Kto na nowo powinien nauczyć się alfabetu?

Miłość i lęk

W podtytule filmu „Alfabet” są dwa słowa: miłość i lęk. Pedro, pedagog z syndromem Downa, jeden z bohaterów filmu, mówi o tym, że trzeba wybierać między miłością a strachem. On wybiera miłość, ma odwagę, by mówić o swoich uczuciach, by realizować swoją pasję i nie dawać się z racji swojego upośledzenia spychać na koniec kolejki.
Każdy z nas musi dokonywać takiego wyboru. Boimy się zmiany, ale kochamy swoją pracę, kochamy swoje dzieci i boimy się o nie, chcemy się rozwijać, ale boimy się opinii innych.

Tym razem jako Przyjaciele Edukacji do Ośrodka Kultury w Sejnach 24 września z miłości do edukacji, ale i z obawą, czy znajdą się widzowie, zaprosiliśmy na projekcję filmu dokumentalnego w reżyserii Erwina Wagenhofera „Alfabet”.
Zaproszenie było skierowane do wszystkich osób zainteresowanych edukacją, w tym rodziców i nauczycieli. Jednak naszymi gośćmi były głównie osoby, które uczestniczyły już w pierwszym spotkaniu z Ewą Radanowicz i podczas dyskusji wracaliśmy do tego inauguracyjnego spotkania, które jak wierzymy przeniosło nas na wyższy poziom poszukiwań.

Wiosna Edukacji w Bakałarzewie

Od pierwszego spotkania PE i Ewy Radanowicz wiele też się wydarzyło. Szkoła Podstawowa z Bakałarzewa, która była licznie reprezentowana, przystąpiła do programu Wiosna Edukacji i nie oczekuje biernie na przyjazd pani dyrektor z Radowa, ale wprowadza różne zmiany w szkole już teraz.

– Zaczęło się już po pierwszym spotkaniu z panią Ewą – mówi Marta, inicjatorka zmian w swojej szkole w Bakałarzewie. – W sklepie z używanymi meblami kupiliśmy kanapy, by  w szkole zrobiło się bardziej domowo. Wiele dyskutowaliśmy i w wielu kwestiach mamy odmienne zdania, ale dzięki tym dyskusjom, niektórzy nauczyciele poczuli, że mogą się zmienić i że już dawno chcieli „coś” zrobić, tylko nie mieli odwagi.

Również uczniowie włączani są do tej dyskusji. W zeszłym roku szkolnym odpowiadali w ankietach na pytanie, co powinien zrobić twój nauczyciel, żeby być lepszy w swojej roli.
Uczniowie bardzo szczerze napisali o tym, że najważniejsze są dla nich relacje. Uczniowie chcą być akceptowani, lubiani i rozumiani przez dorosłych; chcą mieć wybór i rozumieć, dlaczego mają się czegoś uczyć.

Z początkiem tego roku szkolnego i po spotkaniu szkół Wiosny Edukacji w Warszawie, w Bakałarzewie zmiany widać i słychać. W większości klas, które stają się pracowniami, a nie pomieszczeniami dla klas, ławki są ustawione inaczej niż w tradycyjne rzędy. Zmienia się wygląd tych pracowni przy współudziale uczniów. Zamilkł dzwonek, w na korytarzu pojawił się duży dworcowy zegar, półki z książkami.
Uczniowie są zaciekawieni tym, co się dzieje i chętniej przychodzą do szkoły.

Czy potrzebna jest nam edukacja

Jednym z wątków filmowego „Alfabetu” była edukacja domowa, w właściwie nawet koncepcja, że można doskonale obejść się bez jakiejkolwiek edukacji. Rodzina Sternów jest przykładem tego, że jest to możliwe.
Burmistrz Sejn, Arkadiusz Nowalski,  jak zwykle obecny podczas spotkań PE, obawia się tak daleko idących eksperymentów, choć popiera inicjatywy oddolne rodzące się w naszym regionie.
Edukacja domowa i inne alternatywne formy edukacji cieszą się coraz większym powodzeniem w Polsce, mieliśmy też wśród dyskutantów państwo Stasieło z Augustowa, którzy od kilku lat z powodzeniem i zapałem prowadzą przedszkole Montessori, ale ciągle poszukują inspiracji i ciągle się uczą.
Jak dyskutowaliśmy po filmie, formy alternatywne w edukacji niewątpliwie nadają się jedynie dla nielicznych, bardzo świadomych i kompetentnych rodziców. Zdecydowanie naszym celem i celem naszej dyskusji nie było zachęcanie do takiego eksperymentowania, w takim razie czego oczekiwaliśmy?

Jakiej edukacji potrzebujemy?

Chcieliśmy, by nauczyciele i rodzice, mogli podyskutować na temat tego, co w edukacji jest ważne, na co w szkole i w domu należałoby zwracać uwagę.

