Zaradni „niezaradni”, czyli jak ćwiczyć kreatywność

Głosy „przerażonych” – zewsząd. Ze wszystkich stron nadciągają jak zapowiedź chmury burzowej – ostrzeżenia, że współczesna młodzież jest niezaradna, nie potrafi zastosować w praktyce wiedzy, ich kreatywność leży plackiem, a dorośli mogą tylko załamywać ręce myśląc nad przyszłością świata, który dźwigać będą na swych umęczonych barkach za siebie i za swe potomstwo.

Gdy czytam artykuły, takie jak TEN lub TEN, to mam wrażenie, że otaczają mnie dorośli malkontenci, którym nic się nigdy nie spodoba, a za punkt honoru przyjmują wytykanie wszystkiemu, co istnieje, błędów i szukanie dziury w całym. Ich wypowiedzi zawsze odnoszą się do magicznego „kiedyś”, co od razu nasuwa mi skojarzenie z idiotycznym zdaniem „Gdy ja byłem w twoim wieku, to…”. Po tym wypominaniu następuje jakże dojrzałe odnoszenie wszystkiego do siebie i przekładanie płaszczyzny własnych doświadczeń na wymiar życia współczesnych nastolatków, wymuszanie na nich czynności bez wzięcia pod uwagę kontekstu cywilizacyjnego – tak, jakby czas stał w miejscu, a miarą dorosłości było odhaczenie posiadania w zasobie danych umiejętności.

„Niezaradni” stali się zmorą publicystów, starających się interpretować (każdy po amatorsku i na swój sposób) wyniki PISA, jako danych, mających (oczywiście!) stanowić wierne, rzetelne, pełne odwzorowanie mentalności, zdolności, potencjalnych wyborów drogi przez młodych ludzi. Testy stają się podstawą do snucia profetycznych wizji działań wszystkich nastolatków, lokujących się blisko antyutopii, katastrofy totalnej, czy degrengolady. Myślenie pokolenia dorosłych; takie to dojrzałe i głębokie, takie całkiem wykluczające zasadę „ucznia się przez całe życie”, takie tolerancyjne. Brakuje jeszcze tylko tupnięcia nóżką i stwierdzenia, że w siwiźnie dorosłych mądrość niezbywalna się ukrywa, która wieszczyć potrafi sama z siebie, że brak „wymaganych” umiejętności w zasobie młodego człowieka spisuje go na straty, a tym samym, jako rysa na idealnym szkle postępu cywilizacyjnego, stanowi podbudowę apokalipsy, klęski i degradacji. Założę się, że podobne komentarze na swój temat słyszeli od klasyków romantycy, których zbrodnią była nieumiejętność (niechęć?) stosowania arystotelesowskich wzorów poetyckich i (o herezjo!) synkretyzm gatunkowy. Romantycy pogardzali swoimi dziećmi, takimi zaangażowanymi, racjonalnymi, zapatrzonymi w naukę, pełnymi społecznikowskiego żaru, dążącymi do egalitaryzmu społecznego. Z kolei ci pozytywistyczni bojownicy z rozczarowaniem spoglądali na swe pogrążone w depresji dzieci, których jedynymi celami w życiu były hedonizm i poszukiwanie nirwany. Czy na pewno wszystkie czynności życiowo-społeczne, które my uznajemy za niezbędne, są równie potrzebne następnemu pokoleniu?

Superbelferka, Anna Grzegory pisze: „No cóż, moja babcia też by mogła uznać, że wyrosłam na nieudacznicę… Nie umiem zrobić prania w pralni w kamienicy, gdzie trzeba było nanosić wody ze studni, węglem w piecu napalić, żeby wygotować bieliznę, na tarze wyprać pościel z pięciu łóżek, firanek ramować nie potrafię, kury ani kaczki nie umiem zabić, nie mówiąc już o ich oskubaniu czy patroszeniu.”

