Jak to jest z motywacją uczniów?

Nauczyciele nastolatków często narzekają, że uczniom brakuje motywacji. Z pewnością jest to częściowo wynik okresu dojrzewania. Ale na pewno nie tylko. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ na uczniów mają warunki, jakie im stwarzamy. Nie mam tu na myśli warunków fizycznych (chociaż przestrzeń też ma znaczenie). Dzisiaj chciałabym skupić się na naszym podejściu do uczniów: na języku, metodach pracy, sposobach oceniania i emocjach, jakie nasze działania wywołują. Przyjrzyjmy się temu głębiej.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Czy i co zmieni AI w edukacji, na przykładzie ChatGPT

Coś trzeba posprzątać i przygotować się na nowe. Już nie tylko sprzątanie ze studentami brzegów Jeziora Kortowskiego, zanosi się na coś znacznie poważniejszego (Fot. Archiwum UWM).

Co i jak zmieni AI w nauczaniu i edukacji? Co zmieni w pracy nauczyciela? Skoro można zautomatyzować na zupełnie innym poziomie wiele czynności? Czy tylko jest zagrożeniem, bo uczniowie mogą łatwiej ściągać i pisać niesamodzielnie prace pisemne? A może AI to coś więcej niż pomoc w uczniowskim ściąganiu i dobre narzędzie dla nauczyciela? Tylko trzeba się nauczyć jak z niego korzystać. 

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Dyktatura klopsów

Grafika z pixabay.com na licencji CCO

Jak wiadomo jesteś tym, co jesz. Kuchnia i programy kuchenne opanowały media. Programy to popularne, ponieważ prawie każdy w Polsce gotuje wodę na herbatę i jest od gotowania ekspertem. Chciałbym dziś Państwu opisać Polski System Kuchenny.

Akcję „Jesień Kuchni Polskiej” rozpoczyna u schyłku lata wytrysk liczb uświadamiających ludności pracującej miast i wsi Kraju nad Wisłą społeczną wagę kuchni i gotowania – odbiorcy mediów wszelakich otrzymują wyczerpujące dane o liczbie lokali, etatów, ton przerobionych warzyw, wysiłków w sprowadzaniu przypraw, ilości wyprodukowanych bądź będących w produkcji kotletów i zapierających dech w piersiach nakładów finansowych  – ogólnie rzecz biorąc okrutnego kuchennego wysiłku ludności Polski, sterowanego wprawna ręką Naczelnego Kucharza Polski.

Na ostatni tydzień sierpnia przypada koniec sezonu ogórkowego, a nastaje czas kotletów, czas odkurzenia lekko przyprószonego piaskiem wakacyjnych hulanek tematu polskiej sztuki restauracyjnej, która właśnie otrząsa się z dwumiesięcznego letargu, a na której bezbłędnie znają się wszyscy, bo albo kiedyś jedli, jedzą codziennie albo znają takich co jedzą. 

Powoli ruszają młyny kuchenne, a klasa robotnicza, chłopi i inteligencja pracująca szykują hufce dziatwy spragnionej jedzenia, czyli zasoby mięsa dla owych młynów. Masa, która trafi do fabryk będzie w nich mielona, mieszana, doprawiana i formowana w kotlety wg specjalnych przepisów pożądanych cech i dobranych do nich działań formujących w celu wydania produktu doskonałego i oczekiwanego przez społeczeństwo – ukształtowanego, pełnowartościowego, polskiego na wskroś kotleta w panierce z dodatkiem kapustki. 

Klops

Tuż po akcji cyferkowej następują regularne medioskurcze o przepisach na kotlety, ich przeładowaniu, niedostosowaniu do życia, składnikach trącących myszką – czyli o słabej jakości algorytmu na polskiego patriotycznego kotleta. Rzesze redakcji wysyłają w teren łowców głów, którzy w regularnych łapankach przepytują “fachowfów” na okoliczność niedoskonałości przepisu gdzie autorytarnie wskazywane są niepotrzebne składniki, ich złe proporcje, tragiczne sposoby przyrządzania i ogólnie syf w kuchni w dodatku słabo zarządzanej, ale z aspiracjami do pięciu gwiazdek Michelin. Naczelny Kucharz Polski pohukuje z ekranów a to o złych i leniwych podkuchennych i kuchcikach, którym tylko urlopy w głowach miast obróbka mięcha, a to o szefach kuchni, którzy nie chcą jarać pod kotłami, a to o ogromnych pieniądzach, które dosypuje do systemu kuchennego marnowanych przez właścicieli kuchni. On z zespołem ekspertów nieba przychyla i przysięga, że robi wszystko, by kotlety były w chrupkiej panierce. Niestety kuchnie sabotują starania resortu produkcji kotletów i zamiast finalnego schabowego w chrupiącej złocistej skorupce z tartej bułeczki wychodzi – no właśnie. Klops. 

