Gorące 12 miesięcy z życia Skalniaków, czyli projekty międzynarodowe z uczniowskiej perspektywy

Część II „Herbata po turecku… – wrzesień 2013”


Submarine Comenius 2012-2014-Prezentacja idei projektu
Czas kanikuły, warto więc powspominać dobre rzeczy, które przeżyliśmy w poprzednich latach szkolnych. Postanowiłam przedstawić Państwu korzyści płynące z realizacji projektów międzynarodowych bez epatowania wielkimi słowami – niech przekonają nas wrażenia młodych uczestników.
Za nami odcinek grecki, dzisiaj będzie o Turcji, czekają nas jeszcze pamiętniki projektowe ze spotkań we Włoszech, Bułgarii, Warszawie, na Litwie i w naszym mieście.
Oto część druga uczniowskich zapisków.

Herbata po turecku i sardynkowe chipsy! – czyli europejsko-azjatycka wyprawa Skalniaków

Piotr Skowronek

Zonguldak to niewielkie (100 tyś, mieszkańców) przemysłowe miasto nad Morzem Czarnym. Mogłoby z powodzeniem być miastem partnerskim Rydułtów, bowiem – co dla nas bardzo dziwne – gospodarka tej miejscowości opiera się na wydobyciu węgla kamiennego. To ogromne zaskoczenie dla nas Ślązaków, którym morze kojarzy się z wypoczynkiem i labą, kiedy patrzy się na przepiękne fale przez pryzmat  kup węgla i miału węglowego leżących do przeładunku w porcie!
Wprawdzie nie ma tu naszej Szarloty, ale samo miasto położone jest na kilku wysokich wzgórzach, których zbocza wpadają wprost do morza! Takie było nasze pierwsze wrażenie – zaraz potem zaskoczyła nas niesamowita wprost gościnność Turków! Nawet jedna z uczennic skomentowała to słowami: „I to my Polacy uważamy się za gościnnych?” Od pomocy w transporcie walizek, po nieustanne prezenty, troskę czy jesteśmy głodni, spragnieni, czy nie chce nam się siku.. itp. słowem już bardziej opiekuńczym i gościnnym być chyba nie można!  Ale były też inne, egzotyczne aspekty naszej wizyty – już sam tumult na lotnisku w Stambule przyprawił nas o zawrót głowy! Taksówki „zaparkowane” w poprzek drogi, „nieistniejące” przepisy ruchu drogowego, ogłuszający hałas … i na miarę naszych śląskich „ułożonych” wyobrażeń o porządku „chaos”.  Każdy  krzyczy, czegoś chce, namawia do kupna… i jeszcze spora egzotyka  – ubikacje „na Małysza” domyślacie się o co chodzi!
Trochę więc trwało zanim przywykliśmy do tureckiej kultury i obyczajowości! Ale nasz projekt właśnie temu służy – poznaniu odmienności kulturowej naszych partnerów!

