TiK w klasach na obcasach…

Wykonując z wielką przyjemnością swoje zawodowe zadania często odwiedzam różne szkoły i spotykam się z wieloma nauczycielami, którym niosę, jako, że piszę te słowa w niedzielę – cyfrowe błogosławieństwo. W tych placówkach spotykają mnie bardzo ciekawe, często „zabawne” sytuacje… Proszę mi wierzyć, wejście do każdej nowej placówki, to jak następna część – Indiana Jones i wielka niewiadoma.
Dzisiaj opowiem Wam o przygodach z tablicami multimedialnymi, czyli „Indiana Jones i tajemnica tablicy”.

W związku z Cyfrową Szkołą i wieloma zmianami, do szkół wpadały drzwiami i oknami (zwłaszcza w piwnicy), urządzenia cyfrowe –  w tym tablice interaktywne, multimedialne, dotykowe, cyfrowe, jak zwał tak zwał. Ich drogi są najróżniejsze, co głównie spowodowane jest finansową niemocą edukacji na zielonej wyspie, ale nie tylko…
Tablicę może zakupić dyrektor za własne pieniążki, może otrzymać ją, w ostatnio modnym, prezencie od wydawnictwa, w ramach projektów organizowanych przez szkoły czy gminy, lub jeszcze inną tajemną drogą, jak to na Indianę Jonesa przystało. W związku z tym dzieją się prawdziwe cuda.
Ale poważnie, w wielu szkołach tablica jest traktowana jak Święty Graal, a miejsce jej zawieszenia jest owiane niezwykłą tajemnicą, nie każdy ma do niej dostęp, zresztą paniczny strach przed nieśmiertelnością blokuje nauczycieli przed jej dotykaniem, tym bardziej używaniem, bo spadnie, bo się zepsuje.
Jak powstają różne nienaturalne sytuacje, można zrozumieć na przykładzie „ideału”. W przypadku zakupu pierwszej tablicy, oczywiście po zbadaniu różnych jej odmian, zdecydowaniu się na najlepszy model pod względem wielkości i funkcjonalności, w tym ceny oczywiście, – firma przysyła swoich pracowników, którzy zgodnie z zasadami BHP i ergonomii, posiadając wszelkie uprawnienia zawieszają tablicę we wskazanym miejscu, lub to miejsce wskazują. Zestaw jest wyposażony w odpowiednie okablowanie, osprzęt i odpowiedni projektor cyfrowy.
Należy zdawać sobie sprawę, że ta martwa płyta zostanie jednak ożywiona tylko i wyłącznie palcem lub pisakiem nauczyciela, a do tego potrzebna jest wiedza tajemna jak to zrobić. Tu konieczne jest szkolenie dla nauczycieli, często firmy takie szkolenia oferują w cenie lub odpłatnie – co uważam za haniebny proceder, choć może na jedno wychodzi. Jednak, jak takie szkolenie średnio na jeża wygląda? Przyjeżdża Ktoś, zbiera wszystkich nauczycieli w jednej sali, otwiera szeroko okna, co by nie posnęli i rozpoczyna wykład ze skutecznego obmacywaniu tablicy, genialne, prawda? Taka sesja terapeutyczna trwa średnio 2 godzinki i do widzenia, resztę państwo sami opanujecie w praktyce, bo to trzeba dotknąć – na koniec, oczywiście rzece Ktoś!
Jednak mamy wiele odstępstw od takiej formy wzbogacenia placówki o Graala. Często tablica zostaje podarowana w geście świętej lojalności przez wydawnictwo, zwykle jest to najniższy model najlepszej firmy. I jaki problem, ano taki, że w zestawie nie ma okablowania, często oprogramowanie jest niepełne, lub przedstawiciel zapomniał dodać, że za miesiąc wersja demo przestanie działać…
Identyczna sytuacja ma miejsce w przypadku tablic uzyskiwanych w różnych projektach. Jakie rodzi to patologie, ano z doświadczenia, tablicę często zawiesza konserwator złota rączka, bądź informatyk, a żaden z nich nie ma pojęcia jak to zrobić. Oczywiście wiele informacji na ten temat można znaleźć w sieci, a jednak nie zawsze to pomaga i wtedy…
I wtedy dzieją się takie, prawdziwe historie ze szkół, w których gościłem, historie iście zjawiskowe.

Zjawisko pierwsze:

Tablica zostaje zawieszona w poprzek sali, bo nikt nie wpadł na odkręcenie skrzydła tryptyku starej tablicy z przodu, lub tam było gniazdko. Często tablica jest ustawiona przy ławkach na wprost okien. Oczywiście skorzystać z niej by mogli tylko uczniowie w jej promieniu się znajdujący. Dlaczego mogliby? Ponieważ bliskość ławek już dawno spowodowała wyjęcie kulki (tak, jeszcze na kulki…) z myszki oraz testowe wyrobienie portu USB.

