Subiektywnie o #LepszaEdukacja – Września 17 i 18 lutego 2017r.

Siedząc w domu, chodząc do szkoły – chcesz czy nie chcesz nie jesteś w stanie uciec od przekazów medialnych atakujących nas na co dzień. Reforma edukacji, nowe podstawy programowe, komisja dyscyplinarna dla nauczycielek za manifestację swoich przekonań. Zmiany, zmiany, zmiany, dobra zmiana. W całym tym zgiełku i jazgocie ucieka to co najważniejsze. Ucieka pasja nauczania i radość jaką daje wejście do klasy i zaciekawione spojrzenia uczniów, niecierpliwie czekających na dzisiejszą przygodę na lekcji.

Prawdą jest, że po takiej dawce negatywnych emocji, po prostu czasem ręce opadają i trzeba szukać motywacji. Jednak właśnie te zaciekawione spojrzenia, te dzieciaki wyczekujące na to co ma się wydarzyć inspirują i napędzają do pracy i wysiłku.

Właśnie w poszukiwaniu “radości z nauczania” zapisałem się na konferencję Lepsza Edukacja. Wiedząc kto będzie i przeczuwając, że to jest ta szansa, która w środku roku sprawi, że zaświeci słońce, że akumulatory wyczerpane radami pedagogicznymi, klasyfikacjami uczniów i stałym rytmem od dzwonka do dzwonka, będą miały okazję do przyjęcia dużej dawki energii. Wsiadłem w samochód i udałem się do Wrześni. Superpechowy początek (niebieski Pan z lizakiem w ręku – wyedukował mnie że nowoczesne samochody i światła LEDowe włączające się automatycznie – to nie powód do dumy, ale powód do mandatu) był tylko zwiastunem tego, że skoro złe już było to może być już tylko lepiej.

Piątek spędzony na inspirujących wykładach o edukacji medialnej, kuluarowe rozmowy z ludźmi których poznałem już wcześniej na stronach FB, nieśmiałe uśmiechy i ciągłe zastanawianie się co się wydarzy w dniu warsztatów. Wszędzie pełno różnych robotów (wszak będziemy uczyć programowania – jakbyśmy tego nie robili na co dzień), maty edukacyjne, książki, interaktywne monitory,  i propozycje różnorakich pomocy dydaktycznych to tylko oprawa tego co miało się wydarzyć.

Jak to się stało że tu wylądowałem?  Jedno zdanie wypowiedziane na forum w 2007 roku: “Jak możesz  wiedzieć coś o pracy nauczycieli skoro nie jesteś nauczycielem?” Efektem którego dwa lata później we wrześniu zabrzmiał dla mnie dzwonek, po raz pierwszy w nowej roli. Po raz pierwszy stanąłem po drugiej stronie klasy i przeprowadziłem swoją pierwszą lekcję dla uczniów. Po raz pierwszy starłem się z rzeczywistością nauczyciela i sławnymi 18-ma godzinami pracy w tygodniu. Bardzo szybko zrozumiałem że te 18 godzin pracy to pierwszy mit pracy nauczyciela z którym przyjdzie mi się zmierzyć. Kolejne lekcje, kolejne rady, kolejne konferencje i studia podyplomowe. Ścieżka kariery nauczyciela przetykana rzeczywistością i mitami edukacyjnymi. Nowi ludzie, znajomości fejsbookowe i kolejny kamień milowy w postaci komentarza na coś z czym się nie zgadzałem. Jak się okazuje to nie wielkie rzeczy pchają nas w nową rzeczywistość, ale właśnie te malutkie codzienne zmagania. Znalazłem się w grupie eduwariatów, którzy czerpią energię z tego co robią codziennie.

W takim właśnie nastroju z niecierpliwością oczekiwałem na pierwsze warsztaty Doroty Czech-Czerniak (wraz z Anną Nowicką)  i ich pomysł na “Escape Room w praktyce szkolnej.” Zasiadłszy cichutko w pierwszej ławce ze smakiem zjadłem cukierka i jak Alicja w krainie czarów wylądowałem po chwili na wyspie zagadek, z książką Dana Browna w dłoni, przypominając sobie jak po łacinie nazywa się świerk pospolity. Wiedza ta zapomniana gdzieś w natłoku rzeczywistości okazała się niezbędna żeby wydobyć hasło z plastikowego sejfu. Hasło do odczytania tylko i wyłącznie za pomocą QR kodu.  Kapitalny pomysł na uatrakcyjnienie każdej imprezy szkolnej która tradycyjnie kończy się po apelu lub jakimś innym przedstawieniu zawodami klasowymi. Zaprosić do zabawy rodziców i uczniów, dać im zagadki i przepuścić przez pracownie szkolne pokazując w praktyce jak wyglądają różnego rodzaju zadania, jaką wiedzę zdobywają ich pociechy i jak można tę wiedzę “sprzedać” i wykorzystać, przy okazji bawiąc się świetnie. Pierwszy potężny kop energetyczny i milion myśli z okazji zbliżającego się święta szkoły. Oj , już wiem że będzie się działo. Zaprezentowany pomysł został kupiony  i już jak to mówią uczniowie: główka pracuje.

