Gorące 12 miesięcy z życia Skalniaków, czyli projekty międzynarodowe z uczniowskiej perspektywy

Część I „Kawa po grecku… – kwiecień 2013”


Czas kanikuły, warto więc powspominać dobre rzeczy, które przeżyliśmy w poprzednich latach szkolnych. Postanowiłam przedstawić Państwu korzyści płynące z realizacji projektów międzynarodowych bez epatowania wielkim słowami – niech przekonają nas wrażenia młodych uczestników.
W kolejnych wakacyjnych „odcinkach” opowiemy o projektowych spotkaniach we Włoszech, Turcji, Bułgarii, na Litwie, w Warszawie i … Rydułtowach.
Poniżej pierwsza część uczniowskich spostrzeżeń i wrażeń…

Zapraszamy w podróż do Grecji!

Kawa po grecku i inne przygody Skalniaków

Na lotnisku w Atenach próbowaliśmy kupić kawę. Jakież było nasze zdziwienie, gdy kelnerka odezwała się po polsku polecając grecką kawę z piaskiem, czyli taką parzoną, popularnie zwaną turecką. Ach ta wielokulturowa Europa!
W szkole Arystotelesa, pod ołtarzem św. Pawła, przy grobie Aleksandra Wielkiego – to tylko niektóre zabytki kultury greckiej zwiedzane przez Skalniaków podczas II etapu realizacji programu Comenius – Partnerstwo Wielostronne Szkół, którego jesteśmy koordynatorem! Spotkanie miało miejsce w uroczym mieście – greckiej Verii, jakieś siedemdziesiąt kilometrów na północ od Salonik.
Nasz projekt, zaakceptowany przez Komisję Europejską do dwuletniej realizacji w ramach Akcji „Comenius – Partnerskie Projekty Szkół”, promuje elementy regionalnej kultury partnerów (Polska, Turcja, Włochy, Grecja, Bułgaria), jako fundament procesu integracji i wzbogacania europejskiego społeczeństwa przyszłości. Głównym celem mini-badawczych zadań projektu jest budowanie łączności pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, z uwzględnieniem potrzeby współdziałania narodów europejskich ponad różnicami kulturowymi. Rok 2012 to Europejski Rok Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej; autorzy zaprojektowali zadania w taki sposób, by młodzież zyskała możliwość współpracy nie tylko z rówieśnikami z partnerskich szkół, ale i starszym pokoleniem z regionów objętych projektem, budując więzi międzykulturowe poza granicami kraju, jak i międzypokoleniowe, w obrębie własnych społeczności.
Nie było zatem zaskoczeniem, że oprócz nauczycieli i uczniów z III Liceum w Verii towarzyszyli nam wszędzie ich rodzice i pracownicy szkoły. Było głośno, gwarno i do późna w nocy. Grecy bowiem mają kilka podstawowych zasad: dzień dzielą na dwie części – do sjesty, na którą przebierają się w piżamki i po prostu śpią grzecznie w domach… i po sjeście do późnej, późnej nocy. Dopóki tylko gra muzyka tańczą Zacharulę i inne greckie tańce i jeszcze jedno – jedzą – ale tak, jak na „wielkim greckim weselu” – z radością, sięgając do talerza sąsiada, pokrzykując i klepiąc się po ramieniu! Wielką niespodzianką była zatem słodka uczta przygotowana przez nauczycieli w pokoju nauczycielskim, gdzie połączone stoły zaścieliły