Jednak wydaje mi się, że bez ćwiczenia pewnych zdolności w sytuacjach ekstremalnych nie da się być później kreatywnym w tworzeniu zastosowań dla rzeczy, stających się funkcjonalnymi narzędziami (np. jak nie mam młotka, to wbiję gwoźdź dzbankiem – taki macgyweryzm, erzac, resourcefulness, użyteczna prowizorka, przełamanie fiksacji funkcjonalnej, twórcze myślenie, makeryzm, DIY, czy jak to jeszcze inaczej można określić…). Inne w stosunku do mojego pokolenia jest to, że młodzi najpierw pytają starszych o pomoc (my, pokolenie punków, hippisów i metali, nie pytaliśmy starszych o nic, no chyba tylko o to, czy można na imprezie dłużej zostać, chociaż potem i tak nie stosowaliśmy się do umów, gloryfikując kontestację…). Dopiero, gdy wyczerpią nas, jako źródło pomocy, to sami kombinują. A my (to nasze pokolenie), chcemy się pochwalić zaradnością i popisujemy się przed młodymi, dając im na tacy rozwiązania, tym samym ich rozleniwiając. Stąd, zwolnieni z kombinowania, przestają uczyć się zaradności i kreatywności, bo i po co, skoro mają stałą pomoc w nas… Jesteśmy takim „Google w praktyce”. Czasem warto udać, że się czegoś nie umie rozwiązać i dać szansę pomęczenia się młodym. Jeśli będzie się im zabierało pole do popełnienia błędów, to kiedy odważą się myśleć sami, bez pomocy dorosłych?

Drugim problemem jest zabieranie młodym pola do eksperymentowania i do konieczności ćwiczenia się w odpowiedzialności. Niewiele można poradzić na to, że świat stał się wygodniejszy: do biblioteki nie trzeba biegać – wszystko można wygooglować, biletów nie trzeba wcześniej kupować – w autobusach wystarczy zbliżyć kartę do czytnika, można rozluźnić sobie plan pracy – zadanie można wysłać mailem nawet w nocy. Niećwiczona pamięć staje się bezużyteczna w sytuacjach wymagających kreatywności i spontanicznego, twórczego działania. Oczywiście, są teorie, że gry pomagają walczyć z chronicznym odkładaniem wszystkiego na potem, ale nie można moim zdaniem zrzucać wszystkiego na technologię, gdyż jest ona po pierwsze zawodna, a po drugie skutkować to może pełnym uzależnieniem od maszyn. Jak więc pomóc uczniom ćwiczyć gotowość do spontanicznego, kreatywnego działania? Jak odblokowywać w nich chęć do podejmowania wyzwań w tworzeniu własnych rozwiązań?

Euroweek w kilku słowach

Kilka dynamicznych dni, zadowolenie z nawiązania kontaktów, umiejętność porozumienia się z ludźmi z całego świata (błędy gramatyczne zapomni się za 5 minut, a radość z dogadania się pozostanie na zawsze), uśmiechnięci i zaradni uczniowie, piękna pogoda, pozytywne zmęczenie, zdobycie wielu doświadczeń – tak można streścić Euroweek w jednym, długim zdaniu.

Czym jest Euroweek? Jak piszą organizatorzy, czyli Europejskie Forum Młodzieży, jest to „szansa dla młodych osób, takich jak Ty, które chcą pogłębiać swoją edukację i rozwijać umiejętności, które pozwolą im aktywnie włączyć się w życie społeczne i zawodowe Europy.” Od trzech lat zachęcam moich uczniów do udziału w „Szkole Liderów”, gdyż dla mnie to nie jest jedna z wielu wycieczek, a właśnie sprawdzenie, na ile prawdziwe jest stwierdzenie, że moi uczniowie są „niezaradni”. Wyjazd, pobyt, zajęcia, tworzą w sumie najlepsze szkolenie działania w praktyce, z jakim się do tej pory spotkałam.