To znaczy nie całkiem klops, bo ogólnie to oszałamiający sukces, że kuchnie w ogóle działają, choć Naczelnik przyznaje, że mimo iż wyposaża kuchnie w kosztujące krocie najfajniejsze markowe sprzęty do gotowania i smażenia w każdej z nich brakuje średnio jednego kuchcika. Takie chwilowe braki w załodze są w każdej branży, a szefowie kuchni oczywiście przesadzają z wieściami o tragicznej sytuacji, która nie jest wyjątkowa lecz wręcz normalna w świecie kuchennym. Wskazywane przez właścicieli kuchni alarmujące wskaźniki w braku podkuchennych od ważenia, doprawiania i wysmażania mięsa oraz marnowaniu sporych ilości mięsa mistrz kuchni polskiej zbywa stwierdzeniem, że jakby co to leśnicy, policjanci i wojskowi WOT zawsze mogą w kuchniach resortowych pomóc, bo się znają, bo gotowali kiedyś, a zresztą to nie jest takie trudne i kotleta może zrobić właściwie każdy funkcjonariusz ze wskazaniem na kościół katolicki, gdyż wtedy oprócz produktu patriotycznego wyjdzie dodatkowo bogoojczyźniany, a jak wiadomo ten jest najlepszy w każdym menu. 

Dzień Kuchni Polskiej

Napięcie wzrasta do połowy października, kiedy obchodzony jest Dzień Kuchni Polskiej. Tego dnia wszystkie redakcje eksplodują fajerwerkami eksperckich przepisów na kotlety made in Poland, rozmowami z innowacyjnymi kuchcikami używającymi znanych przypraw, ale w dziwaczny sposób, który przeważnie poprawia jakość produkowanych przez nich porcji. Do studiów zaprasza się profesorów od żywienia, którzy opowiadają o ciągłej zmianie Polskiego Systemu Kuchennego (zmianie na lepsze ofkors!), nowe pomysły komunikuje wszystkimi kanałami Naczelny Kucharz Polski, a politycy wszelkiej maści prześcigają się w docenianiu pracy podkuchennych, kuchcików i kucharzy z obietnicami lepszych zarobków na czele „jak tylko nadejdzie pora” – legenda o śpiących rycerzach wiecznie żywa. Publikuje się niezliczone słupki pokazujące jak nasz System wypada na tle systemów kuchennych Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii z zaznaczeniem, że nasze kotlety może i trochę przaśne, że zarobki w kuchniach skandaliczne, ale za to wygrywamy ułańską fantazją nawigując na drzwiach od stodoły i utrzymując się w ogóle w słupkowych wykresach. W Dniu Kuchni Polskiej we wszystkich mediach spotkać można zatroskane polską kuchnią polskie twarze, usłyszeć fantastyczne eksperckie przepisy i przenikliwe opinie o koniecznej reformie całego Systemu lub – o zgrozo! – o jego niewydolności. Tego dnia kuchnie nie pracują – wolne mają wszyscy kucharze i kucharki. 

Wieczni dwudziestowieczni

Co ciekawe wszystkie media wraz z Naczelnym Kucharzem Polski jakoś nie zauważają, iż dramatycznie zwiększa się wiek pracowników kuchennych, a świat w niespotykanym tempie galopuje w dal! Z uwagi na ciężką pracę, coraz to nowe i bardziej zmodyfikowane, a nawet kompletnie różne od niedawnych gatunki mięsa na kotlety, bardzo słabe wynagrodzenia, oraz ogólne przekonanie społeczeństwa o słabych wynikach pracy przy kotletach, do zawodu kucharza nie garną się nowe kadry. Kucharze w Systemie w większości ciągle używają starych przypraw do nowych gatunków mięs, smażą na przepracowanych olejach i produkują kotlety wg przepisów z XIX w. leżące na wątrobie lub wymagające wielokrotnego powtarzania procesu, aby w XX w. były akceptowalne. Fantastycznie i prężnie rozwija się za to rynek szkoleń kucharskich, które kucharze muszą przymusowo przechodzić w czasie wolnym od pracy w kuchni,  który przy zarobkach w żaden sposób nie odzwierciedlających nabywanych umiejętności jest największym papierowym rynkiem szkoleń w Polsce. Poza tym bycie pracownikiem kuchni jest deprecjonujące – wszak gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, co dopiero w przypadku 600 tys. pracowników!

