Przygoda ze Student Council

Student Council to grupa młodych ludzi z całego świata, którzy działają przy organizacji Design for Change. Tworzą coś w stylu międzynarodowego samorządu promującego działania projektowe i sprawczość młodych ludzi. Student Council działa od 3 lat i zrzesza obecnie 13 nastolatków z 5 kontynentów. W obecnej, kończącej się właśnie kadencji, Polska ma swoją reprezentantkę. Jest nią Oliwia Słowik – trzynastolatka ze Stojadeł k. Mińska Mazowieckiego. Jak się tam dostała?

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Tak łatwo jest dmuchać w skrzydła uczniów!

Każde dziecko ma skrzydła – talenty, pasje, wrodzoną ciekawość świata, motywację wewnętrzną – ogromny potencjał, który czeka na warunki odpowiednie do rozwoju. Wbrew pozorom, nie jest trudno takie warunki stworzyć. Wystarczy dać uczniom przestrzeń na rozłożenie skrzydeł. Kiedy poczują wiatr, potrafią wzbić się wysoko. Jak to zrobić w praktyce? Oto opowieść o uczniach, którzy sami projektują swoją przyszłość. Oto opowieść o Młodych Zaprojektowanych.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Dyktatura klopsów

Grafika z pixabay.com na licencji CCO

Jak wiadomo jesteś tym, co jesz. Kuchnia i programy kuchenne opanowały media. Programy to popularne, ponieważ prawie każdy w Polsce gotuje wodę na herbatę i jest od gotowania ekspertem. Chciałbym dziś Państwu opisać Polski System Kuchenny.

Akcję „Jesień Kuchni Polskiej” rozpoczyna u schyłku lata wytrysk liczb uświadamiających ludności pracującej miast i wsi Kraju nad Wisłą społeczną wagę kuchni i gotowania – odbiorcy mediów wszelakich otrzymują wyczerpujące dane o liczbie lokali, etatów, ton przerobionych warzyw, wysiłków w sprowadzaniu przypraw, ilości wyprodukowanych bądź będących w produkcji kotletów i zapierających dech w piersiach nakładów finansowych  – ogólnie rzecz biorąc okrutnego kuchennego wysiłku ludności Polski, sterowanego wprawna ręką Naczelnego Kucharza Polski.

Na ostatni tydzień sierpnia przypada koniec sezonu ogórkowego, a nastaje czas kotletów, czas odkurzenia lekko przyprószonego piaskiem wakacyjnych hulanek tematu polskiej sztuki restauracyjnej, która właśnie otrząsa się z dwumiesięcznego letargu, a na której bezbłędnie znają się wszyscy, bo albo kiedyś jedli, jedzą codziennie albo znają takich co jedzą. 

Powoli ruszają młyny kuchenne, a klasa robotnicza, chłopi i inteligencja pracująca szykują hufce dziatwy spragnionej jedzenia, czyli zasoby mięsa dla owych młynów. Masa, która trafi do fabryk będzie w nich mielona, mieszana, doprawiana i formowana w kotlety wg specjalnych przepisów pożądanych cech i dobranych do nich działań formujących w celu wydania produktu doskonałego i oczekiwanego przez społeczeństwo – ukształtowanego, pełnowartościowego, polskiego na wskroś kotleta w panierce z dodatkiem kapustki. 

Klops

Tuż po akcji cyferkowej następują regularne medioskurcze o przepisach na kotlety, ich przeładowaniu, niedostosowaniu do życia, składnikach trącących myszką – czyli o słabej jakości algorytmu na polskiego patriotycznego kotleta. Rzesze redakcji wysyłają w teren łowców głów, którzy w regularnych łapankach przepytują “fachowfów” na okoliczność niedoskonałości przepisu gdzie autorytarnie wskazywane są niepotrzebne składniki, ich złe proporcje, tragiczne sposoby przyrządzania i ogólnie syf w kuchni w dodatku słabo zarządzanej, ale z aspiracjami do pięciu gwiazdek Michelin. Naczelny Kucharz Polski pohukuje z ekranów a to o złych i leniwych podkuchennych i kuchcikach, którym tylko urlopy w głowach miast obróbka mięcha, a to o szefach kuchni, którzy nie chcą jarać pod kotłami, a to o ogromnych pieniądzach, które dosypuje do systemu kuchennego marnowanych przez właścicieli kuchni. On z zespołem ekspertów nieba przychyla i przysięga, że robi wszystko, by kotlety były w chrupkiej panierce. Niestety kuchnie sabotują starania resortu produkcji kotletów i zamiast finalnego schabowego w chrupiącej złocistej skorupce z tartej bułeczki wychodzi – no właśnie. Klops. 