Po pierwsze – ogarnięcie. Długopole Dolne jest oddalone o 350 km od domów moich uczniów, a tu wieczorem słyszę, że dwóch ręcznika nie wzięło (skądinąd dlaczego? myśleli, że to czterogwiazdkowy hotel? druga gimnazjum…, przecież byli tu rok temu…). Więc oni do mnie z pytaniem, czy ośrodek nie ma zapasowych. Ja w śmiech i mówię, że muszą sobie jakoś radzić. Dopiero to było impulsem do typowo polskiej zaradności, zwanej prowizorką. Inna sprawa: podróż odbywa się pociągiem – trzeba się zdyscyplinować, dbać o swoje bagaże, sprawnie przemieszczać z peronu na peron, pilnować czasu, pomóc bardziej obładowanym. Za ścianą, czy kilka ulic dalej nie ma rodziców, którzy przygotowaliby kanapusię na powrót, więc trzeba samemu zadbać o to, co (i czy?) się będzie jadło. W pobliżu jest jeden sklep (nie zawsze czynny), więc należy zaplanować samemu, kiedy coś kupić (pomyśleć o zaproponowaniu wolontariuszom, żeby można się było jakoś zaopatrzyć). Nie wspomnę już o dbaniu o higienę, czy o cudzą własność. Owo „ogarnięcie” dotyczy również pakowania, pilnowania się na zbiórkach, rozsądku podczas wyprawy w góry, czy przy rozpalaniu ogniska.

Po drugie – zespół. Wolontariusze Euroweek kładą nacisk na „team building” w zespołach mieszanych, stworzonych ad hoc często z osób po raz pierwszy spotkanych. Zadania są tłumaczone po angielsku, więc należy zrozumieć i dogadać się, będąc ciągle skupionym na celu. W ten sposób uczeń może zdobyć o sobie bardzo wiele informacji – nie musi wypełniać testu Belbina, by ustalić, jaką rolę w grupie najchętniej pełni. Zadanie wytwarza w uczestnikach presję, więc uczeń musi zmierzyć się z odpowiedzialnością, stresem zespołowym i ograniczeniami czasowymi, w wyniku czego często dowiaduje się, jak kierować grupą, by działała efektywnie. Zadania realizowane są według modelu hackerspace, gdzie spotykają się ludzie o wielu specjalizacjach i wspólnie tworzą nowe projekty, wypracowując rozwiązanie różnymi metodami, które przyjmują w sposób spontaniczny poprzez docieranie się społeczne.

Po trzecie – gotowość do zmian. Podczas zajęć nie ma wymówek; jeśli zespół uczestniczy w debacie, trzeba podrzucać argumenty, jeśli wymagana jest autoprezentacja, trzeba wstać i mówić. Nagle okazuje się, że osoba pełna kompleksów przełamuje się i prezentuje twórcze rozwiązania, głębię rozważań, rozsądne opinie. Jeśli trzeba nakręcić film, nagle przestaje być ważna nieśmiałość, kompleksy zostają odrzucone w kąt, bo zaangażowanie wolontariuszy pozwala uczestnikom skupić się na celu. Uczniowie są ciągle motywowani do współuczestnictwa, dlatego już w pierwszym dniu mają poczucie współodpowiedzialności za to, jakie będzie ich „szkolenie”. Zmianą jest sam wyjazd poza dom – są inne warunki, czasem w pociągu nie działa toaleta lub nie ma miejsc siedzących, popsują się drzwi w hotelu, nagle zmieni się pogoda… – trzeba sobie radzić.

Po czwarte – prowizorka. Zadania proponowane przez wolontariuszy wymagają dużej kreatywności. Np. ćwiczenie „Wynalazki” narzuca zarówno skupienie się na dziedzinie (np. nauka, relaks, gospodarstwo domowe, ekologia), jak i wprowadzenie czynnika nowości, który musi określić grupa (samochodzące spodnie, skrzydła transportowe, magazynator snów, inteligentne słuchawki…). Dodatkowo należy zrobić plakat, opisać wynalazek, zaproponować jego sprzedaż, dostępność, cenę, czyli elementy marketingu, handlu, promocji. Zabawa „Mission Impossible” nie tylko wymusza opuszczenie sali, ale podział ról, przebranie się, szukanie przedmiotów, wykorzystanie tego, co ma się pod ręką do zrobienia kostiumu, makiety, kukły, kontaktowanie się z okolicznymi mieszkańcami (więc i kultura rozmowy się włączy, i świadomość językowa, i kompetencje społeczne), tworzenie plakatu, piosenki, przedstawienia. Inne zadania zmuszają do szybkiego argumentowania – natychmiastowego budowania riposty (np. debata oksfordzka, konferencja prasowa), czy wczuwania się w rolę i postrzeganie empatyczne (symulacje zdarzeń). Zadania typu wymyślenie własnego państwa, czy stworzenie prezentacji na dany temat badają praktyczne użycie zasobów internetowych (bądź radzenie sobie w przypadku, gdy jakiś sprzęt nie działa). Jest to świetny sposób na sprawdzenie, czego zespół się nauczył podczas szkolenia.