Realizacja kolejnej jego odsłony rozpoczęła się od krótkiej wizyty w przepięknym Istambule.
Zwiedziliśmy go za dnia i w nocy. Z lądu – między innymi  Meczet Błękitny i starożytne cysterny „olbrzymia świątynia” w której kilkaset kolumn zanurzonych w wodzie opływały egzotyczne ryby wpatrzone w wężowe głowy  kamiennej meduzy, czy jeden z najwspanialszych bazarów świata! Z morza – płynąc statkiem po europejskiej i azjatyckiej części cieśniny Bosfor i podziwiając fantastyczne meczety, gigantyczne mosty i pogryzając zimnego, słodkiego arbuza!
Wreszcie z powietrza lądując nad tym wielomilionowym mieści rozpostartym nad olbrzymią cieśniną i kilkoma wyspami. Niezapomniane wrażenia – zwłaszcza, że tam upał, a u nas jesienny chłód i chlapa. Do miejsca docelowego naszej podróży Zonguldak podwiózł nas ze Stambułu dalekobieżny autobus. Droga długa, kilkaset kilometrów – ale firma przewozowa na medal! To był dla nas prawdziwy szok. Ekrany dotykowe w każdym siedzeniu, osobno radio i słuchawki, czyściutko, dwóch panów do obsługi, barek z napojami, słodyczami itp. – wszystko gratis. Najbardziej zaskoczyło nas jednak to, że na każdym postoju autobus był myty! Z zewnątrz i  od środka! Zupełnie jak w Polsce – no nie!
Po przybyciu i zakwaterowaniu u rodzin zostaliśmy zaproszeni do szkoły rozlokowanej z kilkoma innymi placówkami oświatowymi na szczycie jednego ze wzgórz miejscowości. Była wizyta w gabinecie dyrektora, zwiedzanie obiektu – w każdej klasie ogromne dotykowe telewizory spełniające funkcję tablic interaktywnych, akademia, tańce regionalne i turecka herbata! Tak właśnie herbata nie kawa! Turcy piją ją zawsze w małych, wysmukłych szklaneczkach, słodzoną! W pokoju nauczycielskim był czajnik z esencją i drugi z wodą. I tak po szklaneczce, żeby się ogrzać, bo dla nich „nasz upał” był już jesiennym chłodem i nie działała klimatyzacja!  Uczniowie w mundurkach, dziewczyny w zakrytymi chustami głowami, wspaniała atmosfera! Dla upamiętnienia spotkania każde z państwa biorących udział w projekcie  posadziło drzewko! Prasowa relacja była już następnego dnia!
Ale tu przyda się pewna uwaga o odmienności estetycznej naszych kultur! U nas miejsce do sadzenia byłoby wypucowane do cna… tam było „powiedzmy” zwyczajne. Odmienne jest również poczucie czasu. Kiedy np. umawiamy się na 10.00 mniej więcej 20 min po można się spodziewać pierwszych osób… co kraj to obyczaj! Ale punktualność  nie jest zdecydowanie cnotą południowców!
Zwiedziliśmy wspólnie Asmarę – piękne nadmorskie miasteczko z muzeum archeologicznym, i  Safranbolu –  wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury, którego bogactwem jest szafran – najdroższa przyprawa świata.  Byliśmy w uroczej jaskini, na tradycyjnych warsztatach malarskich techniką marblingu, na Uniwersytecie w Zonguldak i w wielu innych miejscach!
Były również lekcje języków uczestników projektu. Sam uczyłem Turków polskiego – niezapomniane przeżycie! Warsztaty szkolne dotyczyły religii, obrzędowości świąt religijnych  – tańców i potraw. Odmienności było sporo, ale podobieństw też wiele. Mogliśmy poznać  zwyczaje świąteczne poprzez prezentacje i filmy kręcone w rodzinnych domach uczniów. Zaś niezwykłą atrakcją były warsztaty kulinarne. Nasze uczennice przygotowały polską sałatkę ziemniaczaną i naleśniki z owocami – inne grupy częstowały narodowymi potrawami, przygotowanymi w tureckich kuchniach swoich gospodarzy. Degustacja była przednia! Pogłębiły się stare przyjaźnie, zawiązały nowe! Skosztowaliśmy orientu i słynnych małych rybek czarnomorskich pieczonych jak frytki! Nawet w domu rodzinnym naszego przyjaciela i tureckiego koordynatora – Nuhbaya Körkmaza, którego nazwisko otwierało w Zonguldak wszelkie drzwi, przygotowaliśmy wspólnie posiłek turecką kaszę bulgur plavik – z syropem z granatów!

Następny etap projektu realizowany będzie we włoskiej Kalabrii. Już nie możemy się doczekać…