tradycyjne desery wszelkiej maści, czy sobotnie spotkanie w podmiejskiej winiarni, gdzie rodzice przynieśli specjalnie przygotowane dania z jagnięciny, cielęciny, pomidorów, bakłażanów i mnóstwa grilowanych pyszności. Byliśmy zatem w greckim domu, greckiej szkole, byliśmy na miejscowym Święcie Wiosny, które w tym roku uatrakcyjnił artystyczny przegląd twórczości anglojęzycznej uczniów. Od przedszkolaka do licealisty, dosłownie wszyscy na oczach babć, dziadków, rodziców; słowem pełnej publiczności prezentowali swoje zdolności językowe, artystyczne i wokalne. Grecja pod tym względem różni się bardzo od Polski. Nie dość, że prawie wszyscy znają angielski – wyjątkiem był wiceburmistrz, z którym spotkaliśmy się w ratuszu, nazywający siebie z powodu braku znajomości angielskiego „człowiekiem specjalnej troski” – to jeszcze nie mają żadnych oporów przed kontaktami z zagranicznymi gośćmi – wszyscy na prawo i lewo pytają o wszystko, co ich interesuje, wciągając w dysputy nawet najbardziej nieśmiałych uczestników spotkań.
Ale wróćmy do naszego programu i celu Comeniusa. Jego hasło brzmi: “Imagine there’s  no countries. We all live in our yellow submarine! Why don’t we paint it blue? “  No i zaczęliśmy malować! Najpierw socjoterapeutyczna zabawa na szkolnym dziedzińcu. Rzucając piłką i przyklejając do drzewa oliwki życzenia, mogliśmy poznać się wzajemnie. Potem przekraczaliśmy wyimaginowane mosty. Powstały również herby pokazujące nasz stosunek do rasizmu – bo ten problem wybrało większość z międzynarodowych zespołów do analizy. Doceniono też pierwszą, polską mobilność przygotowaną przez Mirosławę Dykę-Płonkę, Monikę Brych przy współpracy innych nauczycieli ze Skalnej. Grudniowa wizyta w rydułtowskim Liceum Ogólnokształcącym im. Noblistów Polskich została pokazana w greckiej bardzo interesującej prezentacji multimedialnej. Podkreślono nasz profesjonalizm, zaangażowanie i urok polskiej zimy. Powstał nawet żart językowy, „Polar Express” powinien nazywać się w tym roku „Polish Express”. Co więcej, sporo greckich wydarzeń wzorowano na naszych pomysłach uznając je za wzorcowe! Centralnym punktem wizyty był poniedziałek, kiedy to w szkole trenowaliśmy językowe łamańce, przysłowia, budowaliśmy podstawy pod mini-rozmówki, które są produktem finalnym tej części programu! Można zobaczyć próbki zadań merytorycznych na naszym szkolnym Facebooku. Prowadzenie programu wymaga jednak ogromnej pracy w sensie koordynacji, dopracowania szczegółów, zgodności wszystkich partnerów. Z tym  bardzo odpowiedzialnym i skomplikowanym zadaniem (wiele temperamentów, doświadczeń, różne oczekiwania partnerów) świetnie poradziły sobie nasze koordynatorki, planując już szczegółowo nasz wizytę w Turcji. Najważniejsze są jednak relacje naszych uczniów. To jak oni odebrali grecką atmosferę, cel i zadania projektu, to jak zweryfikowali swoje oczekiwania, jakie nawiązali kontakty, przyjaźnie, co przeżyli zwiedzając Helladę?