Zjawisko drugie

Tablica powieszona w piwnicy, żeby oczywiście wszyscy do niej mieli dostęp. Procederu tego dokonał konserwator, a kabel VGA i samozwańczy prądowy z pełną mocą  został przytwierdzony do sufitu, niestety kończy się na wysokości parapetu obok biurka. Wtedy podłączenie komputera, można powiedzieć, ma miejsce w chmurze, ponieważ jest on zawieszony pomiędzy biurkiem a parapetem, co naraża gniazdo komputera na niezwykłe przeciążenie. Wiem, można to rozwiązać następnymi kabelkami, ale czy koniecznie?

Zjawisko trzecie

Reprezentacja naszych wspaniałych nauczycieli jest liczna, jednak niewysoka z natury. Bo przecież takie kryterium wcale nie było brane, podczas selekcji naturalnej zatrudniania, pod uwagę, a szkoda. Zdarza się, że tablica jest zamocowana na wysokości powyżej metra, co dyskwalifikuje część grona w zawodach w zamknięciu nowej karty w prawym górnym rogu. Choć usłyszałem od jednej Pani: jak założę szpilki jest ok! Więc nic nie stoi na przeszkodzie nowej praktyki, przychodzimy w trampkach i wskakujemy w szpilki, a niewysocy panowie w buty na koturnie…

Zjawisko czwarte

Aby światło rzutnika pokrywało się z przestrzenią użytkową tablicy, co przy wielu modelach ma kluczowe znacznie, niezbędnym jest odpowiednie jego zainstalowanie. Należy zachować odpowiednie proporcje, niestety nie wszystko można za pomocą ustawień projektora zniwelować. A tu jak świeci to świeci, ale gdzie już świeci, nieistotne. Trzeba wiercić jeszcze raz, a tu nowe obowiązki, muszla w toalecie zapchana… czas leci, a tablica jak nie świeci tak nie świeci…

Zjawisko piąte

Szkoły uzyskując tablice z różnych źródeł, otrzymują sprzęty rozmaitych marek i narażają nauczycieli na zespół chronicznego – wczoraj działało. Spotkałem się z przypadkami, gdzie w jednej szkole znajdowały się tablice czterech różnych firm,  z różnym oprogramowaniem. Niby zasada działania taka sama, ale różnice często dyskwalifikują efektywne wykorzystanie tablic. W naszych szkołach to raczej nauczyciele zmieniają klasy, a nie uczniowie. Proszę sobie wyobrazić przygotowanie się nauczyciela do lekcji w czterech różnych salach i tablicach, oczywiście mówię o legalnym korzystaniu z oprogramowania. Tak, są różne rozwiązania dla tego problemu jak Open Sankore, ale kto o tym wie?

Zjawisko szóste

Znikające płytki i tajne hasła, sprzęt tajemny. Myślę, ze warto nakręcić odcinek sensacji XXI wieku na temat tajemnic w szkołach. Szkoły często posiadają sieć WiFi, która jest na prośbę szefa albo skąpego informatyka tak skrzętnie zablokowana, ze nikt już hasła nie pamięta. Do tablic często dorzuca się komputer przenośny, czyt. po zakończeniu pracy wypnij i odnieś do dyrektora. Ja osobiście widziałem taki, darowany, jeszcze folia na szybie, tylko napęd się nie otwierał, tzn. otwierały go tylko długie tipsy jeden z pań. Niestety takie wypinanie, przenoszenie, jeszcze w przypadku czterech różnych firm, czterech różnych softów, może tylko skutkować zaniechaniem korzystania z tablic.

Te kilka moich subiektywnych doświadczeń z obcowania z multimedialnym Graalem, niestety prawdziwych. Pewnie wielu z Was uzna to za niemożliwe, inni mają podobne doświadczenia lub …zupełnie inne. Co jednak nie zmienia faktu, iż wiele prądu z gniazdek na marne popłynie, zanim szkoły racjonalnie i efektywnie wykorzystają tablicę interaktywną.

Print Friendly

3 thoughts on “TiK w klasach na obcasach…

  • 8 września 2013 o 07:01
    Permalink

    Marcin, dzięki za ten tekst. Sama prawda, bez trzymanki. Mam tablicę, wiecznie się rozkalibrowuje. Guziczki z pisaków wypadły już na samym początku użytkowania, więc się nie da klikać. Dzięki bogu są gry – jak milionerzy, memo, gdzie wystarczy dwa razy stuknąć. Oczywiście korzystam z mojego Interbubla cały czas, jako ekran do projektora i tu się sprawdza całkiem nieźle.

    I jeszcze słowo o Twoim tekście – piszesz rewelacyjnie. Wciąga jak „Sensacje XX wieku” Wołoszańskiego, tylko bardziej 🙂 Może się pokusisz o cykl?