Kotlety więc nie są „eko” i „fit”, nie wywołują efektu „wow” i zasadniczo nie zadowalają konsumentów, którzy na nie gremialnie narzekają. 

W takiej sytuacji konsumenci wbrew zapewnienim Naczelnego Kucharza Kraju o nieskazitelnej jakości produktu w celu poprawy smaku i niestrawności kotletów biorą półprodukty Polskiego Systemu Kuchennego i na własną rękę z pomocą – o ironio! – tych samych kucharek systemowych (ale sowicie opłacanych i pracujących indywidualnie nad każdym kotletem) dokonują ich cudownej zmiany na produkty jeśli nie z najwyższej półki, to choćby zjadliwe. Za własne, po raz drugi wydane pieniądze konsumenci otrzymują kotlety, które chociaż z wyglądu przypominają te od Babuni. Fakt ten przeczy tezom o słabym przygotowaniu kucharzy – w momencie zapewnienia im godziwych warunków pracy kotlety wychodzą ok! Nie wszystkich jednak stać na indywidualnego kucharza i mimo szczytnego celu większość produktów systemu to jednak klopsy. Od czasu do czasu słychać głosy wołających na puszczy o nagim królu, ale jak wiadomo puszcza jest ogromna, a głosy nieliczne.

The Day After

Po Dniu Kuchni Polskiej cały informacyjny stream wraca do normalności, czyli o kuchni nie pisze nic, albo piórem pojedynczych zapaleńców, choć wszyscy codziennie jedzą, mają niestrawności i mnóstwo przykładów z najwyższych sfer życia politycznego o zastraszającej ilości klopsów w tymże. Klopsy w zasadzie wyparły kotlety do których wszyscy zaczynamy tęsknić jakby nie zauważając, że ogólna sytuacja systemowej kuchni nie zmierza w kierunku produkcji kotletów, a raczej klopsów właśnie. Klopsy zadomowiły się w świadomości, a słynne zdanie Kisiela o urządzaniu się w dupie można przełożyć na ogólnopolską zgodę na dyktaturę klopsów we wszystkich restauracjach. Zamówienie kotleta graniczy z cudem, bo i dostępność słaba i wstyd raczej trochę, jak wszyscy wokół wcinają klopsy. Zaczynamy rozróżniać lepsze i gorsze klopsy, dostosowywać do nich menu, a że kapustka do klopsa nie pasuje, tym gorzej dla kapustki. Kotlety w panierce powoli odchodzą w niebyt, gdyż coraz mniej kucharzy umiejących je przygotować a i coraz mniej smakoszy potrafiących docenić ich smak i walory. Masy wychowane na klopsach żądają klopsów i sosiku do ich zalania. Pojawiają się również produkty kotletopodobne, ale są dziedziny, gdzie kotlet musi być kotletem i żaden klops nie przetrwa w starciu z rzeczywistością.

Dla podbicia efektu oszałamiającego sukcesu Polskiego Systemu Kuchennego dla różnych typów kuchni raz w roku organizowany jest egzamin świeżych kotletów, gdzie sprawdza się ich jakość, zgodność z oczekiwaniami i zamówieniem konsumentów. Egzamin ma potwierdzić potrzebę utrzymania przy życiu i wysoką jakość Polskiego Systemu Kuchennego, co corocznie niepodważalnie potwierdza. Coraz więcej klopsów w przekonaniu o własnej kotleciarskości egzamin ów zdaje i trafia do zdziwionych konsumentów oczekujących jednak kotletów! I panierki! Niektórzy faktycznie je dostają, bo w niektórych kuchniach pracują jeszcze kucharki i kucharze znający przepisy na kotlety, a niektórymi kuchniami kierują fantastyczni szefowie kuchni. 

I do nich właśnie w Dniu Kuchni Polskiej kieruję moje błagania: nie odpuszczajcie! Więcej kotletów w panierce! Precz z dyktaturą klopsów! Wolność wyboru kotleta i klopsa wolnością każdego mięcha! Kultura dla kotletów – popkultura dla klopsów! Niech żyje kucharskość! Precz z fastfudami! Kotlet prawem każdego obywatela!