Mateusz Lisiecki

Grecja, Grecja, Grecja… Cóż to za niesamowity kraj, choć jak śpiewała Anna Jantar: „Nic nie może wiecznie trwać”. Niestety tak szybko to przeminęło, choć nigdy nie myślałem, że w ciągu jednego tygodnia może zdarzyć się tak wiele, można spotkać tylu wspaniałych ludzi, zobaczyć tak przepiękne i niesamowite miejsca, a przede wszystkim – tak dobrze się bawić.
Naszą przygodę rozpoczęliśmy od wylotu z Krakowa do Frankfurtu, a następnie do Aten, gdzie już troszkę poczuliśmy smak Grecji. Rano samolot zabrał nas do Salonik, a stamtąd już prosto pojechaliśmy do Verii – miasta, w którym mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Muszę powiedzieć, że bardzo wygodnie śpi się na ramieniu kierowcy.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce gospodarze już na nas czekali. Poznałem rodziców Christiny, którą miałem przyjemność gościć w Polsce. Byli bardzo mili, zresztą jak wszyscy Grecy, których poznałem. Christina ma młodszą siostrę i starszego brata, który studiuje. Cała rodzina zna język angielski, więc nie było problemów z komunikacją. Moi gospodarze mieszkają w bloku, w którym oprócz nich są jeszcze trzy rodziny. Mieszkanie jest bardzo schludne i zadbane, z balkonem, na którym najbardziej lubiłem spędzać czas z powodu wspaniałego widoku na góry. Z typowych greckich potraw miałem przyjemność skosztować musake. Jest to potrawa przypominająca zapiekankę z bakłażanem. Muszę przyznać, że bardzo mi smakowała. Podczas popołudniowych sjest codziennie wychodziliśmy na balkon, piliśmy przepyszną frappe (mrożona grecka kawa) i rozmawialiśmy o wszystkim, o naszym państwach, największych miastach, o historii, uczyliśmy się wzajemnie naszych języków. Mama Christiny nauczyła mnie nawet troszkę szydełkować!
Grecką szkolę odwiedziliśmy dwa razy. Najpierw były zajęcia integracyjne, gry i zabawy. Krótko mówiąc, poznawaliśmy się. Za drugim razem braliśmy udział w lekcji, uczyliśmy się podstawowych greckich słówek. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten język. Później każda szkoła prezentowała, co przygotowała, a następnie oglądaliśmy występy i tańczyliśmy. W szkole trochę zdziwiło mnie to, iż uczniowie codziennie rano gromadzą się na boisku i modlą się. Wielkim szokiem było dla mnie również to, iż gdy spadnie chociaż centymetr śniegu, to uczniowie nie muszą iść do szkoły. Również bardzo podobało mi się boisko szkolne, było bardzo duże, rosły tam drzewa owocowe i do wielu dyscyplin były oddzielne miejsca.
W Grecji bardzo zaskoczyło mnie życie towarzyskie. Codziennie wieczorem wychodziliśmy na miasto i o każdej porze dnia i nocy kafejki były pełne ludzi. Czy to 7 rano czy 3 w nocy ludzi jest cała masa, sklepy są otwarte, a na drogach duży ruch. Widać, że tamtejsi ludzie potrafią cieszyć się życiem, nie stresują się zbytnio i podchodzą do wszystkiego z dystansem. Osobiście bardzo mi się to podoba.
W Verii żyje wielu młodych ludzi, z których większość dobrze wie, co znaczy słowo „impreza”. Gdy w sobotę udaliśmy się do klubu, po godzinie nie było już tam miejsc. Wszyscy się tłoczyli, ale i tak było super. Grecy wiedzą, jak się bawić. Po wyjściu z klubu cała ulica była praktycznie nie do przejścia, wszędzie pełno ludzi. Jedzą, piją, rozmawiają, a nawet tańczą. Zdziwiło mnie trochę to, iż codziennie wracaliśmy dosyć późno do domów, a na ulicach spotykaliśmy wielu uczniów. Jakim cudem oni potrafią wstać rano do szkoły? W restauracjach często grano na instrumentach, aby umilić klientom czas. Podsumowując, nasz pobyt w Grecji wspominam i będę wspominać bardzo, bardzo miło. Mam nowe znajomości z różnych państw, znam troszeczkę grecki, wiele zobaczyłem, zwiedziłem i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

Karolina Kołodziej

Lecąc do Grecji miałam przed oczami widok pięknie położonego miasta nad morzem, z białymi domami i zabytkowymi budowlami, które nawiązują do kultury starożytnej Hellady. Gdy dotarliśmy do miasta, w którym spędziliśmy kolejne 5 dni, muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyła jego topografia. Veria jest miastem położonym dość wysoko, pełnym ciasnych, bardzo często jednokierunkowych uliczek. Myślę, że nie miałabym najmniejszego problemu, żeby się zgubić w jednej z nich.
Obserwując ludzi, których spotykałam na ulicy i z którymi mieszkałam, mogę stwierdzić, że podchodzą do życia w dość prosty i otwarty sposób. Nie widzą obok siebie problemów, z którymi boryka się ich państwo. Są w stanie od rana spędzać czas w kawiarniach ze znajomymi. Może to dobra cecha, nie przejmują się niczym, żyją chwilą.
Najbardziej jednak zaskoczył mnie czas otwarcia sklepów, tych spożywczych, jak tych i z ubraniami. Były czynne przykładowo od godziny 9 do 13 po czym zamykane, a po sjeście znów otwierane od godziny 17 do 20.
Gdy wychodziliśmy z domów na miasto razem z naszymi znajomymi z Grecji, spotykaliśmy wiele ludzi mimo wszystko, pozytywnie nastawionych do nas-obcokrajowców, którzy według nich odbierają im miejsca pracy. Mieliśmy wrażenie, że wszyscy się znają i lubią. Co krok słyszeliśmy jak witają się wzajemnie z uśmiechem na twarzy.
Szkoła w Grecji tak naprawdę jest prowadzona we dwóch „przestrzeniach”, jedna darmowa – państwowa, druga płatna – prywatna. Prawie każdy z naszych greckich znajomych po kilku godzinach spędzonych w szkole, brał później udział w zajęciach w szkołach prywatnych. Uczestnictwo w tych zajęciach daje im większe szanse na dostanie się na wybraną uczelnię wyższą.
Uważam, że Grecja ma bardzo bogatą historię i kulturę, którą mieliśmy okazje poznać w ciągu tych kilku dni. Państwo to jest zupełnie innym państwem niż nasza Polska. Tworzą go inni ludzie, myślę, że nam Polkom brakuje odrobiny otwartości i podejścia do życia w beztroski sposób.