To znaczy nie całkiem klops, bo ogólnie to oszałamiający sukces, że kuchnie w ogóle działają, choć Naczelnik przyznaje, że mimo iż wyposaża kuchnie w kosztujące krocie najfajniejsze markowe sprzęty do gotowania i smażenia w każdej z nich brakuje średnio jednego kuchcika. Takie chwilowe braki w załodze są w każdej branży, a szefowie kuchni oczywiście przesadzają z wieściami o tragicznej sytuacji, która nie jest wyjątkowa lecz wręcz normalna w świecie kuchennym. Wskazywane przez właścicieli kuchni alarmujące wskaźniki w braku podkuchennych od ważenia, doprawiania i wysmażania mięsa oraz marnowaniu sporych ilości mięsa mistrz kuchni polskiej zbywa stwierdzeniem, że jakby co to leśnicy, policjanci i wojskowi WOT zawsze mogą w kuchniach resortowych pomóc, bo się znają, bo gotowali kiedyś, a zresztą to nie jest takie trudne i kotleta może zrobić właściwie każdy funkcjonariusz ze wskazaniem na kościół katolicki, gdyż wtedy oprócz produktu patriotycznego wyjdzie dodatkowo bogoojczyźniany, a jak wiadomo ten jest najlepszy w każdym menu. 

Dzień Kuchni Polskiej

Napięcie wzrasta do połowy października, kiedy obchodzony jest Dzień Kuchni Polskiej. Tego dnia wszystkie redakcje eksplodują fajerwerkami eksperckich przepisów na kotlety made in Poland, rozmowami z innowacyjnymi kuchcikami używającymi znanych przypraw, ale w dziwaczny sposób, który przeważnie poprawia jakość produkowanych przez nich porcji. Do studiów zaprasza się profesorów od żywienia, którzy opowiadają o ciągłej zmianie Polskiego Systemu Kuchennego (zmianie na lepsze ofkors!), nowe pomysły komunikuje wszystkimi kanałami Naczelny Kucharz Polski, a politycy wszelkiej maści prześcigają się w docenianiu pracy podkuchennych, kuchcików i kucharzy z obietnicami lepszych zarobków na czele „jak tylko nadejdzie pora” – legenda o śpiących rycerzach wiecznie żywa. Publikuje się niezliczone słupki pokazujące jak nasz System wypada na tle systemów kuchennych Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii z zaznaczeniem, że nasze kotlety może i trochę przaśne, że zarobki w kuchniach skandaliczne, ale za to wygrywamy ułańską fantazją nawigując na drzwiach od stodoły i utrzymując się w ogóle w słupkowych wykresach. W Dniu Kuchni Polskiej we wszystkich mediach spotkać można zatroskane polską kuchnią polskie twarze, usłyszeć fantastyczne eksperckie przepisy i przenikliwe opinie o koniecznej reformie całego Systemu lub – o zgrozo! – o jego niewydolności. Tego dnia kuchnie nie pracują – wolne mają wszyscy kucharze i kucharki. 

Wieczni dwudziestowieczni

Co ciekawe wszystkie media wraz z Naczelnym Kucharzem Polski jakoś nie zauważają, iż dramatycznie zwiększa się wiek pracowników kuchennych, a świat w niespotykanym tempie galopuje w dal! Z uwagi na ciężką pracę, coraz to nowe i bardziej zmodyfikowane, a nawet kompletnie różne od niedawnych gatunki mięsa na kotlety, bardzo słabe wynagrodzenia, oraz ogólne przekonanie społeczeństwa o słabych wynikach pracy przy kotletach, do zawodu kucharza nie garną się nowe kadry. Kucharze w Systemie w większości ciągle używają starych przypraw do nowych gatunków mięs, smażą na przepracowanych olejach i produkują kotlety wg przepisów z XIX w. leżące na wątrobie lub wymagające wielokrotnego powtarzania procesu, aby w XX w. były akceptowalne. Fantastycznie i prężnie rozwija się za to rynek szkoleń kucharskich, które kucharze muszą przymusowo przechodzić w czasie wolnym od pracy w kuchni,  który przy zarobkach w żaden sposób nie odzwierciedlających nabywanych umiejętności jest największym papierowym rynkiem szkoleń w Polsce. Poza tym bycie pracownikiem kuchni jest deprecjonujące – wszak gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, co dopiero w przypadku 600 tys. pracowników!

Kotlety więc nie są „eko” i „fit”, nie wywołują efektu „wow” i zasadniczo nie zadowalają konsumentów, którzy na nie gremialnie narzekają. 