Dominika Manderla

Religia rzymsko-katolicka-prezentacja
Była to moja pierwsza podróż do Turcji. W Polsce krąży wiele stereotypów na temat tego kraju. Ja jednak nie chciałam jechać tam z jakimiś uprzedzeniami, dlatego zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tamtejszych mieszkańcach, ani jakie zwyczaje tam panują, Wiedziałam jedynie, że tamtejsza kultura jest zupełnie inna od naszej – polskiej. Nie mogłam doczekać się wyjazdu, aby w końcu zaspokoić swoja ciekawość i poznać panujące tam zwyczaje, choć nie ukrywam, że trochę się tego bałam.
Wylecieliśmy z zimnego Krakowa, wylądowaliśmy w cieplutkim Istambule – to pierwsza niespodzianka, jaka nas przywitała. Dojechaliśmy do hotelu, który znajdował się w centrum starego miasta i mimo męczącej podróży (i tego, że był środek nocy ;-)) poszliśmy zobaczyć najbliższe i najciekawsze miejsca. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, ponieważ kiedy następnego dnia zwiedzaliśmy Istambuł były tam tłumy ludzi (w nocy chodziliśmy po mieście prawie zupełnie sami).
Coś, co od początku mnie zadziwiało to zachowanie ludzi. Byli bardzo otwarci, życzliwi, pomocni. Mimo tego, że nie potrafili mówić w języku angielskim, to za pomocą wszelkich sposobów próbowali nawiązywać z nami kontakt. Mówi się, że  Polacy są gościnni, ja osobiście uważam, że Turcy wygrywają z nami w tej konkurencji. Nasi tureccy partnerzy bardzo się o nas troszczyli. Zawsze pytali, czy czegoś nie potrzebujemy, jak się czujemy, za każdym razem ustępowali nam miejsca siedzące. Ludzie, u których mieszkałam przez tydzień z całych sił się starali, aby mi niczego nie zabrakło. Zaskakiwało mnie jednak to, że tamtejsi ludzie potrafią żyć zupełnie bez stresu, nie śpiesząc się nigdzie, bez konkretnego planu na to, co robić. Jeśli chodzi o jedzenie, to oczywiście było zupełnie inne niż polskie. Pewnego razu w restauracji zamówiłam kebab, myślałam, że w końcu zjem coś, co znam również ze swojego kraju. Cóż, jedzenie jakie dostałam ani wyglądem, ani smakiem nie przypominało znanego mi kebaba, u nich ten rodzaj kanapki z grilowanym mięsem  nazywa się döner, a kebab to mielone kotleciki! Sama nie wiem, czy Turcy to dobrzy kierowcy, czy nie. Z jednej strony przejechanie przez niektóre drogi to nie lada wyzwanie, z drugiej jednak nie przestrzegają oni żadnych zasad. Dla taksówkarzy nie było żadnym problemem przewożenie 8 osób w 5-cio osobowym samochodzie. A kierowcy autobusu nie przeszkadzało to, że wszyscy pasażerowie śpiewają i tańczą (tak było w czasie naszych wycieczek, bo w autobusach rejsowych jest cisza, a nawet zasada, że nie mogą siedzieć ze sobą mieszane pary!) Ludzie przechodzą przez ulice wszędzie, gdzie tylko im się podoba. W moim przypadku wyglądało to tak, że moja turecka partnerka łapała mnie za rękę i przeciągała siłą przez ulice (ja z reguły wtedy piszczałam).
W miejscowości, w której mieszkaliśmy (Zonguldak), z prawie każdego mieszkania był wspaniały widok na morze. Tego im zdecydowanie zazdrościłam. Bardzo przyjemnie jeść śniadanie i delektować się tak pięknym widokiem, dzień od razu stawał się piękniejszy! W wielu miejscach spotykaliśmy się z turecką muzyką. Wszyscy wtedy zaczynali tańczyć i się bawić. Po prostu ludzie w ten sposób cieszyli się życiem, jeden nauczyciel powiedział nawet, że to ich po prostu uszczęśliwia.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję zobaczyć Turcję od takiej strony. Mieszkając u urodziny widziałam, jakie zwyczaje tam naprawdę panują i jacy są ludzie. Mogłam zobaczyć prawdziwą Turcję, a nie taką, jaka jest pokazywana w zamkniętych kurortach turystom na wakacjach.

Nikola Norek

Polskie pierogi – Bartek i Babcia
Wyjazd do Turcji w ramach projektu Comenius to  było świetne przeżycie. Uważam, że tydzień pobytu tam rozwinął mój angielski i sprawił, że otworzyłam się bardziej na rozmowę z ludźmi z zagranicy, usunął wszelkie moje blokady przed rozmowami z nimi w języku obcym.
Przez ten krótki czas spędzony w tym cudownym kraju poznałam turecką kulturę, zwiedziłam kilka naprawdę pięknych miejsc. Najbardziej podobał mi się Istambuł nocą, gdzie nie było w ogóle ludzi. W sumie trochę mnie to zdziwiło, ale dzięki temu mogłam bardziej docenić piękno miasta i cudownie oświetlony meczet, który na drugi dzień zwiedziliśmy.
Zainteresowało mnie również to, że bezpańskie psy są oznaczone jakimiś przywieszkami na uszkach. Dopytałam i okazało się, że pomimo tego, że są bezpańskie i są na drodze, to ludzie o nie dbają i szczepią, a te przywieszki oznaczają, że pies jest zdrowy – co jest godne podziwu i bardzo mi się spodobało.
Gdy przyjechaliśmy do Zonguldak byłam bardzo zaskoczona, zostałam od razu zaakceptowana przez wszystkich, co sprawiło, że poczułam się jak u siebie w domu.
Ludzie w tym mieście są bardzo życzliwi, oddaliby wszystko nie oczekując niczego w zamian.
W domu, w którym mieszkałam panowała świetna atmosfera, moja turecka mama  potraktowała mnie jak swoje własne dziecko,  a kuchnia jaką mi serwowała była nie do opisania – tak dobra!
Zaciekawił mnie fakt, że przed każdym domem, było ‘Oko Proroka’ – symbol islamu – i trzeba było ściągać buty i zostawiać je przed domem; a co najlepsze – nikt ich nie ukradł! Bardzo podobało mi się, że Turczynki, które przyjmowały naszą grupę starały się organizować czas tak, byśmy byli wszyscy razem – cała grupa Comeniusów!
Miłe było też to, że nawet jeżeli ktoś nie potrafił dobrze mówić po angielsku to był otwarty na nas i nie bał się tego języka, że umiał podejść do nas,  i pogadać na skalę swoich możliwości. Wszyscy byli bardzo troskliwi, co chwilę pytali, czy czegoś nam nie brakuje.
Wspomnienia jakie stamtąd przywiozłam zapamiętam na zawsze, tak samo przepiękne widoki. Wyjazd ten uświadomił mi, że nawet tydzień spędzony z  totalnie obcymi osobami, z innego kraju, inną kulturą może zbliżyć tak bardzo, że  na pewno na tym jednym tygodniu się nie skończy, tylko jeszcze kiedyś się odwiedzimy!

