i twórczej, niepozbawionej też elementów zabawy i humoru. Nie tylko rozmowa z uczniami o zaufaniu, ale postawa nauczyciela pełna tego zaufania, wzajemnego szacunku, szczerości i uczciwości. Pokazanie uczniom, że zależy nam na nich, nie na pracy, którą mają nam wysłać, ale na nich samych. Przekonanie, że uczą się dla samych siebie, nie dla ocen i nawet nie dla rodziców czy nauczycieli. Uświadomienie i sobie, i uczniom, że szkoła jest miejscem rozwoju, wspierania się i budowania na mocnych stronach, odkrywania tego, co potrafimy i jak możemy coś zrobić lepiej. Jak uczyć się od siebie nawzajem, jak po prostu być coraz lepszym ale nie w porównaniu z innym, ale z samym sobą.

„Rób najlepiej, jak potrafisz, dopóki nie dowiesz się więcej. Kiedy będziesz wiedział lepiej, zrób lepiej. Maya Angelou

Print Friendly, PDF & Email
Avatar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Skip to content