    Odpowiedz
  • 8 września 2013 o 17:19
    Permalink

    Tekst z życia wzięty, choć przyznam, że przeczytałam go z lekką dozą niepokoju. Czekam właśnie na tablicę, rzutnik już wisi pod sufitem, ale tablicy póki co ni widu ni słychu. Szpilek z założenia nie noszę, więc w razie czego pozostanie mi wspinanie się na krzesełko. Zastanawiam się też jak skalibrujemy to cudo, skoro rzutnik już przytwierdzony do sufitu :-(.

    Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 08:07
    Permalink

    Ale się uśmiałem !!!

    Wspaniały artykuł potwierdzający w genialny sposób, że tablice interaktywne powinny ze szkół zniknąć !!!

    Oto kilka powodów:

    1. Powód GŁÓWNY: tablica interaktywna podtrzymuje system edukacji „nauczyciel-uczeń” tzw. „ex cathedra”. W systemie tym nauczyciel w mniej lub bardziej atrakcyjny sposób „odtańcowuje” swój teatrzyk przed uczniami, którzy z kolei myślami błądzą w obszarach zupełnie innych.

    Zmiana tego systemu, likwidacja klas, lekcji, dzwonków jest niezbędna i to natychmiast ! Ale tablica interaktywna podtrzymuje obecny archaiczny system !

    Nie dajmy się zwieść temu, że „się błyska i mryga”. To nie ma nic wspólnego z nowoczesnością. Jest jak wycięty z tektury kształt komputera, a w środku bateryjka 4,5 volt i żaróweczka. Niby świeci, ale to jednak nie komputer …

    2. Ergonomia tablicy interaktywnej jest koszmarna. Aby z niej skorzystać trzeba stracić ogrom czasu, a efekt w postaci np. oglądania na tablicy mapy, którą uczniowie mają w swoich atlasach lub mogą mieć na swoich tabletach jest żenujący.

    Mazianie „palcyma” po ledwo widocznym obrazie i uzyskiwanie rozczulających wręcz „efektów specjalnych” to porażka systemu edukacji. Jaką WARTOŚĆ DODANĄ ma oglądanie mapy czy czegokolwiek innego na takiej tablicy w porównaniu do kartki papieru lub ekranu tabletu ???

    Jaki sens ma użytkowanie tablicy przez JEDNEGO UCZNIA, podczas gdy reszta ogląda jego popisy z ławek ???

    Czy ktoś wreszcie krzyknie tutaj, że KRÓL JEST NAGI !!! ???

    Przecież to urządzenie ośmiesza ergonomię, logikę, inteligencję i zdrowy rozsądek !

    Jeżeli ktoś z Was zauważa zalety tablic interaktywnych, to proponuję je tutaj wypisać. Jestem ciekaw, jak praktycy zweryfikują moje spostrzeżenia.

    3. Problemy techniczne:
    – złe oświetlenie
    – złe oprogramowanie
    – awarie
    – zła jakość obrazu

    ***************

    Była kiedyś taka sytuacja w pewnej państwowej instytucji jeszcze za czasów PRL. Otóż posiadana drukarka (ogromnych rozmiarów igłówka, wożona na specjalnym stole z kółkami) musiała być wykorzystywana raz w jednym a raz w drugim pomieszczeniu. Niestety, pomiędzy pomieszczeniami był próg, oraz przejazd był za wąski. Wykonano więc poszerzenie drzwi, ale nie przebudowano progu. W związku z tym operacja przewożenia drukarki była skomplikowaną operacją logistyczną.
    Po pewnym czasie zrobiono pochylnię, dzięki której transport stał się łatwiejszy.
    Aż przyszedł ktoś, kto podpiął drukarkę do długiego kabla i zakończył ten cyrk …

    Przykład drugi: pewnie wszyscy znacie Jasia Fasolę w scenie na plaży, gdy się przebiera w niezwykle skomplikowany sposób na oczach mężczyzny siedzącego na leżaku. Ponieważ nigdzie nie ma przebieralni, więc Jaś Fasola stara się tak przebrać w kąpielówki, żeby ten człowiek niczego nie zauważył. Jego iście cyrkowe sztuczki kończą się sukcesem i w tym momencie mężczyzna wstaje i okazuje się, że to niewidomy z laską …

    Te dwa przykłady doskonale obrazują sens (a raczej BEZSENS) stosowania tablic interaktywnych. Z ich powodu dokonujemy absurdalnych ewolucji, wydurniamy się na oczach uczniów, a tak naprawdę wszystkie te działania są BEZ SENSU …

    Co więc należałoby zrobić ? To proste:

    – likwidacja klas, dzwonków, lekcji
    – każdy uczeń ma urządzenie z ekranem dotykowym (niedługo ich cena spadnie do poziomu kilkudziesięciu zł, w Indiach już kosztują około 100 zł)

    I tyle …

    Gdzieś już kiedyś napisałem, że stosowanie tablic interaktywnych przypomina kowboja, który po przesiadce z konia na samochód ciągle przyprowadza swój samochód do wodopoju …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.