Adrianna Gunia

Wielkanocne ciasto – Tomek, Babcia plus Rodzinka
Wyjazd do Turcji w ramach projektu Comenius to dla mnie świetne przeżycie. Mam wrażenie, że przez tydzień pobytu tam zyskałam więcej umiejętności z języka angielskiego, niż rozwiązując setki zadań z podręczników na lekcjach. Mam więcej odwagi w mówieniu – wcześniej bałam się rozmawiać w języku obcym.
Przez krótki czas spędzony w tym cudownym kraju poznałam turecką kulturę, zwiedziłam kilka naprawdę pięknych miejsc. Najbardziej podobał mi się Istambuł nocą, gdzie pięknie oświetlony Błękitny Meczet wywarł na mnie naprawdę duże wrażenie.
Gdy przyjechaliśmy do Zonguldak nie czułam się wcale jak w obcym kraju. Ludzie w tym mieście są bardzo życzliwi, mili i to chyba najbardziej w nich pokochałam. W domu, w którym mieszkałam, panowała świetna atmosfera, a jedzenie było nie do opisania. Bardzo podobało mi się to, że Turczynki, które przyjmowały naszą grupę starały się organizować czas tak, byśmy byli wszyscy razem. Wszyscy to znaczy grupa polska, bułgarska, grecka i turecka – Włosi nie przyjechali.
Miłe było też to, że nawet jeżeli ktoś nie potrafił dobrze mówić po angielsku podchodził do nas, witał się i próbował nawiązać kontakt.
Wspomnienia jakie stamtąd przywiozłam pozostaną we mnie na długo, a widoki  tego kraju będę wspominać do końca życia. Szczególnie codzienny widok morza, gór…

Katarzyna Strzelec

Wielkanoc w Polsce
Turcja bardzo miło mnie zaskoczyła pod wieloma względami. Najpierw zachwyciłam się krajobrazem. Można powiedzieć, że w którą stronę bym się nie odwróciła – widziałam morze.
To były naprawdę wspaniałe widoki. Potem poznałam wielu ludzi z Turcji i wszyscy, których spotkałam byli bardzo sympatyczni i towarzyscy. Każdy chciał z nami porozmawiać i dowiedzieć się jak najwięcej o naszym kraju. Nie wstydzili się podejść i nie martwili się, czy mówią do nas poprawnie, po prostu mówili i dużo gestykulowali!
Przejście przez ulicę było walką o życie, dlatego że przepisy drogowe są delikatnie mówiąc – ignorowane. Tureccy kierowcy jeżdżą bardzo szybko, nie zwracając uwagi na warunki atmosferyczne, czy kręte i wąskie uliczki. W taksówkach jeździliśmy zawsze w tyle osób, ile się zmieściło. Było to bardzo zabawne, szczególnie przy wychodzeniu… Wracając z jednej z wycieczek, kierowca nagle „pogłośnił” muzykę i cały autobus zaczął śpiewać, skakać i tańczyć. Bawiliśmy się razem z naszymi tureckimi, greckimi i bułgarskimi przyjaciółmi, a po chwili przyłączyli się również wszyscy nauczyciele. W taki sposób wycieczkowy autobus zamienił się w imprezowy.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję pojechać do Turcji, poznać nową kulturę i wspaniałych ludzi. Oprócz nauki, była to również niezapomniana przygoda.


Piotr Skowronek (polonista, dyrektor LO im. Noblistów Polskich w Rydułtowach), Mirosława Dyka-Płonka (anglistka, członkini grupy Superbelfrzy, laureatka European Language Label 2013 oraz I Nagrody Nasz Projekt eTwinning 2014, koordynatorka projektu Submarine Comenius 2012-2014) oraz podpisani powyżej uczniowie Skalnej (LO im. Noblistów Polskich w Rydułtowach)-uczestnicy projektu.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.