Ken Robinson i w książce i w filmie „Alfabet” przytacza szokujące wyniki badań: „98% dzieci po urodzeniu ma wysokie IQ, ale po ukończeniu szkoły zaledwie 2% z nich osiąga takie same wyniki. Wszystkiemu winna jest przesadnie ustandaryzowana edukacja oparta na współzawodnictwie i wymiernych ocenach, która zabija dziecięcą kreatywność i wyobraźnię, ucząc szablonowego sposobu myślenia….”.
Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego edukacja zabija wyobraźnię i kreatywność? Czy możemy się jakoś bronić przed taką szkołą? Czy przez to, że będziemy rozwijać kreatywność, spadną nam wyniki nauczania? Czy rankingi są naprawdę ważne? Czy szkoła uczy czy testuje wiedzę? Czy dzieci, które będą rozwijać kreatywność, nie będą umiały rozwiązywać zadań testowych? Po co nam kreatywne dzieci? Nie lepiej produkować „maszyny do pracy”, które często tej pracy nienawidzą?
Czy może raczej powinniśmy kształcić ludzi, którzy będą mogli dostosować się do bardzo dynamicznie zmieniającego się świata, będą się umieli szybko nauczyć czegoś nowego i zdobywać ciągle nowe umiejętności?

Sztuka, zabawa i pasja

Ken Robinson to autor książki „Kreatywne szkoły”, w której napisał, rozwijając tezy ze swojego sławnego wystąpienia TED, że zmiana myślenia o edukacji jest nieuchronna: „Niezależnie od tego, czy jesteś uczniem, nauczycielem, rodzicem, dyrektorem placówki czy decydentem, jeśli w jakikolwiek sposób jesteś zaangażowany w edukację, możesz być częścią zmiany”.

Z kolei Arno Stern, twórca paryskiego Malortu, od kilkudziesięciu lat wychowuje przez sztukę, pozwala ludziom w różnym wieku malować, gromadzi ich prace i studiuje je.
Dokonał dzięki temu różnych odkryć i opracował koncepcję całkiem nowych badań.
W książce „Alfabet” Arno Stern twierdzi: „zabawa jest bardzo ważna, i posunąłbym się jeszcze dalej, mówiąc, że dzieci nie powinno się pouczać, że ich życie powinno polegać na chodzeniu do Malortu, uczestniczeniu w malarskiej zabawie i na tańcu. (…). To, co dziś uważa się za przedmioty główne, nie powinno być w ogóle traktowane jako przedmiot, ale jako uzupełnienie do dziecięcych przeżyć podczas zabawy.”

Arno Stern zajął się dziećmi w sierocińcach po wojnie i właśnie z nimi zaczął rysować. A kiedy urodził się ich syn Andre, postanowili wychowywać go bez szkoły, żona Arno Sterna co prawda była nauczycielką, ale nie dawali synowi żadnych formalnych lekcji, tylko stwarzali naturalne warunki do nauki.
Ważny był kontakt z naturą i sztuką, oraz zasada, by do niczego nie zmuszać, iść za dzieckiem, towarzyszyć mu, a nie pouczać.
Tak samo Andre Stern z żoną Pauline i dziadkami wychowuje swoje dzieci. Wychowanie syna to ważna część książki „Alfabet”. Antonin otoczony miłością i troskliwością rodziców i dziadków,  maluje w Malorcie, bawi się w ogrodzie, w pracowni lutniczej ojca, obserwuje występy mamy, słucha z zamiłowaniem muzyki, naśladuje ruchy dyrygenta,  ale tak samo wrażliwy jest na dźwięki i ruch silników; samochodów, samolotów, odkurzacza czy pralki. Uczy się czytać z rejestracji samochodowych, wtedy, gdy go to zaczyna interesować. Jego nauka jest zabawą, a zabawa nauką.

Sternowie to ludzie wolnych zawodów, żyjący poza głównym nurtem cywilizacyjnym, mający dużo czasu i cierpliwości dla swoich dzieci. Wyróżnia ich też odwaga, by żyć inaczej.
Nieco inna jest opowiedziana w książce historia żony Andre Sterna, Pauline, która była dobrą uczennicą wśród przeciętnych, przeciętną wśród dobrych i trudno jej było w szkołach odkryć swój „żywioł”.
Dopiero  w szkole średniej odnalazła się w teatrze szkolnym, ale nie zdecydowała się iść dalej w tym kierunku, poszła na studia, gwarantujące stabilną pracę.
Tam  odkryła grupę ludzi zaangażowanych w teatr i kiedy trzeba było w końcu z czegoś zrezygnować, zdecydowała się pójść za żywiołem, o którym mówi Ken Robinson w swoich wykładach i książkach.