Kolejny warsztat na który prawie biegiem pognaliśmy na drugi koniec szkoły zapowiadał się jeszcze bardziej ciekawie, ponieważ prowadząca Anna Grzegory tajemniczo zapowiadała że będzie inaczej niż zwykle. I faktycznie było. Zamiast wysłuchać jej i inspirować się jej wiedzą i pasją, warsztat poprowadziła dziewczynka w czarodziejskim kapeluszu – Iga Bugała. Oczarowała wszystkich nauczycieli, pokazując że nie tylko dorośli uczą dzieci, ale także nasi uczniowie mogą nas czegoś nauczyć. A dokładnie nauczyć nas robić animacje poklatowe w sposób prosty, łatwy i przyjemny.  Jej pasja przechodziła na nas i zarażała jak grypa w wietrzny dzień. Już po paru minutach wyczarowaliśmy za pomocą tabletu i odpowiedniej aplikacji historyjkę z kolorowych kostek do której (O mój ty Boże) zaśpiewaliśmy piosenkę, żeby była jeszcze bardziej atrakcyjna. I znowu, pierwsza myśl pod koniec warsztatu to kolejny pomysł. Jedna z sieciówek tak ulubiona przez naszego kolegę Jacka oferuje do każdych zakupów plastikowe figurki. Parę figurek na grupę, smartfon lub tablet i jedziemy na najbliższych lekcjach. Będzie o zdrowym odżywianiu, będzie o animacji poklatkowej, będzie zastosowanie technologii. Yes, Yes, Yes – cytując klasyka. Trzeba będzie tylko jeszcze odkurzyć stare ołowiane żołnierzyki i porozmawiać z kolegą od historii co oni tam robią i będą kolejne filmy.

W samo południe zasiedliśmy nad tabletami i Anna Cieślarczyk zaczęła nas zachęcać do kreatywnego myślenia na temat tego co można zrobić z Dashem i Dotem. Na pierwszy ogień poszła nauka jeżdżenia robocikami, zaraz po niej zajęliśmy się z Tomkiem próbą nauczenia robota gry na popularnych “cymbałkach” Krótkie poszukiwanie w sieci nut, próba przypomnienia sobie jak to było (DO, RE, MI, FA,…) i już minutkę później Dash wygrywał w kółko “ Sto lat, sto lat”. Oczywiście sto lat dla nas za to że nam się udało. Propozycje wykorzystania robotów na zajęciach zaczęły się mnożyć. Światełka zapalać się i gasnąć, a gromada Dashów biegała po podłodze w trakcie mini wykładu o tym gdzie, jak i dlaczego warto. Czas szybko się skończył i z głową pełną robotyki udaliśmy się na Edugranie do Moniki Walkowiak.

Tutaj jak zwykle nietypowo, najpierw na rozkręcenie myślenia “mucha”- „Mucha w górę, mucha w dół, mucha stop”. Kolejne zabawy, kolejne pomysły, nietypowe wykorzystanie pacek na wcześniejsze muchy, kostki do gry i zabawy w domorosłych malarzy sztuki. Od razu się spodobało, a wcześniejszy warsztat z robotami pozwolił wymyślić jeszcze inne zastosowanie dla przedstawionych gier. Zamiast rzucać kostkę można wykorzystać ozoboty do losowania tego co trzeba narysować. Po namalowaniu można zrobić planszę dla ozobota i prześledzić co i jak zostało namalowane. Namalować mu linię i poprowadzić po tej linii w taki sposób żeby odwzorował to co namalowaliśmy na kartce papieru. Jeszcze tylko generowanie włanych kart dobble gramatyczne (jak ja nie lubię przegrywać), na podniesienie atmosfery zabawa w “ja mam (liczba), kto ma (liczba)” czyli matematyka na wesoło. Wcale nie było prosto dodawać, odejmować w głowie. Osławione już “Kaboom” z patyczkami i przezabawna ankieta ewaluacyjna na wesoło. Ktoś gdzieś rzucił zdanie: “o jak ładnie i nietypowo można zrobić ankiety”. Z uśmiechami na twarzach zaczęliśmy szukać kolejnych warsztatów.

Tuż przed przerwą obiadową, dla zaostrzenia apetytów wylądowaliśmy u Mistrzów Kodowania. Iwona Brzózka-Złotnicka i Asia Apanasewicz przywitały nas z tabletami w dłoniach i mnóstwem pomysłów na temat kodowania. Nowoczesne “piekło-niebo” z zakodowanymi poleceniami dla duszków. Specjalna kostka do gry i zabawy ze Scratchem i Scratchem Juniorem, Lightbot oraz parę innych “różnotabletowych – różnosystemowych” aplikacji do nauki kodowania pozwoliły na udowodnienie teorii Einsteina  zakrzywieniu czasoprzestrzeni. Ledwie weszliśmy do sali, a już za “chwilę” musieliśmy się żegnać. Czas minął błyskawicznie.