Ania Kustos

Początkowo nie cieszyłam się z wyjazdu do Grecji, ale zaraz po odnowieniu znajomości z partnerami sytuacja się zmieniła. Rodzina, która mnie gościła była bardzo przyjazna i miła. Efrosini – dziewczyna, u której mieszkałam miała starszą siostrę, młodszego brata oraz rodziców, którzy bardzo ciepło i serdecznie mnie przywitali.
Już przy pierwszym wspólnym posiłku, rozmowa była luźna i zabawna. Zdziwiłam się, kiedy Efrosini opowiadała o swojej siostrze, która codziennie o 6:30 wstawała, aby się uczyć, później szła do szkoły i kiedy wracała o godzinie 14-14:30 już na 15:00 był z nią umówiony nauczyciel biologii, chemii czy matematyki. Wszystko to za sprawą systemu edukacji. Uczniowie trzecich klas muszą chodzić do drugiej – prywatnej szkoły, jeśli tylko chcą osiągnąć dobre wyniki na egzaminach końcowych i dostać się na studia.
Kolejną, równie zadziwiającą rzeczą była kultura podczas jedzenia posiłków. U nas, wiadomo – posługiwanie się sztućcami, a tam zupełnie na odwrót. Często mlaskali, a kiedy nalewali sobie soku pili do dna wydając przy tym różne dźwięki. Smaczne były greckie potrawy: klopsiki, ryż, mnóstwo sałatek. W sumie zauważyłam ze Grecy do wszystkiego podawali sałatki z sosem winegret, czasem były też tzatziki.  Niektóre dania, np. klopsy mięsne były bardzo podobne do naszych tradycyjnych. Grecki fast food, gyros smakował prawie jak nasz kebab, tyle, że zamiast sałatek były w nim frytki-pycha!
Grecka szkoła wygląda nieco inaczej niż nasza. Pierwszą zaskakującą rzeczą jest obojętność nauczycieli wobec podopiecznych.  Jakieś 100m od budynku szkolnego, ciągle na terenie szkoły, uczniowie urządzili sobie palarnię pod drzewkami oliwnymi. Dookoła leżało pełno niedopałków i innych śmieci. Dodam, że większość z nich nie miała ukończonych 18 lat. Dominującą grupą palących nastolatków były dziewczyny.
Razem z pozostałymi znajomymi mieliśmy okazję uczestniczyć w lekcji biologii. Może byłaby interesująca, gdyby chociaż prowadzili ją w języku angielskim, ale niestety wszyscy mówili po grecku i trudno było cokolwiek zrozumieć. Zauważyłam, ze uczniowie nie mają szacunku do nauczyciela, inaczej niż u nas w Polsce. Nie wstają, kiedy ktoś obcy wchodzi do klasy, ciągły szum na lekcji i brak organizacji również były nieprzyjemne. Z opowieści ojca rodziny, która mnie gościła, dowiedziałam się, że takie zachowanie jest u nich normą. Zdziwił się, kiedy opowiedziałam mu o warunkach panujących u nas, o kulturze uczniów i szacunku dla nauczycieli.
Grecy zachowują się tak, jakby zawsze mieli na wszystko czas. Jedna z nauczycielek zażartowała nawet, że europejskie pięć minut to pięć minut na zegarze, ale greckie pięć minut to w rzeczywistości pół godziny. Nie obchodzi ich czy się spóźniają, czy są na czas. Dlatego zawsze na wycieczkach projektowych mieliśmy godzinę, czasem nawet dwie opóźnienia. Dostaliśmy plan, ale zgadzały się w nim tylko rzeczy, które mieliśmy robić lub zobaczyć, ale godziny były zupełnie poprzestawiane.
Najbardziej zaskakującą rzeczą według mnie były ruchy rasistowskie swego rodzaju „stowarzyszenia”, działało ono nawet w szkole. Nie lubili wszystkich obcokrajowców – twierdzili, że oni zabierają im pracę. Na szczęście reszta społeczeństwa były bardzo przyjaźnie nastawiona. W szczególności urzędnicy, którzy jak tylko się dowiedzieli, że „Comenius” przyjechał, to od razu zapewniali darmowe atrakcje.
Ciekawe również były wycieczki projektowe. Myślę, że najbardziej interesujący był grobowiec Aleksandra Wielkiego, jego żony i syna Filipa,  przykryty wielkim wzgórzem.
Przedostatni dzień spędziliśmy na pracy nad projektem. Najbardziej spodobała mi się praca Włochów, gdyż ciekawie przedstawili swoje zadania, grali na gitarze, śpiewali, przedstawiali różne scenki na temat przysłowia. W ogóle zauważyłam, że inne kraje mają takie same przysłowia jak my, np. Grecy przedstawili znane nam również „Gdy kota nie ma, myszy harcują”.
Uważam,  że wyjazd był niezwykle udany. Poznałam bardzo ciekawych ludzi, odmienne kultury oraz zwiedziłam miejsca, które na długo  pozostaną w mojej pamięci.