Chcemy mądrej szkoły dla naszych dzieci

Naszymi gośćmi i uczestnikami dyskusji byli, poza nauczycielami ze szkoły w Bakałarzewie, mieszkańcy Augustowa, prowadzący przedszkole publiczne i przedszkole Montessori, a także Ambasadorka Wiosny Edukacji  z Fundacji Małymi Krokami, Ewa Dańska. Tak mówi o tym, dlaczego przystąpiła do projektu Wiosna Edukacji:
„Jesteśmy zespołem edukacyjnych zapaleńców z Augustowa. Mam przyjemność być liderką tej grupy. Obecnie pracujemy nad stworzeniem „mądrej szkoły” dla naszych (i nie tylko!) dzieci. Mamy już Przedszkole Montessori w Augustowie i… spore grono rodziców, którzy zaznali smaku i jakości alternatywnej edukacji. Szukamy koncepcji szkoły, wciąż się uczymy i inspirujemy. Chciałabym nadal poznawać nowe miejsca i ludzi, by najpierw uczyć się na ich sukcesach i… błędach, a później na własnych”. Z tych powodów była również na tym spotkaniu.

Współpraca nie rywalizacja

My wszyscy jesteśmy w drodze – poszukujemy tego, co działa, obserwujemy, co nie jest najlepsze dla naszych dzieci. Nasze własne dzieci są tym, co najbardziej motywuje nas do zmiany.
Chcemy, jak bohaterowie filmu „Alfabet”, by naszym dzieciom było jak najlepiej i przez to często wpadamy w pułapkę testowania, rankingów, dyplomów, ocen, rywalizacji.
Takie szkoły – chińskie i niemieckie – pokazuje w filmie Erwin Wagenhofer, ale przecież i w naszych szkołach mamy do czynienia z taką presją.
Bronią się przed tym i nauczyciele, i rodzice, a czasem same dzieci.
Rzecz w tym jednak, by to dorośli zrozumieli, że nie musimy wcale iść tą drogą, że możemy stawiać na relacje, wzmacniać talenty, nie wymagać rzeczy niemożliwych, nie zmuszać do tego, by uczniowie byli najlepsi ze wszystkich przedmiotów.
Z punktu widzenia nauki o mózgu takie podejście nie ma najmniejszego sensu. W filmie mówi o tym Gerald Hüther, niemiecki neurobiolog: „każde dziecko jest istotą zupełnie wyjątkową, a jego mózg to twór o niepowtarzalnej strukturze”, odkrycia dotyczące neuroplastyczności mózgu wskazują, że większe znaczenie niż wrodzony talent ma to, jak mózgu używamy.
Niemiecki naukowiec pokazuje jak ważna w naszych umysłach jest współpraca poszczególnych części, możliwa dzięki sieci neuronalnej i porównuje ją do życia w społeczeństwie, pokazując, że znacznie więcej uzyskać możemy dzięki współpracy niż konkurencji.

Bez entuzjazmu się nie da

Gerald Hüther  w swojej książce „Kim jesteśmy, a kim moglibyśmy być” napisał: „Każda z tych małych burz zachwytu prowadzi w pewnym sensie do tego, że w mózgu uruchamia się konewka z nawozem niezbędnym do procesów wzrostu i przebudowy sieci neuronalnych”.
Uczymy się tylko tego, co sprawia nam przyjemność, co budzi nasz entuzjazm.
Jeśli wpadamy w stan zwany „flow”, czyli zapominamy, że się uczymy i że to, co robimy to ciężka praca, wtedy  naprawdę się rozwijamy i jesteśmy szczęśliwymi ludźmi.
Tak samo może być w szkole i tak samo w pracy. Nie musimy wykonywać nudnego czy znienawidzonego zawodu i dopiero w wolnym czasie szukać tego, co sprawia nam przyjemność.
To w szkole i w pracy powinniśmy realizować swoje pasje, rozwijać swoje mocne strony. To jest możliwe, choć wymaga zmiany naszego nastawienia i wprowadzania nowych nawyków do naszego życia.

W drodze do zmiany

W naszej rozmowie inspirowanej filmem skupiliśmy się na tym, jak ważna w edukacji jest rola rodziców i nauczycieli, na  tym, że trzeba poszukiwać talentów uczniów, i to nie tylko tych „akademickich”.
Również na tym, by wzbudzać i podtrzymywać entuzjazm, który jest warunkiem uczenia się; wspierać w rozwoju, ale stojąc nieco z boku, dawać przestrzeń dzieciom.
Chcemy refleksyjnie i odpowiedzialnie podchodzić do różnych systemów edukacyjnych i  zgodnie z przesłaniem filmu – kierować się miłością, nie strachem; być tymi, którzy się zmieniają i sprawiają, że inni też chcą zmieniać.

Wszyscy powinniśmy uczyć się alfabetu na nowo.


Justyna Bober – nauczycielka języka polskiego i angielskiego w gimnazjum i szkole podstawowej, poszukująca ciągle inspiracji i pomysłów, wykorzystująca technologie w codziennej pracy, absolwentka studiów podyplomowych na kierunku neurodydaktyka WSB Bydgoszcz, działa w SETI (inicjatywie sejneńskich nauczycieli j.angielskiego). Jako Przyjaciele Edukacji organizują  spotkania z „eduzmieniaczami”.

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.