Po piąte – tolerancja i otwartość. Służą temu zarówno prezentacje rodzinnych krajów wolontariuszy, jak i sama organizacja zajęć. Grupy są za każdym razem inne i trzeba pracować z każdym, wykorzystując jego umiejętności. Wolontariusze pochodzą z różnych krajów – uczniowie muszą zwalczyć w sobie stereotypy i uprzedzenia (tego tematu dotyczy nawet jeden z warsztatów). Poprzez nastrój zajęć i odpowiednie moderowanie ze strony wolontariuszy wytwarzana jest chęć poznania drugiego człowieka; służą temu zadania integracyjne (ogniska, dyskoteki, zgadnij, który fakt o mnie jest fałszywy, narysuj sąsiada…). Osobne zajęcia poświęcone są zjawisku „szoku kulturowego” oraz odmiennościom w rozumieniu z pozoru oczywistych rzeczy (np. strefa proksemiczna, gesty, prajęzyk, mimika, kontakt wzrokowy, kinezyka) u osób różnych narodowości. Skupienie się wolontariuszy na ciekawostkach związanych z ich krajem, prowokuje zainteresowanie człowiekiem, jest się też na niego otwartym, przyjmuje się postawę ciekawości, zakładając, że druga osoba ma w zanadrzu coś, czym można się zafascynować. Ukazywanie odmienności kulturowych odbywa się w dziedzinie bliskiej uczniom – życie dziecka w innych częściach świata. Często podejmowane są zagadnienia z dziedziny edukacji globalnej – np. jak wygląda życie sieroty z Nepalu, dziecka z kenijskich slumsów, rodziny z Bangladeszu zajętej szyciem dla firm bogatej Globalnej Północy. Wypowiedzi są wspierane zdjęciami i pochodzą od świadków – pracownika sierocińca, wolontariusza z dzielnicy biedoty, osoby dorastającej w czasie wojny domowej lub plemiennej… Całkiem inaczej słucha się o problemach świata z ust osoby, która tego doświadczyła (to porusza uczniów, przeszeregowuje ich zasady moralne, dostrzegają przyczyny zła np. w rabunkowej gospodarce przedsiębiorstw, apatii mocarstw, nieludzkiej polityce koncernów).

Po szóste – komunikatywność. Podczas Euroweek obowiązuje zasada: rozmawiamy po angielsku, czyli pytamy wolontariuszy o szczegóły zadania, debatujemy, prezentujemy (coś lub się), a nawet komplementujemy smaczny obiad. Pojęcie komunikatywności nie ogranicza się wyłącznie do znajomości języka – jest to raczej szczególny spryt językowy, który uaktywnia się w sytuacjach konieczności. Uczniowie muszą ad hoc dobrać słowa, by przekazać treść, dlatego jako obserwatorzy możemy sprawdzić, czy potrafią dyskutować, czy ich argumenty są merytoryczne, czy nabyli zasady kultury słowa. Komunikatywność oznacza również rzeczowość i uznanie racji oponenta. Jest to cała baza doświadczeń, która daje ogromną satysfakcję i na długo zapada w pamięć uczestnikom, co więcej – uczeń, który miał niedobory komunikacyjne i jego przekaz uległ deformacji, nie załamuje się, a instynktownie dąży do poprawy, gdyż człowiek, jako istota społeczna, dąży do samowyrażenia, nie lubi pozostawać w świadomości, że czegoś, co było dlań ważne, nie wyjaśnił dostatecznie (słychać wtedy szepty: „No, jak się to mówi…?” i grupa wspiera w nadaniu kształtu myślom). Podobnie rzecz się ma z budowaniem własnego obrazu w oczach innych – poprzez to człowiek dąży do precyzji w wysławianiu, by osiągnąć konsensus, czyli nić porozumienia.