Karolina Jezusek

Pobyt w Grecji uważam za „ w stu procentach” udany. Mogliśmy poznać kulturę innych krajów i poznać interesujących ludzi.
Gdy przybyliśmy do Verii (około godziny 9 rano)  wszystkie kawiarnie były pełne ludzi. W końcu ktoś nam powiedział, że powodem tego zjawiska jest bezrobocie. Wszyscy Ci ludzie nie mieli pracy. Byliśmy bardzo zaskoczeni, że osiągnęło to aż tak dużą skalę. Olbrzymie psy  chodziły po ulicach. Były bezdomne, a jednak nie wychudzone, czy dzikie. Ludzie dokarmiają je i żyją z nimi w symbiozie. Chodzą one grupami po ulicach i mają się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o jedzenie to zachwyciła mnie potrawa pasticio. Jest ona zrobiona z makaronu, mięsa mielonego i sera, zapieczona w piekarniku. Będzie mi jej bardzo brakowało. Stosunek nauczyciel – uczeń wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Uczniowie choć mają 16 lat palą przy nich papierosy i mają na to przyzwolenie. Wchodząc do pokoju nauczycielskiego nie muszą pukać.
Ludzie są bardzo wyluzowani i nie przejmują się rzeczywistością. Wiele osób potrafi mówić po angielsku, więc nie było większych kłopotów z komunikacją. Wszyscy mnie bardzo miło przyjęli, bo podobnie do Polaków ludzie tutaj są bardzo gościnni. Wykorzystałam czas bardzo intensywnie, spałam często po 5 godzin dziennie, aby spędzić z naszymi greckimi przyjaciółmi jak najwięcej czasu. Rodzina podobnie jak w Polsce jest ze sobą bardzo blisko. Nie zapominano o wspólnych posiłkach, przy których mogłam bliżej poznać jej członków. Na wycieczki projektowe zabierano nas w piękne miejsca. Przyroda jest w wielu miejscach nienaruszona przez człowieka, co na prawdę mnie wzruszyło. Zadania projektowe zostały przygotowane przez inne kraje bardzo ciekawie. Mogliśmy trochę powykręcać języki na łamańcach językowych. Przysłowia były bardzo podobne do naszych polskich. Było to niesamowite przeżycie poznać tylu wspaniałych ludzi i zobaczyć piękne miejsca. Chociaż podróż była bardzo wyczerpująca i długa – było warto.