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Współpraca w praktyce

Planując wakacyjną podróż, spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do teatru, czy też na basen, zapraszając rodzinę na uroczysty obiad lub też piekąc ciasta, zawsze towarzyszy nam, czasem świadomie lub też podświadomie pytanie “Po co?” Pytanie to powinno być początkiem naszego działania-każdego. Także,    a może przede wszystkim edukacyjnego. Kiedy nadeszła ta chwila, że wspólnie zdecydowałyśmy się na napisanie autorskiego programu nauczania  i mimo dzielącej nas odległości wspólną jego realizację z naszymi uczniami, pytanie to było początkiem naszego działania. I mimo, że upłynęły już 2 lata naszej wspólnej edukacyjnej podróży, ”po co” towarzyszy nam nieustannie.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Lista kontrolna na początek roku

Na początku roku szkolnego mamy mnóstwo zadań, zwłaszcza wychowawcy. Pierwsze, jakie przychodzą mi do głowy, to przygotowanie sali lekcyjnej, zaplanowanie pracy, przygotowanie dokumentacji takiej, jak plan pracy wychowawcy klasy, rozkład materiału, plan imprez i wycieczek klasowych, przedmiotowy system oceniania oraz udział w aktualizacji dokumentacji szkolnej. Wierzę, że to ważne rzeczy (warto jednak pamiętać, że nie wszystkie są wymagane przez prawo oświatowe, niektóre narzuca nam dyrekcja albo statut). Mimo to mam poważne wątpliwości, czy właśnie od tego należy zacząć.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Google Crowdsource czyli jak algorytm widzi kota

Zastanawialiście się kiedyś, jak sztuczna inteligencja rozpoznaje przedmioty? Skąd wie, że autobus to autobus, a nie tramwaj. Jak odróżnia kota od psa – 4 łapy nie wystarczą. A jeśli kot jest po wypadku i ma tylko 3 łapki – czy Google będzie wiedział, że to nadal kot?

Okno aplikacji Google CrowdsourceDo tego wszystkiego potrzebny jest człowiek. W zasadzie nie jeden, a wiele ludzi. JESZCZE WIĘCEJ. Tłum – stąd projekt Google Crowdsource. Przy odpowiednio dużej liczbie zdjęć kotów – wszystkich, małych, dużych, rudych, śpiących i radośnie mruczących – sztuczna inteligencja nauczy się (z Twoją pomocą) rozpoznawać kota.

Crowd = Tłum. Czyli ja też mogę pomóc?

Przede wszystkim Ty! I to w łatwy sposób – w drodze do pracy, na spacerze, w autobusie czy w domu. Praktycznie wszędzie. Wystarczy dołączyć do projektu (telefon z Androidem – póki co iOS jeszcze nie jest wspierany).

Następnie najprościej na początek wybrać aktywność „Inteligentny aparat”. Celujesz w wybrany kadr (zacznij od prostych obiektów wokół Ciebie – stół, lampa, drzwi, łóżko), Google zaznacza ramką obiekt. Klikasz w obiekt i sprawdzasz, czy Google poprawnie go rozpoznał, jeśli nie – poprawiasz etykietę tekstową (według własnego uznania). Zadania można wykonywać w języku polskim, lub wybranym obcym języku.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Edukacja obywatelska i samorządność

Edukacja obywatelska i samorządność

Każdy z nas należy do jakiejś społeczności lokalnej. W statutach większości szkół sylwetka absolwenta zawiera wiele określeń dotyczących funkcjonowania
w społeczeństwie. Przyszłych ról w dalszym życiu. Zależy nam w codziennej pracy, by uczniowie byli świadomymi i aktywnymi obywatelami działającymi na zasadzie zaufania dla wspólnego dobra. Co to znaczy? Nie mniej – nie więcej – tylko chcemy, by uczniowie opuszczając szkołę, przekraczając kolejne etapy edukacji poza wiedzą posiadali umiejętności i kompetencje do budowy relacji, aktywnego uczestnictwa
w życiu, oraz jego tworzenia w możliwym wymiarze.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

A dlaczego?… Słów kilka o  metodzie Pytań i Doświadczeń Fundacji Uniwersytetu Dzieci

„Oko śpi dopóki umysł nie obudzi go pytaniem”

