Dyski pewnej polonistki

google dyskPamiętam czas, kiedy za niskie czytelnictwo, brak szacunku dla słowa i nieostrożne posługiwanie się książką, głośno i bezkrytycznie obwiniałam Internet. Nikt ani nic nie było mnie w stanie przekonać, że duch Mickiewicza, może krążyć w sieci.
Dziś wiem, że tam jest, ma się bardzo dobrze, a zamiast seansów spirytualistycznych proponuje spotkanie na ciekawych stronach czy w atrakcyjnych aplikacjach. W dużym uproszczeniu, po latach dydaktycznych doświadczeń, wychowawczych wyzwań, stoję na stanowisku, że Internet nie jest przeszkodą w nauczaniu języka polskiego, wręcz przeciwnie, jest istotnym komponentem działań metodyczno-wychowawczych, adekwatnych do możliwości i oczekiwań współczesnej młodzieży. O jego praktycznym wykorzystaniu, możliwościach i zasobach z perspektywy polonistyki, będzie traktował niniejszy artykuł.

Szanowni Czytelnicy, nie posiadam urządzeń pamięci przenośnej, powszechnie zwanymi pendrive’mi, a jeśli posiadam, nigdy nie potrafię ich znaleźć, w krytycznych momentach, takich, jak: lekcja czy publiczne wystąpienie wymagające wsparcia się przygotowaną wcześniej prezentacją.
Ten brak rekompensuje mi jednak konto Gmail, którego jestem, mimo wielu krytycznych głosów, dumnym użytkownikiem. Daje mi ono możliwość korzystania z dobrze zorganizowanej poczty i kalendarza zsynchronizowanego z telefonem, który dyskretnie acz stanowczo przypomina mi o kolejnych wydarzeniach z moim udziałem. Jednocześnie to konto otwiera przede mną możliwość korzystania z dysku Google, który nadrzędnie pełni dla mnie funkcję osobistej chmury, w której gromadzę i archiwizuję wszelkie stworzone bądź adresowane do mnie z zewnątrz dokumenty, bez względu na ich format i jakość. We właściwie opisanych przeze mnie folderach przechowuję sprawozdania, fragmenty dzieł literackich, ebooki, czy fragmenty muzyczne. Daje mi to ogromne poczucie bezpieczeństwa, gdyż dostęp do jakiegokolwiek komputera, zapewnia mi jednocześnie dostęp do nich, odtworzenie ich, w razie potrzeby – edycję i możliwość udostępnienia innym użytkownikom. Niejednokrotnie, co prawda metaforycznie, dysk Google ratował mi życie, a co najmniej reputację osoby rzetelnej i systematycznej. Dzięki  wykorzystaniu opcji offline, możliwe jest działanie, operacje na dokumencie, prezentacji bądź arkuszu w warunkach (o zgrozo!) braku dostępu do sieci. Warto jednak pamiętać, aby tę opcję wykorzystywać wyłącznie na urządzeniu osobistym!

Jednocześnie to samo narzędzie umożliwia mi tworzenie i edycję nowych dokumentów, które w razie potrzeby mogę zapisać w dowolnym formacie w pamięci twardej komputera. Tak powstała cała moja dokumentacja związana z awansem na stopień nauczyciela dyplomowanego. Skrzętnie opisywałam swoje doświadczenia zawodowe będąc pasażerką w autobusie, panią zasiadająca na rynkowej ławeczce, ba zdarzyło mi się to nawet czynić na szkolnym korytarzu. Z łatwością wykorzystywałam do tego tablet bądź smartfona.
Ogromną zaletą tego narzędzia w aplikacji Google, jest fakt, że edytowany dokument nie wymaga świadomego zapisu, poprzez kliknięcie w ikonę “zapisz”, dzieje się to automatycznie i systematycznie – wszelkie zmiany zapisywane są w dokumencie na dysku Google.
I to co najlepsze, z czego korzystam równie często jak i ochoczo, to narzędzie w aplikacji o nazwie prezentacje Google’a. To tam powstają wszystkie wykorzystywane przeze mnie prezentacje, służące celom dydaktycznym i nie tylko.  Każda moja lekcja przeniesiona jest na prezentację, a w niej zapisany jest temat, cele lekcji i wymagania jakie stawiam uczniom. Kolejne slajdy dokumentują właściwy tok lekcji, zawierają zadania, linki do potrzebnych stron, filmiki czy obrazki.
Każda epoka ma swój kolor, na przykład lekcje wprowadzenia w klasie pierwszej są zielone i tchną optymizmem, zaś lekcje powtórzeniowe w klasie czwartej, złowieszczo podkreślane są przez kolor czarny. Powtórki z kolejnych partii materiału oznaczam kolorem czerwonym. Ma to korzystny wpływ na pamięć ucznia, systematyzuje mu wiedzę, a  tok lekcji czyni konsekwentnym i przejrzystym.
Atutem, który ma dla mnie ogromne znaczenie jest fakt, że zebrane są one w jednym miejscu, podzielone na klasy i  odpowiednio w nich przypisane. Dzięki temu mam możliwość: sięgnięcia do nich w  każdej możliwej chwili, ponownego omówienia materiału, bądź przywołanie treści z poprzednich lekcji. To duży komfort, dla mnie i dla moich uczniów.

Aplikacja dysku Google jest moją ulubioną i konsekwentnie przeze mnie wykorzystywaną. Jestem laikiem w świecie możliwości IT, mimo to poruszam się w niej intuicyjnie, a i często, jak się okazuje, efektywnie. Dzięki niej odkryłam Mindmap czy MindMup – atrakcyjne aplikacje do tworzenia map mentalnych i wiele innych możliwości równie atrakcyjnych, co przydatnych.
Czy boję się Internetu? Jasne, że tak! Czy ten strach mnie blokuje? Oczywiście, że nie! Codziennie odkrywam zalety sieci, jej możliwości, pracuję na zasobach a nie jej brakach, przede wszystkim zaś pracuję z uczniem, dla którego ten świat jest światem naturalnym, danym i oczywistym. I tu moja sprawność, mój rozwój już nie jest kwestią mojej osobistej ambicji, a raczej nauczycielskiej wiarygodności. A Mickiewicz…no cóż, ma swój bezpieczny, wygodny i często odwiedzany folder na moim dysku Google.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarz do “Dyski pewnej polonistki

  • 10 lipca 2015 o 16:07
    Permalink

    Ja tez korzystam z dysku, głównie do przechowywania zapasowych wersji dokumentów. To, co Pani opisuje, to świetne i naprawdę kompleksowe wykorzystanie narzędzi. Do tego darmowych 🙂 dziękuję za inspirację!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.