W takiej sytuacji konsumenci wbrew zapewnienim Naczelnego Kucharza Kraju o nieskazitelnej jakości produktu w celu poprawy smaku i niestrawności kotletów biorą półprodukty Polskiego Systemu Kuchennego i na własną rękę z pomocą – o ironio! – tych samych kucharek systemowych (ale sowicie opłacanych i pracujących indywidualnie nad każdym kotletem) dokonują ich cudownej zmiany na produkty jeśli nie z najwyższej półki, to choćby zjadliwe. Za własne, po raz drugi wydane pieniądze konsumenci otrzymują kotlety, które chociaż z wyglądu przypominają te od Babuni. Fakt ten przeczy tezom o słabym przygotowaniu kucharzy – w momencie zapewnienia im godziwych warunków pracy kotlety wychodzą ok! Nie wszystkich jednak stać na indywidualnego kucharza i mimo szczytnego celu większość produktów systemu to jednak klopsy. Od czasu do czasu słychać głosy wołających na puszczy o nagim królu, ale jak wiadomo puszcza jest ogromna, a głosy nieliczne.

The Day After

Po Dniu Kuchni Polskiej cały informacyjny stream wraca do normalności, czyli o kuchni nie pisze nic, albo piórem pojedynczych zapaleńców, choć wszyscy codziennie jedzą, mają niestrawności i mnóstwo przykładów z najwyższych sfer życia politycznego o zastraszającej ilości klopsów w tymże. Klopsy w zasadzie wyparły kotlety do których wszyscy zaczynamy tęsknić jakby nie zauważając, że ogólna sytuacja systemowej kuchni nie zmierza w kierunku produkcji kotletów, a raczej klopsów właśnie. Klopsy zadomowiły się w świadomości, a słynne zdanie Kisiela o urządzaniu się w dupie można przełożyć na ogólnopolską zgodę na dyktaturę klopsów we wszystkich restauracjach. Zamówienie kotleta graniczy z cudem, bo i dostępność słaba i wstyd raczej trochę, jak wszyscy wokół wcinają klopsy. Zaczynamy rozróżniać lepsze i gorsze klopsy, dostosowywać do nich menu, a że kapustka do klopsa nie pasuje, tym gorzej dla kapustki. Kotlety w panierce powoli odchodzą w niebyt, gdyż coraz mniej kucharzy umiejących je przygotować a i coraz mniej smakoszy potrafiących docenić ich smak i walory. Masy wychowane na klopsach żądają klopsów i sosiku do ich zalania. Pojawiają się również produkty kotletopodobne, ale są dziedziny, gdzie kotlet musi być kotletem i żaden klops nie przetrwa w starciu z rzeczywistością.

Dla podbicia efektu oszałamiającego sukcesu Polskiego Systemu Kuchennego dla różnych typów kuchni raz w roku organizowany jest egzamin świeżych kotletów, gdzie sprawdza się ich jakość, zgodność z oczekiwaniami i zamówieniem konsumentów. Egzamin ma potwierdzić potrzebę utrzymania przy życiu i wysoką jakość Polskiego Systemu Kuchennego, co corocznie niepodważalnie potwierdza. Coraz więcej klopsów w przekonaniu o własnej kotleciarskości egzamin ów zdaje i trafia do zdziwionych konsumentów oczekujących jednak kotletów! I panierki! Niektórzy faktycznie je dostają, bo w niektórych kuchniach pracują jeszcze kucharki i kucharze znający przepisy na kotlety, a niektórymi kuchniami kierują fantastyczni szefowie kuchni. 

I do nich właśnie w Dniu Kuchni Polskiej kieruję moje błagania: nie odpuszczajcie! Więcej kotletów w panierce! Precz z dyktaturą klopsów! Wolność wyboru kotleta i klopsa wolnością każdego mięcha! Kultura dla kotletów – popkultura dla klopsów! Niech żyje kucharskość! Precz z fastfudami! Kotlet prawem każdego obywatela!

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Współpraca w praktyce

Planując wakacyjną podróż, spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do teatru, czy też na basen, zapraszając rodzinę na uroczysty obiad lub też piekąc ciasta, zawsze towarzyszy nam, czasem świadomie lub też podświadomie pytanie “Po co?” Pytanie to powinno być początkiem naszego działania-każdego. Także,    a może przede wszystkim edukacyjnego. Kiedy nadeszła ta chwila, że wspólnie zdecydowałyśmy się na napisanie autorskiego programu nauczania  i mimo dzielącej nas odległości wspólną jego realizację z naszymi uczniami, pytanie to było początkiem naszego działania. I mimo, że upłynęły już 2 lata naszej wspólnej edukacyjnej podróży, ”po co” towarzyszy nam nieustannie.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Pomysły na współpracę z rodzicami