— przysłowie arabskie

Czy metoda pytań i doświadczeń stworzona przez Fundację Uniwersytet Dzieci zagościła już na Waszych lekcjach? Jeśli nie, warto poważnie wziąć to pod uwagę. Metoda ta, wypracowana przez naukowców i fundację, bazuje na naturalnej ciekawości dzieci. Uczniowie, poprzez zadawanie pytań, stawianie hipotez oraz formułowanie wniosków, uczą się samodzielnego myślenia i doświadczania. W ten sposób rośnie ich zaangażowanie: tematy poruszane na lekcji znajdują się w centrum dziecięcych zainteresowań, są zgodne z ich możliwościami rozumowania i postrzegania świata na danym etapie rozwojowym. Oprócz tego, metoda pytań i doświadczeń pozwala rozwijać kluczowe kompetencje: kreatywność, pracę w grupie, ale też przedsiębiorczość.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Edukacja Globalna – obowiązek czy fanaberia ?

Edukacja Globalna – obowiązek czy fanaberia ?

Edukacja globalna pojawiła się w polskiej szkole pod tą nazwą po raz pierwszy w roku 2009. Została wówczas, dzięki staraniom przedstawicieli różnych sektorów – w tym przedstawicieli rządu oraz organizacji pozarządowych – po raz pierwszy uwzględniona w podstawie programowej. Od tego momentu, aż do wprowadzenia reformy oświaty, powstało dużo ciekawych i wartościowych materiałów metodycznych oraz zrealizowano wiele ciekawych projektów, w tym duży i systemowy projekt Ośrodka Rozwoju Edukacji “Edukacja Globalna – Liderzy na rzecz rozwoju”, projekt Centrum Edukacji Obywatelskiej “W świat z klasą”.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Jak wspierać nastawienie na rozwój u uczniów i własnych dzieci? (część 1)

Poniższy artykuł zawiera obszerne fragmenty pierwszego rozdziału publikacji pt. „Godziny Rozwoju. Jak wspierać nastawienie na rozwój i uczyć (się) innowacyjnie”, która powstała w ramach programu inkubacji innowacji edukacyjnych Popojutrze 2.0.

„Jeśli rodzice chcą dać swoim dzieciom jakiś dar, najlepsze, co mogą zrobić, to nauczyć je kochać wyzwania, intrygować się błędami, lubić wysiłek i wciąż się uczyć” – Carol Dweck

Ostatnie dekady XX i początek XXI wieku to okres niezwykłej popularności poglądu, że czynnikiem wpływającym w wysokim stopniu na życiowe sukcesy jest poziom samooceny(1). W drugiej połowie lat osiemdziesiątych okres swojego największego rozkwitu odnotował w USA tzw. Ruch na Rzecz Samooceny (ang. Self-esteem Movement) oparty na koncepcjach psychologicznych z lat siedemdziesiątych XX wieku(2). Ameryka dosłownie oszalała na punkcie podnoszenia samooceny uczniów, pracowników, osób czarnoskórych czy nawet bezrobotnych. Politycy – z Johnem Vasconcellosem, ekscentrycznym i wpływowym senatorem stanu Kalifornia – powołując się na badania naukowe przeprowadzone na ich zlecenie ogłosili, że znaleźli panaceum na cały wachlarz problemów społecznych, nie tylko tych związanych z edukacją i wychowaniem, ale nawet z takimi zjawiskami jak rosnący poziom przemocy czy ciąże u nastolatek(3). Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Jesienią w Pleszewie – od spotkania ambasadorów Wiosny Edukacji do premiery książki

 

Pleszew, niewielka, ale urokliwa miejscowość niedaleko Kalisza, gościł w tym roku we wrześniu Ambasadorów Wiosny Edukacji, liderów  i nauczycieli, którzy są zainteresowani zmianą swojej szkoły lub są już w procesie zmiany i szukają pomysłów na to, jak tę zmianę wprowadzać. 

Ambasadorzy Wiosny Edukacji w Bibliotece w PleszewiePleszewie
zdj. Edyta Brania

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Rodzic w roli nauczyciela

Rodzic w roli nauczyciela

Nie trzeba szukać daleko, aby zaprosić na lekcję wyjątkowego gościa i wcale nie musi to koniecznie oznaczać zaproszenia innego nauczyciela. Chyba niezbyt doceniamy, jakim skarbem: źródłem zróżnicowanej wiedzy i doświadczeń, ale i wielkiego entuzjazmu mogą być rodzice naszych uczniów. Mnie potencjał, jaki w nich drzemie szczerze zadziwił i mocno podniósł na duchu.

Co takiego wydarzyło się w mojej klasie? Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.
Skip to content