Krzysztof Waltar

Wyjazd do Grecji w moim kalendarzu został zaznaczony i raził czerwonym kolorem zaraz od momentu, gdy dowiedziałem się, że takie wydarzenie ma mieć miejsce. Była to jedna z tych dat, których niecierpliwie wyczekujemy i do których odliczamy dni. Niewątpliwie wpływ na to mieli nasi greccy przyjaciele, którzy pozostawili po sobie wspaniałe wrażenie po grudniowej wizycie w Polsce. Mimo, iż wizyty w Polsce i Grecji dzieliły 4 miesiące, to po dotarciu do Verii, miasteczka, w którym się zatrzymaliśmy, zostaliśmy przywitani w rodzinnej atmosferze i dni rozłąki nie były odczuwalne ani trochę. Wraz z widokiem uśmiechniętych twarzy dziewczyn, które miały nas gościć minęło wszelkie zmęczenie po podróży. Przez rodziców zostałem powitany bardzo ciepło i chwilom spędzanym w ich domu zawsze towarzyszyła wspaniała atmosfera, która w dużym stopniu sprawiała, że czułem się jak u siebie. Jedną z ciekawszych sytuacji było rozkoszowanie się herbatą, którą im przywiozłem, bo przecież kto parzyłby gorący napój mając za oknem drzewo pomarańczowe i gorące słońce? Nie przypuszczałem, że napój może wywołać taką reakcję!
Zaskakujące, że my Polacy skupiamy się na tych negatywnych stronach codzienności, a nie doceniamy drobiazgów! To totalna odwrotność do greckiej mentalności, gdzie ludzie przez cały dzień potrafią zachwalać szklankę wody. Język angielski nie sprawiał tam nikomu żadnego problemu, co ułatwiło nam kontakt. Dni mijały bardzo szybko: muzea, obiekty sakralne, znaleziska archeologów to namiastka tego, co zdołaliśmy zobaczyć. W szkole mieliśmy możliwość nauki greckiego, zadania projektowe pozwoliły nam na poznanie innych kultur czy zwyczajów państw, które uczestniczyły w projekcie. Wieczorami mimo, iż nie mieliśmy obowiązku spędzania ich w grupie, umawialiśmy się razem w danym miejscu, czy to w restauracji – gdzie serwowali świetne greckie jedzenie – czy to w dyskotece, a nawet mieszkaniach poszczególnych Greków! Postanowiliśmy, że będziemy cieszyć się swoim towarzystwem na tyle, na ile to możliwe i że będziemy trzymać się razem.
Ciekawym zjawiskiem był wieczny natłok ludzi w mieście. Puby, restauracje, kafejki przepełnione były ludźmi od godzin popołudniowych, a nawet rannych do późnego wieczora, przez co miasteczko było pełne ruchu i życia. Psiaki biegające po ulicach były maskotkami, które nigdy nie były głodne czy niezadowolone, za to akceptowane i lubiane przez mieszkańców.
Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim zaangażowanym w ten projekt! Uważam, że takie wyjazdy wzbogacają nas w doświadczenia i wspomnienia, do których z pewnością będziemy wracali z uśmiechem na twarzy. Dla mnie, jako że to mój ostatni rok w Liceum na Skalnej przygoda z Comeniusem niestety się kończy, ale wyjazd do Grecji zostanie w pamięci na zawsze.

Prezentacja polskiego przysłowia

Rozmówki wielojęzyczne – część polska

Widać, jak różne doświadczenia przywozimy z greckiej wyprawy, odmienne spostrzeżenia i obserwacje. Nie wszystko jest lepsze niż w Polsce, a już na pewno sporo na każdym kroku odmienności, czy to w zachowaniach, wyborach określonych wartości i postaw. I taki jest właśnie cel Comeniusa. Nasza „żółta łódź podwodna” wyruszy wkrótce nad Morze Czarne, do tureckiego miasta  Zonguldak. Co nas tam czeka – nowe przyjaźnie, doświadczenia, niespodzianki…


Piotr Skowronek (dyrektor LO im. Noblistów Polskich w Rydułtowach), Mirosława Dyka-Płonka (anglistka, członkini grupy Superbelfrzy, laureatka European Language Label 2013 oraz I Nagrody Nasz Projekt eTwinning 2014, koordynatorka projektu Submarine Comenius 2012-2014) Monika Brych (anglistka, współkoordynatorka projektu Comenius) i podpisani powyżej uczniowie Skalnej (LO im. Noblistów Polskich w Rydułtowach)-uczestnicy projektu.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.