Po obiedzie wylądowaliśmy na planecie Scottiego i znowu próbowaliśmy połączyć rzeczywistość realną z wirtualną. Za pomocą gry ScottieGo! programowaliśmy robocika na tablecie. Układanie klocków, skanowanie ich do programu i pokonywanie kolejnych wyzwań uprzyjemniły nam czas. Dobre bo Polskie. Dobre bo z Poznania. Chociaż pozostał mały niedosyt. Moim skromnym zdaniem mogłoby być lepiej jeśli chodzi o wykonanie tej gry i podejście do pewnych
tematów. Udowodniliśmy trenerowi że można pewne rzeczy wykonać zupełnie inaczej niż “autor miał na myśli”, ale to ani czas ani miejsce na to żeby recenzować coś co ma dobre recenzje od innych i rozwija umiejętności i wyobraźnię. Pozostaje żywić nadzieję, że autorzy pomysłu nadal będą rozwijać pomysł i wraz z kolejnymi wersjami zlikwidują drobne potknięcia. W każdym razie znowu było wesoło i znowu było za krótko.

Wybór ostatniego warsztatu był wyzwaniem, ponieważ z wielu propozycji trzeba było się zdecydować na ostatnią 30 minutową sesję, a do zobaczenia i posłuchania było nadal dużo.

Kierując się myślą, że mężczyznom z wiekiem zmieniają się tylko zabawki wybraliśmy kolejne warsztaty z robotyki. Tym razem z wykorzystaniem zmodyfikowanego Scratcha próbowaliśmy nauczyć mBoty mrugania światełkami, korzystaliśmy z zamontowanych w nich różnych czujników do sprawdzenia jak reaguje robot na to co chcemy żeby zrobił. Osiągnięciem godnym podziwu było zaprogramowanie sygnałów świetlnych (czerwono-niebieskich) wraz z dźwiękowymi (wysokie C na zmianę z innymi) oraz spowodowanie że napotkana przeszkoda w postaci krawędzi stołu powodowała zastopowanie robota. Oczywiście programowanie odbywało się za pomocą aplikacji, a sam ruch robota wywoływany był odpowiednimi kursorami na klawiaturze. Niestety nie można było postrzelać, a na ławkach na szczęście nie rosły drzewa na których nasz robocik mógł skończyć swój żywot.

W ten sposób skończył się dzień warsztatowy. Niestety na wielu interesujących warsztatach nie udało nam się być z braku czasu. Dla miłośników nadgryzionych jabłuszek Barbara Halska prowadziła warsztaty z iTunes U, Darek Stachecki wprowadzał do Swift Playgrounds. Miłośnicy linuksa byli inspirowani przez Adama Jurkiewicza informacjami nie tylko na temat darmowych systemów operacyjnych, ale połączenia linuksa, programowania w Pythonie oraz pomysłu “Inteligentnego miasta”. Gdzieś tam programowało się w Scratchu, można było pobawić się w programowanie unplugged i wiele wiele innych warsztatów na które po prostu nie starczyło czasu.

I tak skończył się czas, minął dzień, zakończyła się konferencja.

A co dalej ??

A dalej to chciałbym po prostu podziękować tym wszystkim od których “podkradłem” energię. Energię i pomysły pozwalające zapomnieć o codzienności. Energię i fascynację tym co się robi. Udało naładować się uśmiechem, pomysłami, inspiracjami “akumulatory”. Przypomnieć sobie po co to robimy.

I już po konferencji, wieczorem robiąc zakupy i wracając do prozy codzienności w jednym ze sklepów udało się znaleźć kolejny drobny, ale wielki kamień milowy, który położył ktoś na półce mając coś zupełnie innego na myśli, chociaż z bezpośrednim przekazem mówiący dokładnie to co udało mi się znowu złapać na warsztatach i wykładach we Wrześni.

“Do it with PASSION” a  dla mnie „Do IT with PASSION.”

 

_________________________________________________________________________

Maciej Danieluk – urodzony w Poznaniu, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza na kierunku Planowanie Przestrzenne i Gospodarka Lokalna. Od 2009 roku nauczyciel informatycznych przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Powszechnych w Damasławku – technikum informatyczne, oraz informatyki w Szkole Podstawowej (I-VI) i Gimnazjum.  Twórca, właściciel i długoletni (2002 – 2008) prowadzący portal internetowy dla nauczycieli pod adresem: http://www.literka.pl. Fanatyk wykorzystania TiK w edukacji.

 

Zapisz

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.