Po siódme – samopoznanie. Dojrzewanie daje nieograniczone możliwości, gdyż można z łatwością kształtować swoją osobowość. Dzięki obozowi Euroweek można określać swoje postępowanie, aby prowadziło prosto i konsekwentnie do celu. Przeprowadzane są warsztaty, mające ułatwić odkrycie swoich słabych i mocnych stron, jak również ćwiczenia, pomagające być dumnym ze swoich walorów i umiejętnie wykorzystywać swoje umiejętności dla dobra zespołu. Uczeń poznaje również cechy, które przeszkadzają mu w czerpaniu radości ze współpracy, co o wiele skuteczniej prowadzi do ich eliminacji, niż katatoniczne napominania rodziców, czy nauczycieli. Najtrudniejsze jest jednak mówienie o sobie, znalezienie tego, co zaciekawić może innych. Samopoznaniu służą również zabawy ruchowe, dyskoteki, gry dramowe, mające prowadzić do odzyskania kontroli nad własnym ciałem, eliminacji kompleksów. Wolontariusze również mają różne temperamenty i charaktery – gdy oni się prezentują, to uczniowie bardzo szybko potrafią dostrzec, której osobie przychodzi to z łatwością, a której nie. Takie uczenie się przez obserwację wpływa na nich samych – pożądają cech, które im się podobają, czerpią ze wzorów.

Po ósme – czerpanie radości. Wszystkie zajęcia prowadzone są w formie interaktywnych warsztatów, w których uczestniczą wszyscy. Taka zmiksowana grupa stanowi niesamowitą mieszankę wybuchową, jest również niespożytym źródłem energii. Wolontariusze wykorzystują starą jak świat metodę – zabawy ruchowe. Z przedszkola znane „baloniku nasz malutki”, tu przyjmuje różne formy – rozplątywanie ludzkiego węzła, marynarskie fale, krąg z wirtualnymi krzesłami, ganiany, amse-adamse-flore, wyścigi węży… Cel? – integracja i wspólna radość. Spontaniczny śmiech usuwa bariery, inicjuje kreatywność (trzeba się np. wyplątać, złapać kogoś…). Podobnie działa taniec – wolontariusze wykorzystują w tym celu tańce narodowe. Skupienie na krokach i nietypowych brzmieniach muzyki sprawia, że uczniowie przestają myśleć o wstydzie lub swoich ułomnościach, a cieszą się z opanowania czegoś przynależnego obcej im kulturze. Fakt, że wszyscy zaczynają od poziomu niewiedzy sprawia, że osoba mająca dotąd słabą samoocenę, nagle aktywizuje się, czuje się pewniej, czerpie radość z tego, że wychodzi (lub nie wychodzi) wszystkim. Ćwiczą w ten sposób spostrzegawczość i jednoczą się z grupą we wspólnym zadaniu. Bardzo często słychać oklaski, w ten sposób uczeń nabiera wiary w siebie i przekonania, że każda czynność, którą wykonał w kierunku dokonania czegoś, jest warta nagrody. Śmiech i uśmiech tworzą klimat serdeczności, co ułatwia pokonywanie barier wewnątrz siebie, pozwala cieszyć się chwilą, czuć się częścią jakiejś ważnej całości. Wolontariusze nie pozostawiają uczestników w nicnierobieniu – są z nimi od rana do późnego wieczora, pokazują się w sytuacjach formalnych (moderowanie zadaniem) i nieformalnych (wycieczka, posiłek) – samymi sobą udowadniają, że ich postawa nie jest na pokaz, na chwilę. Pomiędzy zadaniami zaplanowane są zawsze bardzo krótkie przerwy, by nie doprowadzać do opadnięcia entuzjazmu, podtrzymywać atmosferę współdziałania.