Połowa wakacji za mną, ale moja pasja i miłość do edukacji sprawiają, że każdego dnia poszukuję inspiracji… przede wszystkim w naturze, w kolorowych miastach, które zwiedzam, w sporcie, w kuchni, w książkach lub w Internecie – m.in. od ludzi, którzy podobnie jak ja, uwielbiają swoją pracę. Jednak największą inspiracją dla mnie zawsze pozostaną dzieci.
Ponieważ od września rozpoczynam przygodę z nowym zespołem klasowym, chcę się odpowiednio przygotować. Nie wiem, jak wyglądają moi przyszli wychowankowie i nie znam również ich imion. Dlatego 1 września będzie dla nas trochę jak „randka w ciemno”.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Stary dobry Google…

Stary dobry Google…

Pamiętam jak w bardzo dawno temu, jeszcze w czasach modemów przyszedł do mnie kolega i powiedział: „zobacz co znalazłem, jest taka strona google.com i tak jak coś wpiszesz to od razu masz wyniki. Nie musisz przeszukiwać żadnych katalogów, dodawać się ze swoją stroną do nich. Nic tylko korzystać”  I faktycznie w tch czasach ( gdzieś koło 1998 czy 1999 roku) była to duże ułatwienie. Przez lata zmieniały się usługi, sposób dostępu do internetu oraz nasze zapotrzebowanie na narzędzia niezbędne w pracy.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

SuperBelfrzy inspirują

SuperBelfrzy inspirują

„Świat, który stworzyliśmy, jest procesem naszego myślenia. Nie można go zmienić bez zmiany naszego myślenia.”
Albert Einstein

Nauczyciel – przewodnik po podstawie programowej, ale przede wszystkim  ktoś, kto pokazuje młodym ludziom, w którym kierunku mają spoglądać, a już niekoniecznie, co mają widzieć. Nauczyciel to też wychowawca, specjalista od platform komunikacyjnych, profesjonalny „ogarniacz ” wszystkiego online i offline z uczniami, rodzicami oraz pomiędzy nauczycielami nawzajem. Po to, by wszystko działało, by “się dało” i udało.

Ten rok dał nam w kość. Wszystkim. Uczniom i nauczycielom. Także i rodzicom. Sprawił, że zatęskniliśmy za szkolną normalnością z uczniami, a nawet za radami pedagogicznymi. Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Projekt, który zmienia uczniów

Odkąd poznałam metodę Design for Change bardzo chciałam wypróbować ją z moimi uczniami. Teraz już wiem, że powinna nazywać się „Design for Miracle”. Nie wierzyłam, że po zaledwie 6 miesiącach działań w moich uczniach może zajść tak duża zmiana. Jestem z nich dumna, a oni czują satysfakcję.

Jak do tego doszło?

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Kółko teatralne w szkole? Jak to ugryźć ?

Zajęcia teatralne. Jak je prowadzić ? Dla kogo? Może zrobić szkolny casting? Czym się kierować w wyborze scenariusza? W jakich rolach obsadzić uczniów? Pytań, jak i samych wątpliwości mnóstwo. I to nie tylko na początku przygody z teatrem, ale zawsze. Jak nie te- to pojawiają się inne- równie ważne. Jako nauczyciel-praktyk, pragnę podzielić się w Wami tym co sprawdzone przeze mnie. Niekiedy samodzielnie wypracowane, ale i oparte o merytoryczną wiedzę znawców tematu- Mistrzów teatralnych, czyli ludzi związanych z teatrem: pedagogów szkół teatralnych, twórców konkretnych metod.

Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Zmiana w szkole

Często spotykam się z pasjonatami nauczania, czy to na konferencjach, czy na spotkaniach grup mastermind. Są to ludzie, “którym się chce”. Zdecydowana większość z nich jednak narzeka na brak współpracy i zrozumienia w swoich szkołach. 

W większości szkół w Polsce jest kilkoro nauczycieli aktywnych, ciągle się uczących, sięgających po nowe metody pracy, nowoczesne technologie, realizujących ciekawe projekty. Narzekają oni jednak na resztę grona pedagogicznego, która nie dość, że pracuje przestarzałymi metodami, to jeszcze często patrzy na tych aktywnych z niechęcią, czasami z zawiścią. Niejednokrotnie to dyrektor blokuje aktywność, samemu bojąc się zmian. 
Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.

Wiosenna edumoc w Gdyni

W wiosennej koszulce na tle ściany 17 LO w Gdyni

Jedna sofa wiosny nie czyni, ale …

Tą parafrazą znanego powiedzenia, które było tytułem wystąpienia Mirka Barcia, ambasadora Wiosny Edukacji i wicedyrektora szkoły, która przystąpiła do programu, chciałabym zacząć podsumowanie spotkania Wiosny z Edumocą w Gdyni. Czytaj dalej

Podoba się ? Podziel się z innymi.
Skip to content