PicCollage (autorka: Pola W.). Długopole Dolne (31.03.-4.04.2014)

I ostanie, dziewiąte – rozbudzanie ambicji. Euroweek to również pokazanie sposobu na bycie aktywnym w życiu. Uczniów fascynują sami wolontariusze i ich zapał. Nie jest truizmem stwierdzenie, że człowiek uczy się poprzez przykład. To moderator tworzy atmosferę, co dostrzegają szybko uczniowie. Jeśli nigdy nie mieli do czynienia z metodami aktywnymi, szybko to się ujawnia, ale równie szybko pokonują barierę dzięki wsparciu prowadzącego, co daje im poczucie satysfakcji. Ukazywanie nowatorskich sposobów studiowania w połączeniu z pracą lub wolontariatem inspiruje uczniów, wyznacza im cele, poprzez to niejako przymusza do pracy nad sobą, kształtowania siebie. Zazwyczaj omawiane są formy: „Work and Study”, „Comenius” i „Erazmus”, pokazane są również zalety płynące z bycia wolontariuszem (finansowe, zawodowe, społeczne). Końcowa ewaluacja pozwala również na zwerbalizowanie przez ucznia celu Euroweek dla niego samego – ma możliwość odniesienia bagażu pięciu dni do własnej osoby celem ustalenia, co mu to dało. Jest to ważne doświadczenie, gdyż daje dziecku do zrozumienia, że uczyć można się wszędzie, zawsze i nigdy na naukę czegoś nie jest za późno. Nauka może dawać satysfakcję i radość – tym samym uczeń może zmienić podejście do poznawania, nauczyć się rozbudzać entuzjazm, przestaje obawiać się zmian.

Co zyskuje nauczyciel?

  • obserwuje swoich podopiecznych w działaniu (czy potrafią użyć obcego języka, czy potrafią się zachować kulturalnie, co ich blokuje, co ich aktywizuje, jak traktują się nawzajem itp.),
  • zdobywa bagaż metod do pracy aktywnej (do wykorzystania na lekcjach przedmiotowych lub w pracy wychowawczej),
  • uczniowie dojrzewają mu w oczach,
  • może poczuć się dumny, gdy jego uczniom wychodzi zadanie (zaraża się ich entuzjazmem),
  • sprawdza się w roli organizatora (koordynacja działań przy pomocy PKP nie jest łatwym zadaniem),
  • uczy się cierpliwości (zwalcza w sobie natrętną potrzebę „pomocy” i „zrobienia tego za kogoś, bo szybciej będzie”),
  • uczy się pokory (Euroweek prowadzą wolontariusze, oni tłumaczą metody, nauczyciel może albo przyjąć rolę uczestnika na równi ze swoimi uczniami, albo milczeć i obserwować),
  • poznaje sposoby kojarzenia rzeczywistości przez uczniów (słucha ich argumentów, wypowiedzi),
  • poznaje marzenia swych uczniów,
  • uczy się tworzyć kooperatywne ciągi zadań w obrębie nadrzędnego tematu,
  • potrafi wyłączyć „ocenianie” (na Euroweek rola każdego jest ważna),
  • potrafi odszukać źródła blokad i dostrzeżonych kompleksów (uników, buntu, obaw, zahamowań, pozornego lekceważenia, arogancji, braków w umiejętnościach praktycznych), co powinno być wskazówką do późniejszej pracy,
  • uczy się moderowania zespołem i metod przygotowywania ciekawych prezentacji.

Co jest najciekawsze w Euroweek? To moim zdaniem „złączenia” grup – np. całkiem zmiksowane trzy grupy gimnazjów, pochodzących z różnych miast, z innych części kraju, często z odmiennych środowisk. Uczniowie muszą dać radę pracować razem, ale chodzi też o nawiązanie nowych przyjaźni, poszerzenie własnego horyzontu. Jest to doskonałe doświadczenie do zwalczania lęków i kompleksów – uczeń przekonuje się, że jego rówieśnik z drugiego końca Polski również krępuje się mówić o sobie, tym samym rozpiętość tego „problemu” poszerza się w postrzeganiu ucznia, ale nie prowadzi to paradoksalnie do pogłębienia lęku, a do jego bagatelizacji – coś, co jest powszechne, należy do wszystkich, staje się banalne i przestaje być wyznacznikiem jestestwa tak wyczulonego na swej podmiotowości nastolatka, dlatego też szybko zostaje wytłumione.

A więc „Niezaradni”, czy wręcz przeciwnie – nad wyraz społecznie aktywni, kreatywni i pomysłowi? Dajmy tym ludziom szansę na stworzenie własnego koloru na określenie barwy świata. Bardzo możliwe, że świat ich dorosłości będzie miał niewiele wspólnego ze światem naszego dzieciństwa, a umiejętności, których od nas wymagano, nie będą im w ogóle przydatne.


O autorce: Joanna Waszkowska jest polonistką w Zespole Szkół Prywatnych nr 5 „Twoja Przyszłość” w Sosnowcu. Prowadzi blog edukacyjny „Uczycielnica”.  

Print Friendly, PDF & Email

6 thoughts on “Zaradni „niezaradni”, czyli jak ćwiczyć kreatywność

  • 7 kwietnia 2014 o 19:15
    Permalink

    Niestety malkontenci mają jak najbardziej rację. Tylko, że to my dorośli jesteśmy temu winni, szczególnie system edukacji. Dajemy dzieciom gotowe rozwiązania i wtłaczamy je im do głowy, nie pozwalając im na samodzielność i zabijając kreatywność. A rozwiązanie jest banalnie proste. Wystarczy przestać przedstawiać gotową wiedzę i pozwolić młodym odkryć ją samodzielnie. Pozwolić im również szukać tej wiedzy samodzielnie wtedy gdy są na to gotowi. W zamian nudnych wykładów stawiać im zadania do wykonania, zachęcać do podejmowania własnych projektów.
    Cieszę się, że coraz więcej osób to widzi i próbuje coś zmienić w swoim nauczaniu. Niestety jest to duże wyzwanie ponieważ wymaga odwagi i działania wbrew systemowi edukacji.

    Odpowiedz
  • 11 kwietnia 2014 o 16:03
    Permalink

    Z kreatywnością i zaradnością problem jest taki, że ma bardzo różne oblicza. Jesteśmy jako społeczeństwo niesamowicie zaradni i twórczy – ale w sposób antysystemowy. Ostatnie sto kilkadziesiąt lat wymusiło na nas zdolność improwizacji i działania poza regułami. Polska kreatywność jest fantastyczna i dotyczy zarówno dorosłych jak i dzieci – ale objawia się najczęściej w postaci twórczego omijania wymagań. 🙁

    Sądzę, że realny problem mamy nie z samą kreatywnością, ale zdolnością zaangażowania jej do rozwiązywania „oficjalnych” problemów. A szczególnie już kreatywnej pracy zespołowej. I dzieciom także przekazujemy wzorce indywidualnego „kombinowania”, ale już nie wspólnego radzenia sobie z trudnościami. Stąd tak mała liczba patentów, które dzisiaj wymagają jednocześnie pracy i twórczej i zespołowej.

    Odpowiedz
  • 16 kwietnia 2014 o 10:26
    Permalink

    Problem to my mamy z uczciwością… Dlatego kreatywność i zaradność straciły u nas swoją cnotę i długo będą ją odbudowywać zapewne (dołujące zaufanie społeczne!)

    Świetny, ciekawy tekst, Joanno, dziękuję!

    Odpowiedz
  • 21 kwietnia 2014 o 18:34
    Permalink

    Piękny tekst 🙂 I przypomniał mi czasy harcerstwa. Faktycznie, musimy zmienić sposób uczenia z wyręczania w odkrywanie. Widzę jak zmieniają się uczniowie na lekcjach techniki gdzie mogą wykorzystać własną wyobraźnię. Ciekawe czy są takie spotkania dla uczniów szkół podstawowych?

    Odpowiedz
  • 22 kwietnia 2014 o 12:47
    Permalink

    @Katarzyna: Euroweek jest również organizowany dla uczniów SP (polecam szczegóły na stronie http://www.efm.org.pl/ ). Myślę jednak, że zorganizowanie gry terenowej przy współpracy 2-3 szkół okolicznych już rozbudziło by inicjatywę młodych ludzi. Osobiście uwielbiam patrzeć, jak kombinują sami lub w zespole, żeby wykonać zadanie 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.